środa, 30 kwietnia 2008

kobiety na skraju załamania nerwowego

- poproszę 25 deko sera dziurawiec w kawałku
- to znaczy ile mam ukroić?
- 25 deko
- ale ja nie wiem ile to jest i potem mi takie nie wiadomo co zostanie

do akcji wkracza bardziej kumata niewiasta i już przy trzecim cięciu udaje się otrzymać +/- ćwierć kilogramową bryłkę. w ciężkim oszołomieniu doczołguję się do kasy, żeby odstać swoje w masakrystycznym ogonie (a to przecież tylko osiedlowe globi, a nie żaden hipermarket).
czy ktoś może mi powiedzieć, gdzie jest napisane, że nie można zostawić dziecka z pustawą lodówką na dni kilka, no gdzie?

wiosny kolejne oznaki

smutne dosyć niestety...
wczoraj gadałam z małym m, co gorsze depresja czy mania, nie doszyłyśmy do żadnych budujących wniosków.
wygląda na to, że ostatnie, jakże optymistyczne doniesienia a nie do końca pokrywają się ze stanem faktycznym.
a ja znowu myślę z ulgą, że psychiczny rollercoaster b w tym roku nie będzie moim problemem, choć nie powiem, smutno mi się zrobiło na myśl o tym, że jednak nie jest z nim tak dobrze...
piosenka na ukołysanie smutku wiosennego: iching, utwór 13
już dobrze, dobrze już...

kocilla

czyli potwora hoduję w chatynce, a może dwa nawet...
chyba wiosna tak działa na panów futrzastych, bo co i raz urządzają sobie dzikie galopady dewastując przy tym to lub owo.
czasami mam szczerą ochotę poodrywać im ogony, zwłaszcza, że wiosna działa również na mnie, a jakże - oczy coraz bardziej królicze, nos swędzi jak diabli, najwyższy czas by zaczynać dzień od małego, białego cukiereczka...

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

czy państwo pamietają, że...?

Przebywanie na metrażu nieboszczyka jest zabronione!*
w życiu nie przyszło by mi do głowy, że to co właśnie oglądam to rosyjski serial fantasy...
*m. bułhakow, mistrz i małgorzata, rozdział 9

w jak...

do tej pory głównie wie_i_umie_prawie_wszystko, ale to właśnie się zmieniło.
od dzisiaj w jest również wujkiem_pewnej_panienki, a konkretnie niejakiej poliny, 49 cm, 2950 gr, gratuluję!

bakłażany z oliwą i octem balsamicznym

czyli proste przyjemności.
wiosną pachnie zdecydowanie, słońce świeci, ptaszyska drą się bez opamiętania, czegóż chcieć więcej?

niedziela, 27 kwietnia 2008

a gdyby tak

przestała boleć mnie głowa, to czy coś by się stało? przecież nie mogę jej tak sobie odciąć, potrzebna będzie mi jeszcze na pewno.
choćby za kilka godzin, bo gooopia, gooopia znowu zgodziłam się poprowadzić jakieś zajęcia, więc zamiast leżeć w łóżeczku i przespać potwora, muszę wstać i zmierzyć się z rzeczywistością, ratunku!!!

piątek, 25 kwietnia 2008

przezorny nie zawsze ubezpieczony

czyli kto zeżarł mój obiad ja się pytam??
pastując senne zęby pomyślałam, a może by tak rybę na obiad rozmrozić? dobyłam zatem z zamrażalnika dwa urodziwe rybiszony, chytrze zamknęłam w podręcznym piekarniczku (oczywiście wyłączonym, chodziło o futrzastych wyłącznie) i grzecznie poszłam spać. rano przywitały mnie otwarte drzwiczki i pusta miseczka. nie wiem jak oni to zrobili, obaj udają niewiniątka.
w ramach działań odwetowych nie wydano śniadania, ale nie zrobiło to chyba na panach większego wrażenia, bo biały spaśluch wygrzewa się z błogą miną na kanapie, a czarny histeryk marudził nad wyraz krótko...

czwartek, 24 kwietnia 2008

spełnienie

czyli szatański placyk zabaw*
leży przy moim boku udaje że śpi**
wreszcie, dotarła, jedynie 3 kilogramy (a przecież to paperback...), 504 strony, 343 fotografie, auć!

