poniedziałek, 31 grudnia 2007

ostatnie namaszczenie

w tym roku :)
ale za to pysznym balsamem bergamotkowym...
znikam namalować sobie jakiś miły wyraz twarzy :)

Telephone Call From Istanbul*

Will you sell me one of those if I shave my head?
Get me out of town, is what Fireball said
Never trust a man in a blue trench coat
Never drive a car when you're dead**


eee, nieee, on był z Vienny
cholera, tęsknię za tym miastem coraz bardziej...
głowa boli mnie również jak za dawnych czasów (oj,oj, trzeba było nie mieszać wina z zieloną wróżką!)

*Tom Waits, Frank's Wild Years, utwór 14
**na bani nie prowadzę...

04:44enough

błeeeeee

niedziela, 30 grudnia 2007

cz donosi

że sąsiad znowu przecieka do łazienki, a że stosunki między nimi chyba ciut napięte (dobijał się dzisiaj w nocy podobno, nie otworzyła mu hihihi, ciekawe czy w rewanżu za ten afront ciecze nam teraz po suficie w łazience??)
ale to, to jest przednie zaiste:
ja 15:53:29
a jak tam zniszczenie, coś jeszcze spaliliście lub zepsuliście?

cz 15:56:14
dziura w podłodze się nie powiększyła
cz 15:56:18
szisza cała
cz 15:56:40
lekki bałagan
cz 15:56:43
ale to się sprzątnie zaraz
ja 15:56:51
ale powiedz coś bliżej o te dziurze

cz 15:57:07
dziura jest przy kanapie
cz 15:57:15
jest trochę czarna i ma kilka odłamów

cz 15:57:28
sądze że po dłuższym szorowaniu bądź szuraniu butami zejdzie

dobrze mi tu

jak zwykle z resztą...
mamroczę ździebko, bałwanię się umiarkowanie, sytuację w chatynce monitoruję zdalnie, cz depeszuje, że sąsiad zalewacz wizytuje ją regularnie na okoliczność miru domowego zakłócania, ale nic sobie z tego nie robię...
a na pocieszenie mogę jej wysłać nowego misia com go na rupieciowym powozie zoczyła, ładne msie, nie ma co :)


piątek, 28 grudnia 2007

nie ma mnie tam

bo jestem tu :):):)

czy ja aby na pewno wiem co robię

czyli czy będę miała dokąd wrócić w nowym roku?
co prawda cz zarzeka się, że impreza sylwestrowa odbędzie się gdzie indziej, ale biorąc pod uwagę fakt, że wypożyczona od dużego m shisha przyjedzie dzisiaj, mają duże szanse na rozniesienie chatynki przed sylwestrem...
sama do tego doprowadziłam kablując cz, że przywieziona przez dużego egipska shisha kurzy się w kącie, chociaż w tak pięknych okolicznościach przyrody mogło mi sie wypsnąć niechcący...

na wszelki wypadek zabieram ze sobą kurczaka, futrzaści mam nadzieję dadzą sobie jakoś radę...

czwartek, 27 grudnia 2007

mokro

czyli ulubiony sąsiad z góry znowu zalał mi łazienkę...
to już się robi nudne, zwłaszcza, że za każdym razem ogląda zniszczenia z takim samym zdziwieniem na twarzy...

flamandowie

najwyższy był to czas, bo jutro śmigam do qchar, a wystawa kończy się w niedzielę. wywlokłam zatem półprzytomną cz i jej psiapsiółę i pognałam do narodowego ze sztuką obcować.
nie wbiło mnie specjalnie w podłoże, ale też nie jest to mój ulubiony okres, panny przeleciały przez wystawę laufsznytem. ja zaś na tyle spokojnie, na ile się dało w tłumie zwiedzających (niestety, był tłum, nad czym boleję, acz umiarkowanie).
najbardziej zaś utkwiła mi informacja, że kot symbolizował pożądliwość zmysłową, niejako w opozycji do psa - czujności wobec pokus zagrażających zbawieniu duszy.

Paul de Vos, Spiżarnia

duży m wreszcie wygrał w scrabble!

cieszył się ogromnie, czemu dał wyraz również odpowiadając na sms o mym szczęśliwym do chatynki powrocie (tym razem scrabblowaliśmy się u nich)
potyczka wygrana daje satysfakcję, ale do wygrania wojny potrzebuje żebyś się zakochała. czego ci i sobie w nadchodzącym roku życzę
ładne życzenia, nie ma co, zwłaszcza, że ten rok zaczęliśmy partyjką scrabbli - mały m miał całkiem świeżą najmniejszą m w brzuchu, a wszyscy byliśmy tak zaziębieni, że o żadnych dzikich harcach i hulankach sylwestrowych nie było mowy, co nie znaczy wcale, że nie było miło :)

środa, 26 grudnia 2007

czytając bloga progenitury

znalazłam notkę o emo i przeczytałam taki komentarz:
chciałbym, żeby moje bombki były emo - powiesiłyby sę same ...

poniedziałek, 24 grudnia 2007

piosenka na wigilijne przedpołudnie

i nie tylko...
Aga Zaryan "Picking up the pieces" utwór 2 "Throw it away"
...you can never ever lose a thing
if it belongs to you...*


*lyrics: Lincoln, Abbey, Moseka, A

niedziela, 23 grudnia 2007

mieć czy być?

a co jeśli chodzi o zgagę?

ufff

czyli teraz będzie z górki :)
czyli przerwa w odbywaniu kary do nowego roku :)
powoli rozwiązuje się mikołajowy worek i wysypują miłe, pachnące prezenty, fajnie nawet :)

piątek, 21 grudnia 2007

ale mi się nie chce...

powinnam zrobić parę rzeczy, ale mnie dosłownie odrzuca...
zamiast tego łypię okiem lewym w ian'a gillan'a na planete, pożeram oliwki z anchovies i ogólnie się bałwanię. co za idiotyzm z tą szkołą w przedświąteczny weekend, dookoła ludzie pędzący z obłędem w oczach, zalepionych ciastem pierogowym czy inszym specyfikiem świątecznym, no zgroza po prostu.
pytał mnie pewien kot aspołeczny jak to tak, że ten obłęd mnie dotyczy, przecież to nie buddyjskie święto - grzecznie uświadomiłam mu, że rodzina obchodzi i owszem. oczywiście nie daję się zassać totalnie, ale prezenty grzecznie zaposiadłam i zapakowałam.
a teraz czekam na koniec niedzieli, żeby już było po, po hodowaniu odcisków na literach czterech, bardzo jestem ciekawa jak do kwestii zajęć w tym terminie podejdą wykładowcy...

czwartek, 20 grudnia 2007

wykopaliska

przekopuję chatynkę w poszukiwaniu karteczek typu post-it, walało się tego multum, a teraz jakby je diabeł ogonem nakrył :(
są tacy co mówią szukajcie, a znajdziecie, znalazłam, i owszem, 45 euro i pierścionek zaręczynowy (nie, nie, niestety nie z brylantem, ale nie z tego, jakże błahego w sumie powodu, nie poślubiłam ofiarodawcy :)
ale gdzie do cholery są te karteczki??

ciekawość

czyli dlaczego to mnie rośnie drugi nos? (było już że pan pił, a kotek parszywiał u mrożka, że o dorianie g. nie wspomnę)

"jaki banknot? może na perły dla koleżanki wystarczy?" - pytanie takie nadeszło niedawno, może jednak zmienię opis?

auć!

boli mnie człowiek, a konkretniej organizm. najchętniej nie ruszałabym się dzisiaj z domu, a z łóżka wyłącznie do łazienki, no może jeszcze kuchni.
ale nie ma tak dobrze, za parę godzin wessie mnie oszalała ulica, liczę tylko na to, że przemknę nią w miarę bezboleśnie, zobaczymy, na razie śniadanie, herbata roba i konfrontacja z kwerendami zaległymi...

pan banknot jest bardzo ok!

