czyli refleksje wirtualne w
w: siedzę i znofu jak głupi rysuję te interfejsy, i zadaję sobie pytanie czy to mnie kręci?
ja: mnie non stop kręci w nosie - chcesz moje uczulenie - chętnie oddam - będziesz miał coś swojego, co cię zawsze będzie kręciło...
no dobra, prawie zawsze, jak mniej pyli to mniej kręci...
poniedziałek, 30 czerwca 2008
oddam w dobre ręce
Autor:
magdandena
o
12:48:00
0
komentarze
włóczy się, a nie uczy
najwięcej dzieje się, kiedy absolutnie nie mam czasu, ale plany są po to, by je zmieniać...
tym razem rzucało mną po toruniu i poznaniu, że mniejszych miejscowości nie wspomnę, a to wszystko w czasie, kiedy planowałam uczyć się i wysypiać. nic to, przecież do godziny zero jeszcze 5 dni, więc może mnie nagle ziluminuje, a tymczasem
...tęsknię za smokiem...*
*za manię p z kotem na gorącym dachu głowy dziękuję zimnej blondynce z czarnego tulipana w toronto, to była inspirująca wycieczka...
Autor:
magdandena
o
08:39:00
0
komentarze
piątek, 27 czerwca 2008
pytam
przekraczam granice, przełamuję tabu, dziwię się, rozumiem...
ciągi skojarzeń, proste i automatyczne, w głowie od rana python lee jackson (no tak, jeśli wąż to oczywiście z antypodów, myślę o dawnej uwadze k)
every day i spend my time
drinkin' wine, feelin' fine
waitin' here to find the sign
that i can understand - yes i am
in the days between the hours
ivory towers, bloody flowers
push their heads into the air
i don't care if i ever know - there i go...*
* breaking the waves ost, utwór 1
Autor:
magdandena
o
09:22:00
0
komentarze
jak rozśmieszyć użyszkodnika
czyli hasła zmieniam.
gubią, zapominają, mylą się, dzwonią...
pytam jakie sobie życzą, bo przecież to ich hasła, a nie moje.
nie wiem, pani coś wymyśli, tylko żeby łatwe było
czasem mam dosyć mantry hasło powinno zawierać 8 do 12 znaków w tym co najmniej 2 specjalne więc ku wielkiej radości po drugiej stronie tubki odpowiadam na przykład nowe hasło to "niewiem..."
Autor:
magdandena
o
08:30:00
0
komentarze
czwartek, 26 czerwca 2008
powrót mammagodzilli
albo dialogi na cztery nogi.
toczę z cz boje nieustanne o trzymanie się z daleka od zawartości moich szuflad w garderobie, mało skutecznie niestety toczę.
cz nie jest przebiegłym wiewiórem i dała się ostatnio przyłapać na łażeniu (boso!!!) w moich ulubionych skarpetkach a'la kot prot, oczywiście wyraziłam swój sprzeciw* i zażądałam natychmiastowego zdjęcia niecnie zagrabionej odzieży.
cz zaś jak mantrę powtarzała, że zabiera moje, bo nie ma swoich. było to oczywiście wierutne kłamstwo, bo następnego dnia podczas wieszania prania (wyłącznie zawartość jej kosza z bielizną) sama policzyła, że ma 29 sztuk skarpetek, co daje 14 par + jokera!
* dobitnie, a jakże, wszak jestem w fazie ostrej mammagodzilli, ale jak tu nie być, kiedy sesja, uczulenie, bajzel wszędzie i jeszcze poniewierają garderobę?
Autor:
magdandena
o
09:14:00
0
komentarze
piątek, 20 czerwca 2008
luźne migawki
czyli raport z oblężonego umysłu.
młotkowi młotkują, materia stawia opór, mózg ściśnięty w zastraszającym tempie zmienia się w kupkę szlamu, procedura z kursorem wychodzi, ale bokiem, histeria sesyjna osiąga apogeum.
zamiast zgłębiać meandry kompozycji i agregacji rekursywnych, że o ograniczeniu {bag} nie wspomnę, hepię p na okoliczność bałaganu, p znosi to cierpliwie i z godnością.
big cyc kiedyś parodiował iggy'ego śpiwając na wszystko leje pies, u mnie co najwyżej futrzaści mogą zwymiotować, co z resztą skwapliwie uczynili dzisiaj rano...
Autor:
magdandena
o
13:14:00
0
komentarze
środa, 18 czerwca 2008
8:00 175 z lotniska do centrum
czyli ewo, rewo i ja*, a może the times they are a-changin`?
wsiadam i oczom nie wierzę - siedzi sobie osobnik wygajerzony i stuka w hpka!
ja rozumiem, że w pociągu do łodzi dajmy na to, taki widok to normalka, ale żeby tak w autobusie miejskim?? szybki rzut oka na wyświetlacz wyjaśnił wszystko - w nagłówku dokumentu jarzyło się logo accenture (dawniej arthur andersen, a może e.wedel lub 22 lipca?), oni są zdolni do wszystkiego...