* nan goldin, devil's playground, phaidon press 2008
** świetliki, pobojowisko

nie miała s kłopotu

wymyśliła sobie remont i dręczy wszystkich dookoła. dałam jej się uprowadzić celem konsultacji przeprowadzania i nawet coś niegłupiego chyba wymyśliłam.
ale i tak uważam, że remont z własnej i nieprzymuszonej woli pachnie szaleństwem, a myśl o załataniu wreszcie dziury w łazience wyłupanej już 4 miesiące temu przez rurowymieniaczy napawa mnie niezmiennym lękiem...

wtorek, 22 kwietnia 2008

ziewadło, ziewadło

co cię dzisiaj napadło?*
wampiry znowu, tylko co ja zrobię z tą czekoladą, jeszcze poprzedniej nie wyjadłam do końca. może brownie upiec trzeba?
* za brzechwą oczywiście...

poniedziałek, 21 kwietnia 2008

czarodziejką chciałabym zostać

i kto wie, kto wie, może zostanę, przecież życzenia się spełniają, wystarczy tylko chcieć, czyż nie?
na dobranoc grabaża mroczno-nocny kawałek
...ja to czuję ja to wiem...

pan banknot w koszarach

czyli po jednym torze przez krzaczory.
przeniesienie koncertu en ze stodoły do niejakiej progresji* zainspirowało f do zorganizowania wycieczki. kto by pomyślał, że w miasteczku stołecznym funkcjonuje takie kuriozum, jak linia tramwajowa nr 20. o dziwo udało nam się nie zaginąć w akcji i trafić na miejsce na tyle wcześnie, by zwiedzić lokalną gastronomię.
potem były niezapomniane przeżycia, coś jakby skrzyżowanie baru przy trasie katowickiej i sama nie wiem czego. a w tym wszystkim bargeld i cała reszta i dźwięki różne, łącznie z deszczem rur z podsufitowej wanienki. nie da się ukryć, działo się, działo...

* biorąc pod uwagę całokształt, to raczej regresja była

piątek, 18 kwietnia 2008

kompulsja*

ładne słowo do scrabbli, tylko nie da się go ułożyć na pustej planszy, za dużo liter...
wciąż trawię rehab, w ciągu miesiąca trafiłam na dwie poruszające książki, kloszardzi i właśnie osiatyński, to zdarzyło się po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna.
* za kopalińskim - przymus; psych. nieodparta chęć popełnienia uczynku irracjonalnego; por. obsesja. etym. - późn.łac. compulsio od łac. compellere 'zmuszać'; zob. kom-; pellere 'popędzać'.

czwartek, 17 kwietnia 2008

rehab

podziwiam osiatyńskiego , mądra, pełna pokory książka. o emocjach bez egzaltacji, szczerze, ale bez ekshibicjonizmu, chapeau bas...

hiena materacowa

czyli znowu wszystko już było.
wykopałam szpetnych w bibliotece, nie było łatwo, ukryli się sprytnie, dwie bibliotekarki szukały ze mną, a teraz z lubością czytam po raz n-ty.
a jak pięknie pasowała hiena do kontekstu naszej dzisiejszej rozmowy z a i k.
kto by pomyślał, że tzw. one night stand to nie wynalazek rewolucji seksualnej i można go tak przezabawnie opisać, na dodatek w realiach lat pięćdziesiątych ub. stulecia.

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

trójkąt bermudzki

czyli znowu szukam książki i niestety znowu bezskutecznie.
tym razem obudziłam się z głęboką potrzebą zajrzenia do szpetnych czterdziestoletnich osieckiej. przetrzepałam półki, nawdychałam się kurzu, znalazłam przy okazji alicję w tłumaczeniu słomczyńskiego, której bezskutecznie szukałam jakiś czas temu, ale szpetnych niet.
poczekam jeszcze trochę, jeśli mi nie przejdzie, mam nadzieję, że będzie w bibliotece...

piosenka wieczorna

piazzolla będzie jak znalazł
ta wersja jest nie najgorsza, wszyscy pewnie najlepiej pamiętają grace, chociaż brodzia zaśpiewała to nie najgorzej - lubię te rapowane wstawki niejakiego reda.
oczywiście jest jeszcze yo-yo ma, sama nie wiem na co się zdecydować...

niedziela, 13 kwietnia 2008

wszytko już było

myślałam oglądając rozbuchaną scenografię i efekty specjalne. ciekawe, czy moja babcia oglądała filmy o maciste, nakręcono ich w końcu multum.
a chłopcy całkiem fajnie poradzili sobie z byciem tłem, czyżby jednak nauczyli się trochę grać??