wreszcie przesłuchałam nową płytę* i wnioski jak powyżej...
nawet sobie opis ustawiłam "nowy p. banknot ok!" i śmiesznie się zrobiło, bo zaraz pojawiły się pytania czy dostałam jakąś kasę, oczywiście wyjaśnienie, że p. banknot to blixa bargeld tylko zaciemniły całą sprawę...
ale jest również pewien e50, co już ma Zęba na to i to sinego dosyć :)
*Einstürzende Neubauten - Alles Wieder Offen

wtorek, 18 grudnia 2007

khe, khe

czyli kaszel wraca w wielkim stylu, dosyć mam już tego.
a wyleżeć się nie da, bo przecież amok dookoła. i tak dzielnie opieram się pędowi po sklepach z jęzorem na wierzchu - ale i tak nie dam rady zupełnie uniknąć styczności z rozgorączkowanym tłumem...

niedziela, 16 grudnia 2007

Duszne siostry*

odmachałam F.lekko nie było,wczoraj dzielnie ćwiczyliśmy krwawe marysie do godzin, które można nazwać rannymi, dzisiaj śniadanie i ból pakowania.
72 godziny, cholera, znamy się jak łyse konie, to już tyle lat, właściwie to nie potrzeba słów, po prostu wiesz...
Dzielna byłam jak diabli w muzeum powstania, był moment, kiedy myślałam, że za chwilę rozryczę się i będzie musiał mnie zbierać kawałek po kawałku, ale dałam radę, choć lekko nie było.
I to jedno pytanie, chodzisz na jego grób? Nie nie chodzę, to nie jest ważne, ja też nie chodzę, przejeżdżałem ostatnio rowerem, ale nie wiedziałem, czy można tam wjechać.
Nie rozmawialiśmy o niej, ale on był gdzieś blisko, to taki cholerny brak, dziura, której nie da się zalepić.

*o tym chyba jednak nie tym razem...

piątek, 14 grudnia 2007

szacun czyli oj, bałwanię się :)

babooshka.pl zdecydowanie mniammmmm...
a stamtąd tylko kroków kilka do zakąsek w europejskim, ach jaka szkoda, że napchaliśmy się jak nie wiem co w babooshce :(
co prawda znowu nie było tatara - tym razem jajeczna zaraza, ale i tak było miło.
tłoczno jak zawsze, ale udało się docisnąć do kontuaru, z resztą popularność miejsca zdecydowanie wpływa na zacieśnianie więzi międzyludzkich...
zamawiam dwie wódki i piwo i słyszę zza pleców spontaniczny komentarz osobnika, z którym niemal zrośnięci jesteśmy plecami. szacun mówi koleżka nie odwracając się nawet, z niewiadomego powodu prostuję "dla mnie piwo", aaa, to mniejszy szacun opiniuje współbiesiadnik.
relacjonuję wymianę zdań F., który nie mówi raczej po polsku - poza absolutnie obowiązkowymi zdaniami typu "czy ma pani wódkę" których nauczył się 20 lat temu, śmiejemy się oboje, a spontaniczne okrzyki "respect!" towarzyszą nam przez resztę dłuuugiego wieczoru...

wtorek, 11 grudnia 2007

ciężki weekend

czyli działo się duuuuużżżżooooo, intensywność przeżyć wielka.

ale okazało się, że można być na dwóch imprezach (dzień po dniu, nie jednocześnie) i wytrzymać zajęcia na uczelni w opcji full, nawet koło sadystyczne pchnęłam ze wstrząsającym (mnie szczególnie) wynikiem, kto by się spodziewał, że ledwie widząc treści zadań napiszę je na 4.5!

czyli piątkowy wybór zajęć tj. badanie granic organizmu na 10 cm obcasach + udzielanie informacji zwrotnej pewnemu młodemu literatowi nt. jego debiutanckiej xsiążki (oj, szczera byłam boleśnie) nie wpłynęło negatywnie na pracę zwojów, czego niestety nie można powiedzieć o ogólnym wyglądzie zewnętrznym i śródstopiu - boli mnie o tej pory...

sobota też miła, po przetrzeźwieniu na wyrozumiałym łonie alma mater spontanicznie zorganizowałam życie pewnej parze gości dewizowych - hihihi, czy ktoś jeszcze pamięta takie określenie??
w niedzielę organizm ciut protestował ale przeżyłam, więc nie ma co się nad tym rozwodzić.

piątek, 7 grudnia 2007

auć! ale fajnie

tyle się dzieje dookoła i to dobrych rzeczy!
dzwonią telefony bardzo obiecujące, przychodzą miłe smsy, tylko deszcz pada nie wiadomo po co...
a na dodatek przed chwilą odkryłam coś, co być może rozwiąże łatwo i szybko - bo chyba w dłuższej perspektywie niestety nie bezboleśnie ;( - problem pt. ja nie ma co na siebie włożyć na dzisiejszą imprezę!


panie i panowie, uwaga,
te obcasy mają 10 centymetrów!!!

i kota w środku!

czwartek, 6 grudnia 2007

fajnie jest dostawać prezenty :)

właśnie dostałam full, ale nie od smokołaja, tylko zaległe urodzinowe hihihi
i to duuużżżooooo
i cieszę się :)))

komu jeszcze kajdanki?

czyli sezon osiemnastkowy w pełni, a dzielny pocztylion przynosi kolejne zamówienia, tym razem przyjaciółek cz - czy one nie mogły zgadać się wcześniej, kupiłabym hurtem :-)?
Chociaż czemu się czepiam, nie proszą mnie przecież o zakupy bardziej zaawansowanych utensyliów z sexshopu, a skądinąd wiemy, że obdarowują się nimi z lubością...

dostałam list

w żółtej kopercie oczywiście :)


Ona rozwala mnie kompletnie (pozytywnie, pozytywnie...)

środa, 5 grudnia 2007

herbata cynamonowa

ze śmietanką (jak tyć to nie od byle czego :) zapodana, koncerty brandenburskie zapuszczone, cóż nie ma rady, trzeba zmierzyć się z rozkładem normalnym błeeee

coś lata w powietrzu

coś co między innymi zaraża kaszlem i prowokuje ciężkie sytuacje.
dzwoniła K., wróciła właśnie ze zdjęć, ledwo żywa zupełnie, musiało nie być lekko, jeśli wracając zatankowała diesla benzyną.

hmmm, kuchnia sprzątnięta (trzymajcie mnie, bo zabiję te śmiecące smarkule!), pranie powieszone, nawet paznokcie sobie pomalowałam, co by tu jeszcze, by umknąć histogramom?

kurczak wciąż zadrutowany, ale może dzisiaj wróci mu wifi, zobaczymy. ale i tak humor całkiem, całkiem, chociaż coraz trudniej daję sobie radę z dzieleniem przestrzeni z dzieckiem zastępczym. dziecko właściwe ma z tym problem zdecydowanie większy, może powinna posłuchać koncertów brandenburskich?

wtorek, 4 grudnia 2007

takie różne, takie same

i tak cholernie ze sobą związane...
mamy to samo imię, nazwisko, porywczy charakter i niewyparzone języki, dzielimy dużo ulubionej muzyki i pewnie wiele, wiele innych cech. ale zdecydowanie lepiej widać to z boku

dzisiaj wieczorem odpaliła kabaret starszych panów, bo chodziła jej po głowie pewna piosenka, a ja słuchając kolejnych utworów myślałam, o tym, że brak mi rozmów (głównie późno-nocnych niestety) z pewnym artystą_muzykiem_magistrem_sztuki_pianistą, który również bardzo lubi przyborę i nie tylko...

that's all, I don't even think of you that often*

miało być pogodnie, cóż znowu nie wyszło...
miałam zakuwać dystrybuanty, a uciekłam w przejażdżkę na mopie, zapuściwszy wcześniej kanadyjskiego dosmucacza.
jakby było mało, nie wiadomo czemu spadł na mnie album zostawiony kiedyś przez T., trzymałam się dzielne oglądając kolejne zdjęcia dokumentujące jego wyczyny snycerskie, ale pękłam przy ostatnim, myśląc o sportretowanym nań T., przygniatającym go smutku, o tym wszystkim, czego nie potrafię nazwać i o dusznym czerwcowym popołudniu kilkanaście lat temu, kiedy stanęło jego smutne serce...