maciste w piekle, reż. guido brignone, włochy 1925, grali dick4dick

sobota, 12 kwietnia 2008

pożądanie

ma zielone oczy i mruczy ogłuszająco. niecierpliwie przebiera łapami, od czasu do czasu trącając mnie nosem. świdrując ślepiami jest jednym wielkim pragnieniem.
czego? zawartości pudełka z napisem jogurt naturalny bez cukru

piątek, 11 kwietnia 2008

oooparta jestem

czyli frontem do klienta.
d wyraziła życzenie, co by samo jej przysyłało nowe blogokawałki wprost do maglownicy. no cóż, jeśli od tego d będzie mniej niebieska nie pozostaje mi nic innego, jak udać się w cyberdżunglę w poszukiwaniu odpowiedniego guziczka.
i udało się! sama to wyniuchałam, nie dręcząc (jak to mam w zwyczaju) w_który_wie_jak_robić_takie_rzeczy, więc jeśli ktoś oprócz d sobie życzy, to proszę bardzo, od dzisiaj wystarczy kliknąć po prawej stronie, ooo trochę niżej tam ->

d jest blue

bo wczoraj również robiła sobie tracheotomię duszy i to na mokro!
nie wiem czy w posen padało, ale tak jakoś skojarzyła mi się ze łzawą marylą
...A gdy padać przestanie w mym mieście gdzie się ze swoim smutkiem umieszczę
W autobusie zapłakanym deszczem tam pojadę gdzie pada wiecznie...*

*ładnie Kofta to napisał

czwartek, 10 kwietnia 2008

tracheotomia duszy*

zabieg pozwalający na zachowanie zdrowych zmysłów. polega na umiejętnym nacięciu duszy i uwolnieniu zalegających emocji. po prawidłowo przeprowadzonej t.d. pacjent przestaje widzieć na czerwono i dyszeć żądzą mordu.
umiejętnie wykonana nie pozostawia blizn.

* dla s - świeżo po zabiegu

piosenka na dobranoc

przyszła mi do głowy, ale nie mogę jej znaleźć na półeczce, buuuuu
na szczęście jest jeszcze net
przy okazji poszukiwań, odkryłam, że autorem tekstu jest straszliwy bielunas, reżyser wielce chimeryczny, w życiu bym nie przypuszczała, że to on napisał moją ulubioną bajbajeczkę na dobranoc...

To jest piosenka na b,
Piosenka co ma dwa brzuszki.
Baj - bajeczka na dobranoc.
Zasypianka do poduszki.

Nosi ciepłe bambosze,
Piżamkę albo śpioszek,
Garnitur wieczorowy -
Podobna jest do sowy,
Do nietoperza i do ćmy,
A w garniturze nosi sny...
...
Ziewają oba brzuszki
Wtulone w puch poduszki,
Zakryte kołderką -
Dobranoc b literko.
Pora spać literko b -
Ja też śpię.


Piosenka na B, muzyka: Wojciech Waglewski, słowa: Jerzy Bielunas

środa, 9 kwietnia 2008

stealth mode

czyli ja też się ukrywam, a co!

choć gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to może należałoby się zwracać do mnie "wasza nieprzeniknioność"...

światło wszędzie

czyli poranek na antresolce.
jeszcze trochę i będziemy mogli obchodzić międzynarodowy dzień głodu - w lodówce głównie światło, po piramidce futrzastopuszek w szafie właściwie nie ma śladu, chyba czas złożyć ofiarę bożkowi zakupów, błeeeee.
ból sporządzania listy koi niejaka fryzjerka et consortes*...

* massive attack, mezzanine

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

proszę wycieczki

czyli ko do usług...
w piątek weszłam w posiadanie 9 biletów na przedpremierowy pokaz filmu w tr*.
niezłe studium paranoi, ale przed i po też było wesoło...
oczywiście s zawinęła się czasoprzestrzeń, ale sens smsa "gdzie jest wejście?" pojęłam dopiero później - okazało się, że popędziła w zupełnie inne miejsce, więc nijak nie mogłyśmy się spotkać. a co zabawniejsze przy okazji wyszło na jaw, że pognała tam również na masłowską, na której się nie spotkałyśmy w zeszłym miesiącu
w ogóle tr ma dziwnego fengszuja, duży z małym też mieli zaćmienie i zostawili samochód u diabła na kuliczkach, a potem gnali jak dzicy.
ale przecież mnie to nie rusza, grunt to żeby się działo :)
może na starość zostanę pilotem wycieczek??

*Jeanette Groenendaal, HOLENDERSKA FABRYKA KOKAINY,

niedziela, 6 kwietnia 2008

gdzie jest czosnek

czyli źle się dzieje w państwie duńskim...
doczołgałam się do chatynki sił resztką, a że zjeść coś ciepłego należało, padło na spaghetti z suszonymi pomidorami, oliwą i czosnkiem. no i tu wtopa na całego - znalazłam jakieś zasuszone marne resztki zamiast jędrnych ząbków! świadectwo kompletnej degrengolady, jak mogłam w ogóle dopuścić do takiej sytuacji?
co jak co, ale czosnek - świeży, zwarty i gotowy to absolutna podstawa...

sobota, 5 kwietnia 2008

ulica sezamkowa*

czyli przecież mówiłam, że jestem cyborgiem...
siedzimy na ćwiczeniach i liczymy słupki, zajęcie głupie cokolwiek w dobie arkuszy kalkulacyjnych, ale cóż, profesora można by datować metodą węgla c14 więc nawet nie próbujemy sugerować, że to koszmarna strata czasu, tylko kombinujemy jak zrobić to ręcznie, ale szybko.
staruszek pieje z zachwytu - pani tak szybko liczy - bo my razem z kolegą, ja jeden słupek, a on drugi, wie pan, procesor dwurdzeniowy...

* let's cooperate

głucha jestem i schrypnięta

czyli koncert udał się jak trzeba.
jak zwykle ubawiliśmy się po pachy, oczywiście koniecznie rząd pierwszy - oj, oj, dick4dick na siedzący? powiedziała s, stała bywalczyni i wierna fanka od zarania dziejów (czyt. dawnych koncertów w aurorze, kiedy chłopcy jeszcze nawet grać nie potrafili, to u niej właśnie słyszałam po raz pierwszy płytę dików wyprodukowaną przez zgniłe mięso rekords).
nie da się ukryć, reagowaliśmy żywiołowo - duży w pełni podzielał nasz entuzjazm i również darł się jak opętany.
nie wiem co było słychać na antenie (niejaki stelmach twierdził później, że bardzo dobrze i równo też :) ale niech żałują ci, którzy nie widzieli, bo to przede wszystkim oglądać trzeba!
na koniec s rozwaliła mnie kompletnie stwierdzeniem, że do tej pory to ona miała płytę (jedyną, kultową, nakład już wyczerpany) i jej słuchała, a teraz to jeszcze będzie ją lizać!

czwartek, 3 kwietnia 2008

kapitulacja

czyli trzeba umieć się ustawić.
w wyrównywanie czegoś tam cz ubrała kolegę, pytam czemu nie chce rozprawić się z tym sama i nauczyć czegoś przy okazji, przecież to może się przydać.
wolałabym zamiatać ulice niż pracować w html
a pod biurkiem zamiotłaś? pytam rycząc ze śmiechu. nie dalej jak godzinę wcześniej cz obiecała zamieść okolicę, bo okropecznie nakruszyła pożerając macę...

dla każdego coś miłego

czyli komunikacja xxi wieku.
każda w swoim kątku kiełzna swój sofcik, słychać tylko stukot klawiatur.
nawet konwersacje via net zaczęłyśmy prowadzić, bo cz zapienione krnąbrnością tabel w html rąbnęło sennheisery i nie sposób się z nią porozumieć inaczej.
na szczęście niejaki sqlplus jest mi powolnym, więc wyrozumiale wybaczam jej wyłączenie massive attack, przy którym tak dobrze mi się klikało...

środa, 2 kwietnia 2008

szczęśliwa

czyli moskwa nie wierzy łzom, tomek lipiński politykom, a s, s nie wierzy mechanikom samochodowym.
i nie da się ukryć, że ma rację...
coś stukało w szczęśliwej s, zostawiła ją zatem w warsztacie. mechanik rwał s nieprzytomnie i już wkrótce dostała wiadomość, w której dzielny pan informował o wymianie części x i gigantycznej oszczędności, jaką poczynił, bo zamiast takiej za 200 wstawił jej równie dobrą za 100.
podejrzliwa jak zwykle zadzwoniła do sklepu z częściami z pytaniem o cenę zamiennika - 25, odpowiedział miły sprzedawca, no dobra, a najbardziej wypasiony oryginał? 100. s zatrzęsło z lekka, więc postanowiła wyjaśnić sprawę z magikiem, wił się jak piskorz.
była też dogrywka - trzeba jeszcze wymienić olej - na jaki - przekładniowy - no przecież wiem, że nie na słonecznikowy, o markę i parametry pytam - a po co ci to, przecież się nie znasz - ale to mój samochód i chcę wiedzieć za co płacę, s puszczała obłoczki dymu jak rasowy smok.
rachunek zmalał z 400 do 200, a magik wymiękł i powiedział, że nie chce już naprawiać samochodów s...

wtorek, 1 kwietnia 2008

wiosna

czyli ...po łące brodzę kwietnej...*
tfu! co ja bredzę, jaka łąka? kwiatki owszem, są, z chusteczek higienicznych...

* niestety nie jest to kalina, ale nie mam siły wrzucać oryginału, katar...