...I need you, I don't need you,
I need you, I don't need you
and all of that jiving around...*


*The Best of Leonard Cohen, 1975 Columbia, utwór 10

ptasia grypa

czyli kurczakowi skichało się wifi, chwilowo mam nadzieję, ale póki co zasysamy net po drucie. no i stąd nagle przypłynął smutek kanadyjczyka po przejściach

...like a bird on the wire,
like a drunk in a midnight choir
I have tried in my way to be free*


a może to wcale nie jest smutna piosenka, tylko ja ją tak odbieram, nie wiem już sama. tak, czy inaczej smutno zrobiło mi się jak cholera i mam nawet pewne podejrzenia dlaczego...

*Leonard Cohen, Songs from a Room, utwór 1

poniedziałek, 3 grudnia 2007

pan kotek był chory???

i leżał w łóżeczku...

a konkretnie na stercie poduszeczek
chociaż może faktycznie chory, bo zostawiłam go lekkomyślnie z kanapeczkami i nie zeżarł wędliny, nawet się nie zainteresował...

płyta w południe

A Bestiary Of...The Creatures ze szczególnym uwzględnieniem utworu 13.
sama nie wiem czemu właściwie...

aj, aj, prawie obcy decydujące stracie

czyli wreszcie czas zająć się dystrybuantami i rozkładem poissona, błeeee, nie chce mi się okropnie!
na razie czmychnę zrobić sobie pożywne śniadanko, może kakao + bułka z masłem + miodem będą czymś, co pozwoli mi przeżyć obcowanie ze zmiennymi dyskretnymi...

dużo wrażeń

dużo dobrej muzyki, duży wqrw rano, na szczęście są ludzie, bliscy bardzo z resztą, który potrafią mnie w takiej sytuacji skutecznie odpowietrzyć...

obiad rodzinny - odbyty,

kot wielkości kojota zwiedzony (bosh! jakiż on inny od panów futrzastych i nie mam tu wcale na myśli gabarytów tylko mentalność),

kolacja w składzie międzynarodowym (menu też nie było rdzennie polskie, no bo skąd wzięły się langosze?) - udana,

i tylko sama nie wiem czemu snuje mi się po głowie stary dobry Robert Zimmerman:

... I'm not the one you want, babe,
will only let you down.
You say you're lookin' for someone
Who will promise never to part,
Someone to close his eyes for you,
Someone to close his heart,
Someone who will die for you an' more,
But it ain't me, babe,
No, no, no, it ain't me, babe,
It ain't me you're lookin' for, babe...
*

*It Ain't Me, Babe, utwór 11, Another Side of Bob Dylan, 1964

sobota, 1 grudnia 2007

duży sukces

czyli nie puściły mi nerwy...

a było blisko - cz. oznajmiła, że zamierza przekłuć sobie wargę, brrr.
oczywiście rozmawiałyśmy o tym wcześniej, za każdym razem niezmiennie - nie zgadzam się, poczekaj do maja, wtedy podejmiesz decyzję jako osoba dorosła również formalnie.

dzisiaj sytuacja powtórzyła się i cz. wybiegła z domu z płaczem, a ja zostałam ze smutnym przekonaniem, że będę musiała wyciągać konsekwencje, na co wcale nie miałam ochoty, choć byłam niestety zdeterminowana.

ale teraz duża ulga, bo na szczęście ochłonęła i zadzwoniła oznajmić, że przekuła sobie ucho (to mnie mniej rusza, bo jedna dziura w uchu mniej czy więcej robi mi małą różnicę) i radość, że udało się uniknąć użycia broni jądrowej...

muzyka

dawno nie było płyt wieczornych wspominania - ostatnio Laurie Anderson, Moloko i EN - Silence is sexy znowu...

a w ciągu dnia - wreszcie nastąpiła zmiana warty na karcie pamięci i dzisiejszą wycieczkę po duże tablice matematyczne sponsorował Roberto Aussel grający barok i tanga Piazzoli, fajnie było...

constans - kaszel

reszta wiruje jak w kalejdoskopie :)
a ja się temu przyglądam z uśmiechem pamiętając, że tego nie było i nie będzie więc nie ma się co nakręcać, a było by czym, oj było...

i jakby było mi mało, zaniosło mnie na naszą-klasę.pl - śmieszne uczucie zobaczyć ich po latach...

czwartek, 29 listopada 2007

się dzieje...

są w mym życiu rzeczy stałe - ostatnio należy do nich niestety kaszel...
reszta zmienia się jak w kalejdoskopie - multum wrażeń, różnych, różniastych, mniej lub bardziej spodziewane wizyty, prezenty, przyjemności, łzy oczyszczające i poczucie bezsilności.

ludzie rozstają się i łączą w nowe pary, przyglądam się z boku i sama już nie wiem co czuję na ten temat, poza dziwną radością, że nie dotyczy mnie aktualnie takie zamieszanie.

piękny był dzisiaj dzień, taki słoneczny, może to i lepiej, że świeciło słońce, gdy mały i duży m zostali osieroceni przez pewnego krnąbrnego czarnego kudłacza - nic już nie dało się zrobić, był już stary i bardzo chory mówi rozum, ale emocje wiedzą swoje.
cóż, najmniejsza m będzie znała tylko z opowiadań psa, z którym mieszkała przez pierwsze 12 tygodni życia...

wtorek, 27 listopada 2007

surprise! surprise!

kocia dziewczynka znalazła nowy dom!
tzn. wszystko wskazuje na to, że znalazła, chyba że nowy właściciel okaże się uczulony na koty, ale wtedy zastosujemy plan b.
bo ta mała smarkula podbija absolutnie wszystkie serca, więc już rozkochała w sobie osobnika, który miał pomóc przy jej transporcie. no i jakby co, to plan b już ustalony...

materiał mi się zmęczył

czyli mam już po kokardę kaszlu, gruzu, bałaganiącej sarenki i kociego dziecka.

dzisiaj wywlokłam się na trochę z łoża boleści, żeby umieścić z powrotem w łazience wszystkie tubki, buteleczki i słoiki, które musiałam ewakuować w piątek.

w tym czasie siksa (tak, tak, nasza tymczasowa lokatorka dostała imię) zrzuciła z parapetu skrzynkę z rukolą, nie oderwałam jej ogona, chociaż rozważałam taką ewentualność zamiatając rozniesioną po pokoju ziemię, bo oczywiście zwalić skrzynkę to nie jest pełnia szczęścia - do kompletu trzeba jeszcze wytarzać się w ziemi i poturlać grudki pod szafę na przykład.

jakby tego było mało skończyły mi się czekoladki buuuu, a przecież jak człowiek jest chory, to należy mu się coś od życia, czyż nie?

poniedziałek, 26 listopada 2007

słodkie sny

zapomniałam już jak bardzo "wali w palnik" pewien lek na kaszel, dosłownie rzuciło mną i zasnęło, oczywiście obudził mnie okrutny telefon, ale przytomna to ja raczej nie jestem.
za to gdzieś w przestrzeni pojawiło się wspomnienie toblerona, ach jak dawno go nie jadłam, a był przecież taki czas, kiedy opychaliśmy się nim jak dzicy.
pewnie teraz bardziej smakowałby mi ten ciemny...

khe, khe

czyli trzy ćwierci do śmierci...
leżę (zazwyczaj) i rzężę - z przerwami na wycieczki tu i ówdzie, bo mimo wszystko świat trwa nadal, nie oglądając się na to czy mam siłę go gonić.

kociczka owinęła nas sobie wokół pazurka, oczywiście szukamy jej nowego domu, bo nikt się niestety do tej pory nie zgłosił, ale panna dostała już imię, co jest dosyć niepokojącym objawem i może wróżyć powiększenie rodziny.
zwłaszcza, że wygląda uroczo wyciągając się na kanapie i nawet leżakowanie w skrzynce z rukolą uchodzi jej płazem...

podobno rurowymieniacze zakończyli działalność w chatynce, teraz tylko upolować muszę ofiarę, która doprowadzi do ładu zryty zakątek łazienki - ot zagipsować narożnik i przykleić parę kafelków, ale przecież sama tego nie zrobię. ale jakoś to będzie, chyba że wcześniej zejdę i nie będzie to już mój problem

sobota, 24 listopada 2007

aj, aj czyli tak jakoś wyszło

i zupełnie nagle pojawiła się kolejna futrzata istota...
jak gdyby nigdy nic stanęła na drodze pewnej młodej osóbki i już
w ogóle wygląda to tak, jakby mieszkała z nami od zawsze - panowie szarmanccy, aż mi się wierzyć nie chce - żadnego fukania, prychania nic z tych rzeczy, panna rozwala się centralnie na łóżkach i kanapach, łaskawie przyjmując zachwyty nad swą ujmującą powierzchownością...
ogłoszenia o znalezieniu zguby zawisły na windach.
tak, mam nadzieję, że panna po prostu skorzystała z niedomkniętych przez rurowymieniaczy drzwi i ktoś jej właśnie szuka, bo nie ma we mnie zgody na permanentne posiadanie trzech sierściuchów - wystarczą wizyty Myszkina :)

piątek, 23 listopada 2007

jak ja się uchowałam?

sama się sobie dziwię, że do tej pory nie widziałam Magdy M!
a tam wszystko takie śliczne, liryczne i apetyczne, nie to co moja łazienka po wizycie rurowycinaczy...
i xsiążę na koniu (no bo taki przecinak, czy czym on tam pomyka, to chyba odpowiednik rumaka)
i w ogóle bajkowo - może ja się teleportuję?
tylko po co? przecież ja tam nie pasuję, do tych wyprasowanych marynareczek i wylizanego świata, mogłoby mnie zemdlić szybciutko, chyba jednak zostanę tu...

blood, sweat and tears

mam w łazience
blood and sweat - to pan wycinający od rana rury w łazience, naprawdę znalazłam krew (jego krew!) na kafelkach w łazience - na szczęście nie pokaleczył się za bardzo
tears będę miała chyba w oczach, kiedy wreszcie skończą - obawiam się, że zostanie po nich lej po bombie...

czwartek, 22 listopada 2007

nerwica w granicach normy

czyli jak zwykle się udało :)

tym razem dzień zaczął się o 6:00 - tak wcześnie, żeby zdążyć przed korkiem - no bo jak tu ściągać drugą szczęśliwą bez akumulatora z samego centrum mojej ulubionej metropolii?

spadły na nas wszystkie plagi egipskie - ponad 3 kwadranse trwało poszukiwanie:
miejsca do zaczepienia linki,
instrukcji,
haka, który należy wkręcić w cudem odnalezione miejsce
(uwaga! uwaga! kręcimy odwrotnie do ruchu wskazówek zegara! no kto by pomyślał...)

już o 7:45 mknęłam do chatynki pokasłując raźnie i ciesząc się, że cała impreza obyła się bez strat w ludziach (najbardziej zagrożony był chyba facet sister - nie wykazał się biedaczek zimną krwią przy poszukiwaniu haka..)

a to dopiero początek dnia, już się boję ciągu dalszego...

środa, 21 listopada 2007

mądrzy ludzie żyją w brudzie

czyli jeszcze nie skończył się sajgon kuchenny, a już załomotał do drzwi pan życzliwy z radą "pani sobie nałapie wody, bo zaraz zakręcamy pion w łazience".

nałapałam sobie oczywiście, a wcześniej wynegocjowałam 15 minut obsuwu w zakręcaniu, ot tyle ile trzeba na staranne wypucowanie kociej kuwety oraz prysznic...

cóż od dzisiaj do nie_wiadomo_kiedy czekaja mnie ablucje przy użyciu wiadra (liczę na rychły powrót wody w kuchni) lub wizyty u krewnych i znajomych królika - wcześniej rozważałam załatwienie tej sprawy codziennymi wycieczkami na basen, ale tam są przeciągi, a ja jestem przeziębiona :(

a za oknem mleko...

wtorek, 20 listopada 2007

kap, kap

przeczytałam "Maciej w sieci" (GW 20.11.2007, str.8 wyd. warszawskiego), wiedziałam, że nie będzie happy endu, ale dzielnie doczytałam do końca, a teraz łzy cieką mi po policzkach...
L73th.blox.pl - może kiedyś tam zajrzę i przeczytam, na razie brakuje mi siły...

wreszcie im się udało!

zarazili mnie skutecznie...

mam temperaturę, obolałe gardło i ból istnienia. brak we mnie zgody na powyższe objawy albowiem dookoła wydarza się mnóstwo inspirujących rzeczy, a ja zamiast z ochotą dać w to wszystko nura, leżę z kurczakiem na kolanach przykryta gumowymi misiami...

zwlokłam się tylko zrobić karczemną awanturę rurowymieniaczom, jutro ciąg dalszy sztuki (w nie wiadomo ilu aktach niestety) pt. "wymiana pionów - reaktywacja".

niedziela, 18 listopada 2007

czytam opisy znajomych na gg i co widzę?

Cierpliwość: łagodna forma rozpaczy uchodząca za cnotę. Ambrose Bierce

sobota, 17 listopada 2007

znalezione przypadkiem, prawdziwe chyba niestety...

Nie będzie przyjacielem kobiety, kto może być jej kochankiem... (H. Balzac)

piątek, 16 listopada 2007

wrrrr

mam wodę w kuchni i superatę w postaci grubej warstwy kurzopyłu wszędzie
mam też multum nieżyczliwych myśli nt. administracji oraz człowieka, z którym miałam dzisiaj przykrość stykać się we własnej kuchni
a także smutną refleksję, że pewien W. miał rację pisząc, że to nie są tacy sami ludzie jak my...

czwartek, 15 listopada 2007

armagedon

mam dziurę w kuchni hen, do piwnicy, futrzate mają przerażenie w oczach, panowie z narzędziami zaś krotochwilny nastrój...
ale dziura na przeziór ma też pewne dobre strony - właśnie zagroziłam, że jeśli nie wytną resztek rury (nikomu już niepotrzebnej), to będę przez otwór ciskać czym popadnie - pracują poniżej, więc nie będzie to trudne :)

środa, 14 listopada 2007

wielkie ufff

czyli mam nowy śliczny routerek :)
i hula mi sieć wszędzie - w kurczaku i dużuchu jednocześnie...
a kurczak dostał śliczne futerko w paseczki...

iluminacja

nagle oświeciło mnie! to jasne - sarenka to nasza koza od rabina!! wszystko wydarza się w jakimś celu...:)

proste pragnienia

mieć wodę w kuchni...
wyspać się wreszcie...
wyłączyć panów z piiiiiiii młotem udarowym gdzieś bardzo bliziutko (mam wrażenie, że za chwilę wpadną razem z tym szpejem między makaron a kocie żarcie)

poniedziałek, 12 listopada 2007

łańcuch

gadam z S o związkach damsko-męskich
dochodzimy do mojego ulubionego "jeśli kogoś kochasz daj mu wolność..."
S spontanicznie: mój ma tak długi łańcuch, że lata po całej Warszawie

niedziela, 11 listopada 2007

rogale marcińskie mniammm

pożarłam, pożarłam, jakbym co najmniej z Poznania była hihi:)
a teraz będę leżeć i dyszeć...
a najfajniejsze jest to, że odkąd mam kurczaka, mogę klikać nawet z łóżka :D

piątek, 9 listopada 2007

kurczak w domu

czyli wszyscy kochamy instalować system :)
ale kto nie zainstaluje? Ja nie zainstaluję? never!!
nawet jeśli podstępni dranie wyschli krany :)

czwartek, 8 listopada 2007

archiwum opisów

...mój Boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza

(...)
może wówczas pokochaliby ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci

żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa...*

* tym razem z Herberta

archiwum opisów

nadobna, naiwna, niewyspana, najedzona, narwana, natchniona, niecierpliwa, niedorzeczna, niesforna, niewinna, nostalgiczna, nadwrażliwa :)*

*dzisiejszy opis sponsoruje literka n

cierpliwa inaczej jestem

doczekać się nie mogę...
kcem jush! bardzo kcem!

środa, 7 listopada 2007

no i się zaczęło...

obsesyjnie myślę, jakiż to kubraczek sprawić kurczakowi, dlaczego te neopreny takie brzydkie?
no przecież nie kupię różowego w kwiatki!
nie mogą zrobić takich, żeby do kurczaka pasowały? wiem, wiem, mały on, to i wybór mniejszy...

zakochałam się

jest śliczny, żółciutki i pasuje mi do szalika :)
nie oprę się draniowi chyba, właściwie już postanowiłam
co prawda czarodziej z javy śmiał się okropecznie, że jak typowa kobieta, kolor jest najważniejszy, ale wytłumaczyłam mu grzecznie, że nie mam zamiaru obcować codziennie z brzydalem, a ten jest taki apetycznie żółciutki, po prostu 1,8 kg czystego optymizmu...

wtorek, 6 listopada 2007

za oknem pada deszcz

ale nie tu, tu Cymkot wyleguje się w słonku, sztucznym słonku lampki
ach, szkoda że to nie stara, dobra żarówka, bo przypiekało by jeszcze milusio...

sen przemiły

miałam dzisiaj
i osoby dawno niewidziane spotkałam w nim, ach, przyjemnie było...

poniedziałek, 5 listopada 2007

a może by tak

poszukać nowego motta?
albo chociaż pysznego mango?
książki odwlec do stęsknionej bibliotekarki?
a może nie?
zobaczymy...

niedziela, 4 listopada 2007

dla A.

z zapewnieniem, że będzie tak...
Oswajanie Godota

Jeszcze dzień, jeszcze dwa...
wszystko się odmieni
wszystko się ułoży jak w kartach
A na razie... choć czekamy jutra jak zbawienia
A na razie... w tygodniowym rachunku sumienia
rozgrzeszamy się z poniedziałku

Jeszcze dzień, jeszcze dwa...
ktoś tu do nas przyjdzie
Ktoś tu przyjdzie zbyt długo czekamy
A na razie... róbmy co do nas należy
A na razie... kark jeszcze nisko zginając
starych bogów w progu witajmy

Jeszcze dzień, jeszcze dwa...
gdy nie braknie nam wiary
zawrócimy do źródeł rzeki rwące
A na razie... bezpieczni płyniemy na fali
A na razie... marząc o gorącym źródle
zażywamy kąpieli gorącej

I choć starych bogów zastąpili nowi
to i tak kark po staremu się zgina
od poniedziałku co trwa do soboty
i jak dawniej zbyt wcześnie rano się zaczyna
tą samą modlitwą:
"że możę już jutro
wszystko się odmieni
ułoży jak w kartach..."
więc będziemy czekać jutra jak zbawienia
od samego rana
aż do końca świata*


*wiersz napisał Marek Tercz, śpiewał go kiedyś Gintrowski

sobota, 3 listopada 2007

rozrywki na deszczowe popołudnie

czyli co dzieje się, kiedy przyjaciółka wyciągnie człowieka na zakupy...
sunęłam dzielnie, nie jęczałam, chociaż najchętniej widziałabym osobę własną zakopaną pod kocykiem z lekturką, ale nie takie rzeczy człowiek poświęca dla przyjaźni.
w planach było oglądanie nowego samochodu (in spe i nie mojego oczywiście) oraz zakup spodni typu jeans - również nie dla mnie.
bilans jest dosyć zaskakujący - salon hondy - nieczynny do poniedziałku, spodni adekwatnych brak! słowem pełne fiasko patrząc na to oczyma organizatorki wycieczki.
co innego ja, ja przez zupełny przypadek wypatrzyłam kosmiczną wirówkę do sałaty (stara zdecydowanie odmówiła ostatnio współpracy wyjąc przy tym niemiłosiernie) - musiałyśmy wyjść razem - wirówka i ja.
jakby tego było mało zostałam również szczęśliwą posiadaczką różowych pończoch w groszki, nie wiem jeszcze do czego zamierzam je nosić, ale nie potrafiłam się tym groszkom oprzeć...
i tak to zamiast samochodu i spodni kupiłyśmy coś na kształt garnka (ale ładnego, stal inox!) i pończochy, nieźle, co?

piątek, 2 listopada 2007

nieczynne

z powodu zamknięcia
w sobie...

czwartek, 31 maja 2007

rzeczy, których nie robisz w Warszawie będąc prawie martwym

i z bolącą głową:
jesteś miłą myszką
emanujesz łagodnością
piszesz bardzo ważną prezentację itp. itd.
zamiast powyższego wydajesz groźne pomruki i przypominasz wulkan, znad krateru którego unosi się niepokojący dymek i słychać coraz bardziej głośny bulgot lawy
miejcie się na baczności!

remanent

uwięziona w korku w okolicach pl.Zawiszy inwentaryzowałam marzenia
ostatnio żyłam w przekonaniu, że wszystkie prawdziwe mogę uznać za spełnione i nagle "Eureka!"
mam! znalazłam jedno marzenie do spełnienia, duża radość!!!
W tle o tym, że tak naprawdę ważna jest tylko chwila przekonuje Grabaż
tym razem to sprawka Cz.

gratulacje

dla wszystkich (kolejność częściowo-przypadkowa):
A, za to że dożyła (w całkiem dobrym stanie) do chwili, kiedy wychodziłam
S., bo trzymała sie dzielnie i nie zgubiła pięty
frau R., za to, że spisała się na medal (pamiętajcie, na drugie ma Richelieu :))
dla Ł. za to, że odważył się wejść do świata iluzji i wygląda na to, że gra dalej
dla mnie samej, bo maczałam w tym wszystkim palce i pysznie się bawiłam cały czas
a pełnia tuż... ja to czuję, ja to wiem...
dzisiejszy wieczór rozbrzmiewał dźwiękami produkowanymi przez Dick4Dick :)
2007-05-31 01:50:26

wtorek, 29 maja 2007

czy leci z nami pilot??

Oj, dzieje się...
wydarza ostatnio w życiu mym tyle, że z trudem ogarniam, chyba ograniczę sen, bo inaczej nie nadążę za zmianami...
Wielkimi krokami zbliża sie pełniaaaaa
Uwaga! budzą się demony...

na pełnię czekam słuchając Piżamy Porno co ma Marchef w butonierce

poniedziałek, 28 maja 2007

8-Bit operators

The music of Kraftwerk :)
Performed on vintage 8-bit video game systems...
dużo funu mamy, tylko koty deczko zdziwione, czyżby drażniły je dźwięki???

konwersacje informatyczne

(czyli rozmowy nt. projektu zaliczeniowego)
Czy przechowujesz dużą liczbę w tablicach czy stringach?
No co ty! w bokserkach, w stringach się nie mieści...

nie ma to jak dobry przewrót w przód :)

ł. pisze, że popiera picie z sister, więc nie odmówiłam otwarcia semilliona, zwłaszcza, że jutro jej imieniny.
A teraz pokazuję sister jak fajne są przewroty w przód.
naprawdę fajne :)
w tle "Unknown pleasures" + Joy Division (tribute to joy division by nasi różni wykonawcy nie umywa się niestety...)

małe zwierzątka wiążą kokardkę na ogonie

wiążę kokardkę, kokardkę na ogonie / wszystkie Paszczaki chodzą w koronie*
wyroiły nam się dzisiaj w redakcji xsiężniczki!


ale prawdziwa piękność nie ma nawet cienia makijażu, a z biżuterii delikatny naszyjniczek:)

*kokardki wiązały oczywiście zwierzątka z Doliny Muminków

niedziela, 27 maja 2007

yello

dwaj walnięci Szwajcarzy - kiedyś baaardzo ich lubiłam, koniecznie muszę odświeżyć tę znajomość :)
niniejszym dziękuję ł. za inspirację

sobota, 26 maja 2007

życie jest piękne!

Całki trafiły mi się dzisiaj wprost całuśne, w przyszłość patrzę optymistycznie, grozi mi zaliczenie w zerówce (oczywiście całek, nie sesji, a szkoda...)

płyta na dzisiejszy wieczór - Miles - "Windą na szafot"

wieści z frontu

wciąż mam dokąd wracać w poniedziałek :D
udało się zesłać część materiałów bez ofiar w ludziach, ale podobno nie było lekko - pewnie za krótko padało...
taki miesięcznik to fajna rzecz - ochłoną do następnego wydania

piątek, 25 maja 2007

wreszcie lunął deszcz!

najwyższy czas, bo wyglądało na to, że upał potęguje żądzę mordu.
Na szczęście nie u mnie, ale zamykanie numerów budzi mordercze skłonności - już widziałam oczyma duszy jak to P. wbija w plecy J. zaostrzony ołówek, którym nanosi korektę ew. J. zgrabnie zaciska na szyi P. garotę poczynioną naprędce z kabla od myszy...
Senność mnie morzy okropna (to pewnie ten deszcz), a tu całki szczerzą zęby brrr, nic to, będę dzielna, nie dam się, nie zasnę (przez najbliższe 1/2 h hihi)
2007-05-25 18:26:57

*

dusiciele waltzin' black, no nie wiem czy odważę się zgasić światło??
Ale przecież nie śpię sama, nie ma takiej opcji, są jeszcze panowie: rozpychający się na poduszce obok (to ten w czapeczce) i ściągający kołderkę (chudszy, ale również skuteczny we wpychaniu w kaloryfer)

jedna taka szansa na 100

ale trzeba spróbować :)
bo przecież przestrzeń jest informacją i może przez sen jakoś posiądę umiejętność całkowania przez części...
nawiedziła mnie S., było jedzone, pite, słuchane nowej Apteki - wrażliwym nie polecam do posiłków, teksty nie nadają się do obiadu, i to wcale nie ja tylko Cz. zwróciła na to uwagę - starego Grabaża też zapodawano
I myśl się ulęgła coby pójść poskakać gdzieś, bo przecież tak pięknie na świecie, ale lenistwo pchnęło najbliżej domu, a tam puuustki, nic się nie dzieje, w fotele powtapiani znudzeni ludkowie, no zgroza, całe forty trącące z lekka kostnicą, brrrr...
dość, że każda grzecznie oddaliła się do domu i tak to zaliczyłam zupełnie niechcący zdrowy, wieczorny spacerek :D a teraz grzecznie powieszę pranie i odżegluję w niebyt

Wokół roi się od przerażających osobników (a może przerzynających, sama już nie wiem), klimat w sam raz by posłuchać starych dobrych dusicieli,
więc Panie, Panowie, do snu kołysze dzisiaj The Stranglers!

czwartek, 24 maja 2007

mówisz, masz!

dyspozytor mocy rulez!
czarodziej na horyzoncie! jakie to proste, wystarczy ładnie poprosić :)
świat jest piękny! jutro całki z truskawkami w occie balsamicznym
(dziękuję b. aka ł. za inspirację, zapatrzona w szparagi ignorowałam do dzisiaj truskawki, błąd!)
...każdy atom wibruje radością i jest utrzymywany w całości przez miłość...
a w tle rozbrzmiewa Mezzanine Massive A.

środa, 23 maja 2007

Pani zamawiała...

Czarodzieja z Javy?
niestety chwilowe braki w asortymencie, w zamian wysyłamy Dużego i Małego M. z najmniejszą m świata w brzuchu, proszę przyjąć nasze przeprosiny.
Dziękuję, bardzo to miłe ze strony dyspozytora mocy, pysznie było zjeść sałatę i napić się Shiraz w ich towarzystwie, bardzo to lubimy, ale przypominam, że zamówienie na czarodzieja wciąż aktualne...
Sprawa jest pilna, zamówienie powinno być zrealizowane przed sobotą :)

Sałacie, konwersacji i polegiwaniu (coraz cięższa ta najmniejsza m) towarzyszył Tadeusz Chyła i cień Dreptaka oraz najnowsza płyta L Dópa (aka el dupa)

wtorek, 22 maja 2007

fikołek

Wracając z pustym baniakiem z zamkniętego źródełka poczułam nagłą potrzebę wykonania tzw. fikołka czyli tego co na lekcjach fizkultury nazywano przewrotem w przód.
Po drodze próbowałam przypomnieć sobie, kiedyż to ostatnio wykonywałam ów przewrót i wyszło, że chyba w ogólniaku.
Udało mi się pohamować chęć sprawdzenia natychmiast jak to jest tak fiknąć po tylu latach.
I słusznie, bo pojawił sie przechodzień, którego mogłam nastraszyć, bo przecież nie codziennie chyba widuje się o 1 w nocy osobę płci żeńskiej wykonującą fikołki na chodniku
Sprawdziłam natychmiast po przyjściu do domu, było fajnie, polecam :)

poniedziałek, 21 maja 2007

sukces!

zamykając okno nie wytrzymałam - wykorzystując przerwę w kuciu nawiązałam kontakt werbalny z kującymi hihi :)
ustaliliśmy, że już czas kończyć, nie można tyle pracować i o dziwo już nie łupią.
w takim razie ja głośno i wyraźnie proszę czarodzieja z Javy:
przybądź i pomóż!
Projekt jest naprawdę prosty i tylko ja po prostu nie umiem pisać programów :)

Na czarodzieja czekam słuchając Soar - Corazzo czyli szwajcarskiego ambientu by Ch. Aebi

Dzień świra...

za oknem jakiś jegomość działa młotem pneumatycznym, od dawna działa niestety...
efekt - nie mogę zebrać myśli i wziąć się do pisania projektu, co to wisi wciąż rozbebeszony.
Może jakiś czarodziej z Javy uratowałby nieszczęsną m przed kompletnym blamażem?
Kurczę, jakoś nie widzę chętnych, co ja biedna m(yszka) zrobię???
pewnie zacznę od zamknięcia okna, może się nie uduszę...
a potem poszukam czegoś do słuchania, co zabije resztę odgłosów młotkowego :)

niedziela, 20 maja 2007

Co powinnam zrobić, jeśli stykam się z kimś, z kim trudno jest wytrzymać?

Pomyśl tak: "Jestem z nim przez 10 minut i to już jest trudne do zniesienia, a on spędza ze sobą 24 godziny na dobę - to dopiero musi być straszne". Potem zaś postaraj się mieć dużo współczucia.

108 odpowiedzi jogina - Lama Ole Nydahl
2007-05-20 16:04:05

spokojny sen

zapewniają dzisiaj:
bergamotka
drzewo różane
Keith Jarrett "The Koeln Concert"

sobota, 19 maja 2007

*

Not a word was spoke between us, there was little risk involved
Everything up to that point had been left unresolved.
Try imagining a place where it's always safe and warm.
Come in, she said,
I'll give you shelter from the storm.

Bob Dylan - "Shelter from the storm"

piątek, 18 maja 2007

Wyborów przykre konsekwencje

majowe wieczory pachną niespokojnie i intrygująco zarazem, tyle dzieje się w mieście, a ja?
Jak dzięcioł stukam w klawisze i wiem, że trzyma mnie tu tylko poczucie obowiązku (zdaje się, że do mojego pokolenia włącznie była to cecha dziedziczna, ale przykład Cz. wskazuje, że chyba dalej jej nie przekazałam).
Rozsądek mówi - postanowiłaś znowu studiować, to się ucz, a reszta mnie robi co może, by jakoś się od tego przykrego obowiązku wywinąć.
Chwilowo 1:0 dla reszty - rozbebeszony projekt wisi na pętli "for", a ja sącząc Merlot/Malbec i zagryzając spleśniałym serkiem (bez pieczywka, zachowajmy pozory diety...) zastanawiam się nad tym co robiłabym wiedząc, że to ostatni wieczór mojego życia?
Poszukiwaniu odpowiedzi towarzyszy Bob Dylan z płyty "Desire"

czwartek, 17 maja 2007

Nie ogryźli kości, nie dopili wina

resztek jedzenia szuka pies pod stołem...
zaraz, stop, jakich kości, kolacja była wegetariańska, psa pod stołem nie uświadczysz*
i tylko niedopite wino zgadza się jako tako.
Sałata + penne z brokułami i duuużą ilością czosnku w oliwie mniammm,
chociaż panowie futerkowi zdecydowanie woleli tort malinowy z bitą śmietaną i wykorzystując ociężałość przejedzonych biesiadników wylizali do czysta niejeden talerz...

Merlin.pl informuje, że ma coś co "Zastąpi domowe zwierzątko"

Drogi Merlinie, zapewniam Cię, że w żadnym wypadku nie zastąpi!
Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę takie zastosowania:



*w przeciwieństwie do kotów, które na stół tarabanią się notorycznie, w zasadzie poza fotelem na którym właśnie ktoś zamierza usiąść to ich ulubione miejsce :)
2007-05-17 19:34:35

środa, 16 maja 2007

m jak...

Kilkanaście lat temu na świat przyszła pewna młoda osóbka.
wciąż pamiętam pierwsze dotknięcie jej kosmatego łebka :)
I chociaż miała nazywać się Weronika Nadzieja, to nie wiedzieć czemu nie wyglądała...
Wyglądała na Gabrysię i tylko zdecydowana postawa współautora tego dzieła spowodowała, że imię, które wybrał dla mnie mój ojciec od tamtej pory nie jest tylko moje.
Jest nasze :)

Mysiołku, (tak Cię nazywaliśmy kilkanaście lat temu)
108 lat!

poniedziałek, 14 maja 2007

Pytanie cokolwiek retoryczne

...Daleko z tyłu są złe sprawy miast / Południe blisko ustał wiatr / Mówią ci - tyle masz lat / Włóczysz się - co z tego masz? / Chwasty wzdłuż torów, gorący smar / Brunatny kurz i słońce w kark*

często bardzo mi bliskie...

Słuchając JKK myślę o Tym, który już nie ucieka w góry i wciąż nie mogę przyzwyczaić się do tego, że więcej nie zadzwoni...

*JKK "Piosenka pasożyta społecznego"

niedziela, 13 maja 2007

*

...Na nieskończoność nastaw wzrok / spokojnie oddech własny licz / nieskończoności napisz znak / to dożywocie w świecie liczb...

JKK - Za dobry powrót do Itaki

a może helikopter

byłby rozwiązaniem wielu problemów? A teleporter to już większości...
Kiepskiego fengszuja miał dzień dzisiejszy - deszcz, kucie i upiorny korek w mieście całym.
Odcinek, który zazwyczaj pokonuje szczęśliwą w 12 do maks 25 min (jeśli jest ruch w mieście) zajął mi dzisiaj godzinę!
10 min piechotą od celu porzuciłam wehikuł i udałam się pieszo (i tak nie dałoby sie tam wjechać, bo remont i ulica pozornie zamknięta*).
Zdecydowanie powinnam zostać przy komunikacji miejskiej - jazda w korkach samochodem doprowadza mnie do szału! Tramwaje i metro, to powinien być mój typ w ciągu tygodnia - samochodem tylko w weekend, ew. po zakupy.

*ulica pozornie zamknięta, albowiem ku zdziwieniu obserwatorów na zamkniętej ulicy pojawiła się taksówka, dojechała do osłoniętego połaciami blachy falistej wykopu i...
tak, zaczęliśmy zastanawiać się wpadnie czy nie wpadnie? Ostatecznie kierowca wycofał się, ale przez chwilę sprawiał wrażenie skłonnego rozpędzić się i przefrunąć nad wykopem. Samyego Naceri naoglądał się czy co?


Podróż pomagała przetrwać płyta "Blue Lines" Massive Attack
Napięcie po całodziennej walce z rzeczywistością usiłuje znieść Don Angelho Premium Manzana Licor Fino

gdy zadzwoni rano budzik to do niego walnę...

czyli "Piosenka o nielegalnym posiadaniu broni" JKK 1980.

sobota, 12 maja 2007

prawdziwa kobieta

co chcesz dostać na urodziny?
- perfumy
- co ty...
no wiesz, nie ma niczego bardziej potrzebnego niż perfumy!

czwartek, 10 maja 2007

gdzie leży Topor?

?

komentarze archiwalne
2007-05-12 18:45:22
magdandena
już wiem! na cmentarzu Montparnasse:
Roland Topor est enterré au cimetire du Montparnasse, dans la 14me division, en bordure de l'avenue du Nord

nie muszę

być zawsze dzielna!

Tak, mogę przez chwilę powpadać w panikę z powodu:
*nadciągającego nieuchronnie koła z AM
*bycia w kompletnej d. z projektem na niedzielę
*braku kontaktu z pewnym F.(nie, nie nie chodzi o złe uczuć ulokowanie :)
*przerażenia ogarniającego na myśl o wystąpieniu przed studentami (tym razem w roli wykładającego brrr)

więc uwaga! wpadam...

komentarze archiwalne

2007-05-10 19:47:08
misterxman
był taki ruch "Panique" - bardzo zabawny zresztą

*

atakowi paniki towarzyszyła płyta "Piła tango" - Strachy na Lachy

*

drżączkę przedkolokwialną sponsorują Koncerty Brandenburskie Bacha w wykonaniu Niemców jakowyś...

do A. czyli sprostowanie

Właśnie wyczytałam na blogu niejakiego donsafiano, że:
Grzeczne dziewczynki tracą cnotę w noc poślubną, niegrzeczne przy pierwszej okazji, mądre kilka razy.
Grzeczne dziewczynki dają z miłości, niegrzeczne za kasę, mądre - kiedy same chcą.
Grzeczne dziewczynki czytają bajki, niegrzeczne Kamasutrę, a mądre encyklopedię zdrowia.
Grzeczne dziewczynki wierzą facetom, niegrzeczne nie wierzą facetom, mądre nie wierzą nikomu.
Grzeczne dziewczynki nie są zadowolone ze swego biustu, niegrzeczne wszczepiają silikon, mądre potrafią zaczarować tym, co mają.
Grzeczne dziewczynki biorą do kina popcorn, niegrzeczne prezerwatywę, a mądre - szminkę.

W świetle powyższego muszę natychmiast sprostować:

Droga A. jesteśmy mądrymi dziewczynkami!
nawet jeśli nie używamy szminki

środa, 9 maja 2007

dokąd idą dziewczynki niegrzeczne?*

wydawałoby się, że wszyscy wiedzą, iż w odróżnieniu od tych grzecznych, które do nieba, niegrzeczne idą tam gdzie chcą.
Błąd! są tacy (a właściwie takie) co do dzisiaj nie wiedzieli.

A co robi dziewczynka po 22 godzinnym dniu pełnym wrażeń? Gotuje szparagi! Tak Z. wiem, że na parze podobno są lepsze, nie MX, dzisiaj znowu będą bez spleśniałego sera (w końcu jest 2 w nocy a już Brzechwa pisał o złych żarłoków zwyczajach;)

Koniec dzisiejszego dnia sponsorowało wiele płyt i miksujący Świstak

p.s. nocne obżarstwo i krople masła kapiące na klawiaturę dedykuję mojej najserdeczniejszej przyjaciółce.
*Tak droga A., jesteśmy niegrzecznymi dziewczynkami!

poniedziałek, 7 maja 2007

spieszmy się...

jeść szparagi - tak prędko mijają :) gotowania i pochłaniania szparagów nie sponsorowała żadna płyta :) 2 aktorki, 2 pęczki szparagów i rondelek z topionym masłem w pożądliwym zachwycie podziwiali: czarny kot i biały kot

komentarze archiwalne:

2007-05-08 16:35:58
magdandena
Taaak :)
ale pierwsze w roku koniecznie z masełkiem
dobry muskat nie jest zły, tylko sama pijać nie lubię, a aktorka nr 2 niepełnoletnia, więc na zła drogę sprowadzać nie będę :)

2007-05-08 02:18:46
misterxman
szparagi - koniecznie roztopić pleśniowy serek i maczać, białe winko, muskatowe... palce lizać.

niedziela, 6 maja 2007

Granda ze skandalią

czyli anihilacja worka kocich trocin.

Były, no przecież były! Idę jak po swoje, otwieram garderobę i co? I nic! nie ma!
Zamiast - 2 torby penne rigate, przecież nie wsypię makaronu kotom do kuwety!

I tak to cały misterny plan pt. leżę do góry kołami dzień cały i nawet na basen nie idę wziął w łeb... Na szczęście przynajmniej nikt mnie dzisiaj nie rozpłynął, ale woda była zimna błee

Wycieczce towarzyszył Lech Janerka i "Fiu Fiu..."

Unknown Pleasures

Nie, nie jest łatwo, długo szukane było...
ale jest, pasuje jak ulał!
Już pierwszy utwór idealnie oddaje to, co dzieje się w mej głowie kiedy o tym myślę.
Panie! Panowie! płyta do całkowania*:
Joy Division - "Unknown Pleasures"

*nie mylić z całowaniem, do tego pasuje większość płyt :)

sobota, 5 maja 2007

zielone górą!

medal należy mi się jak nic!
Przeżyłam! Próbowano mnie rozpłynąć, ale nie dałam się! (jeśli jest rozjechać to i rozpłynąć być powinno)
Zdecydowanie wolę pływać z terminatorami, niech już sobie stroją te straszne miny, co mi tam, przynajmniej panują nad ruchami i nie drapią niewinnych.
Nie żebym niedotykalska była, ale tak na basenie? przy ludziach?

A co robią dziewczynki zamiast tego co robić powinny? - kupują 5 kg mrożonego zielonego, a i jeszcze komplet nowych sztućców (kto do cholery zjadł wszystkie łyżeczki w tym domu!).
I oczywiście nie patrzą jakie tagiatelle wzięły z półki, no zgadnij jakie? Oczywiście zielone, a zwykłe miały być!
Żeby nie było monochromatycznie, to jeszcze Malbec do kompletu, tak na wszelki wypadek, aaaa i jeszcze czosnek, zapomniałabym o czosnku.
Teraz nic mi już nie straszne - z zapasem brokułów i szpinaku mogę stawić czoła wszystkiemu!

Powrót z zakupów sponsorowała płyta Portishead - "Dummy"
nowe motto z resztą też...

nie jestem sierotką...

o nie! ale dlaczego muszę myśleć o tym o 9.58 kiedy dźwięk telefonu przewierca mój nieprzytomny umysł?
Mamo, czemu myślisz, że wszyscy rano nie mogą spać?

płyta aby dojść do siebie: "Polska młodzież śpiewa zagraniczne piosenki"* - z wyłączeniem 3 kawałków

* dawno, dawno temu wypadła z pewnej Machiny :)

motto-składzik

musi być stąd jakieś wyjście...

*

Płyta do zasypiania: Guitar 4mation - "...from a hidden street" ze szczególnym uwzględnieniem utworu nr 8

*

płyta wieczorna nr 2: Lou Reed & John Cale "Songs for Drella"

piątek, 4 maja 2007

Ale dzielnam!

Niniejszym przyznaję sobie medal za wytrwałość - wytrwale od tygodnia pływam - dzień w dzień (ok, ok, wczoraj miałam przerwę, ale zupełnie zasilanie padło mi wewnętrzne).
I nawet Inflancka nie zabiła we mnie woli walki
To wszystko przez naiwną wiarę, że może zrobili tam remont i miałabym blisko z pracy, no i ma 50 a nie 25, więc przedwczoraj rzutem na taśmę zmierzyłam się z balonem.
Skończyło sie remisem - 1,5 km przepłynęłam ale więcej mnie tam nie zobaczą, jest prawie tak samo paskudnie jak przed laty brrr.

Dzisiaj też próbowałam zdradzić macierzystą nieckę, ale sie nie udało, nie wiem jak to zrobiłam, ale basen na Esperanto schował sie przede mną. Naprawdę! Nie wiem co o tym myśleć, szukać następnym razem w GPS wyposażona, czy odpuścić? Zobaczymy...

Dość, że grzecznie poturlałam się tam, gdzie zwykle i nawet z terminatorem pływałam na jednym torze! Ruszał się tak, jakby oddychał wodą i miny robił straszliwe. Ale nie bałam się, nie nie, podziwu byłam pełna, bo aż przyjemnie było patrzeć jak odbijał się od ścian, nie to co ja i moja nudna żabka. Pływał w szalonym tempie, czego normalnie nie znoszę, bo zazwyczaj tacy drapią, kopią itp. Szkoda, że basen tylko 25m, bo nie miał szans się rozpędzić.

myśl na stronie: Czego to człowiek nie zrobi, żeby nie robić tego, co powinien
lodówkę umyje, przez telefon pogada, notkę na blogu powiesi ...

płyta na dzisiejszy wieczór: Nils Petter Molvaer "Recoloured"
dziękuję B. za to, że podarował mi tę płytę zanim zniknął z mego życia (za co należą mu się podziękowania największe)

komentarze archiwalne
2007-05-08 02:14:42
misterxman
Ba... ja nawet ją przeczytałem! Czego to człowiek nie zrobi, zeby nie zrobic tego co powinien. Nie powiem, z przyjemnością prawdziwą. Czuję przez słowa twarde jądro jasności.

czwartek, 3 maja 2007

archiwum opisów

część kolejna (niektóre pożarte bezpowrotnie...)

... powiedział błazen do złodzieja / jest za duże zamieszanie / nie mogę znaleźć ukojenia / biznesmeni piją moje wino / oracze ryją moją ziemię / ile to wszystko jest warte / tego nikt z nich nie wie / nie ma się co podniecać / złodziej mówił łagodnie / jest między nami wielu takich / co myślą że życie to tylko żart / ale ty i ja mamy to a głowy / i to już nie jest nasz los / nie mówmy kłamstw / zapada już noc...
Dylan/Lipiński

płyta wieczorna: Kronos Quartet - Philip Glass

When you got nothing, you got nothing to lose

Cz., posiadaczce krótkich i szalonych linii papilarnych (tak, zdecydowanie bardziej szalonych niż moje, kto by pomyślał :)) dziękuję za:
• to, że jest
• inspirację
• poprzednią płytę (było o niej, ale blogozjadacz zjadł)
• dzisiejszego Boba Dylana i szczere zdziwienie, że on to wszystko kiedyś zaśpiewał jako pierwszy

Cz. you fake just like a woman ... but you break just like a little girl

rano

płyta na śniadanie: "Mama said" - Lenny Kravitz

do blogozjadaczy

uprasza się o zwrot ostatniej notki.
czuję pustkę po jej utracie
jeszcze trochę i zapomnę jakie było poprzednie motto
a może ona po prostu gdzieś się zgubiła? Czy jest tu jakieś biuro notek zagubionych?
helpunku!

środa, 2 maja 2007

Lama Ole mówi - "Obdarzaj wolnością"

Jeżeli kogoś kochasz, uczyń go wolnym.

Nie warto mieć w stosunkach partnerskich zbyt wielu oczekiwań, wymagać ciągłych obietnic, przebywać zbyt często w przeszłości i przyszłości. Związkowi winno towarzyszyć ciepłe i dobre uczucie tu i teraz, wszystko co się wydarza, powinno być podarunkiem."

płyta na dzisiejszy wieczór: "Windą na szafot" - Miles Davis



komentarze archiwane

2007-05-11 15:57:37
tomies
Wolę np "Do utraty tchu" niż noir a Milesa w towarzystie Bird'a i Trane'a...jednakże wrażenie pozostawił
(a "Ślicznotka" ?)



2007-05-11 01:12:23
magdandena
Widziałam go parę razy, zawsze robił wrażenie - duszny, niespokojny, mroczny...
Ma u mnie ciepły kątek w pamięci, razem z Widmem Clouzota



2007-05-10 13:50:22
tomies
we wtorek go obejrzałem - późno, po siedemnastu latach za płytą