*j uprasza się o nie zżymanie, lecha j lubię i basta :)
Autor:
magdandena
o
10:30:00
0
komentarze
wtorek, 17 czerwca 2008
ups & downs
truskawki, smutki i piosenka dla (a może o?) p...
Autor:
magdandena
o
19:12:00
0
komentarze
co alicja odkryła po drugie stronie lustra?
zaraz, zaraz, ale gdzie jest lustro?
nie ma, przepadło, p zeznaje, że widział je całkiem niedawno i chyba gdzieś przełożył, ale gdzie? ślad po nim zaginął.
chociaż nie dowiem się co jest po drugiej stronie, to nie spotkam również utensyliów malarsko-tapeciarskich cz na środku dużego pokoju, biedaczka pacykować musi się teraz w łazience, więc moja szklanka jest w połowie pełna...
Autor:
magdandena
o
18:53:00
0
komentarze
deszcz obmywa zmiany
bo dzieje się, oj dzieje, na frontach wielu, ja jakby ciut outsider ale niekoniecznie, bo przecież u mnie też nie tylko histeria (ob)sesyjna, na szczęście przemijająca jak piekła buddyjskie, ale parę innych wcale nie drobiazgów również.
zaś j z kraju ościennego (chyba) śle kawałki bardzo a propos, ciekawe skąd wie, że od jakiegoś czasu borykam się z użyszkodnikami codziennie?
Autor:
magdandena
o
08:16:00
0
komentarze
czwartek, 12 czerwca 2008
kleopatra czy lady mackbeth
czyli nie mogę się zdecydować.
jeśli kleopatra, to w wersji cokolwiek modernej, bo to nie była kąpiel tylko coś jakby prysznic, no i zamiast oślego mleka świeżutki chłodnik.
za lady m przemawiałaby kuchnia, która wyglądała jakby kogoś w niej zamordowano i bynajmniej nie chodzi o niewinne młode buraczki i kruche ciałka ogórków. i ja w tym wszystkim zacierająca ślady zbrodni.
na szczęście okazało się, że udało mi się wylać na siebie i okolice wystarczająco dużo by wyglądało to dramatycznie, ale zostało dosyć, by się najeść...
Autor:
magdandena
o
21:57:00
0
komentarze
(ob)sesja
czyli nic nie robię, bo uczyć sie powinnam...
nie czytam zatem fajnych książek, do kina nie chodzę, jęczę tylko okropecznie, poczucie winy mną targa i na wszelki wypadek się nie uczę, no zgroza!!!
Autor:
magdandena
o
14:28:00
1 komentarze
niedziela, 8 czerwca 2008
mission possible
czyli znowu się, udało...
j przysłał mi ostatnio ciekawostkę, czyżby przeczuwał, żem jak tom c i żadna misja mi nie straszna?
Autor:
magdandena
o
15:37:00
0
komentarze
zamykam oczy i myślę o anglii
czyli opcja zrób to zaraz i zapomnij wygrała na szczęście.
depeszuję z piekarnika (ca 35 stopni celsjusza) w którym właśnie prezentujemy kompletnie rozgrzebany projekt zaliczeniowy. udało mi się przekonać resztę, że za dwa tygodnie mamy kilka innych kobył i na pewno nie będziemy mieli czasu się tym zająć.
no i właśnie się dzieje - fajnie jest, zobaczymy cóż tego wyniknie, ale na pewno moc jest z nami!
Autor:
magdandena
o
11:58:00
0
komentarze
środa, 4 czerwca 2008
migawki z pola walki
s prowadzi życie nietoperza - tylko czemu mnie w to wciąga, przy okazji budząc p, który dla odmiany zaczyna żerować?
cz wychodzi na kwadrans i wraca po czterech godzinach;
słonko świe, kwiatki pa* - być może - nie czuję, mam trąbę;
futrzaści rzygają jak koty;
istnienie boli;
remont wszechogarnia;
diagram klas leży i kwiczy...
*za świetlickim
Autor:
magdandena
o
08:00:00
0
komentarze
wtorek, 3 czerwca 2008
teraz już mogę zemdleć
czyli a nie mówiłam?
jakieś pół roku temu cz po raz kolejny przekłuła sobie ucho, w miejscu idiotycznym z resztą, ale ostatecznie ustalono, że nie moje ucho, nie mój cyrk (no dobra, to było o małpach, swoją drogą niezły z niej okaz...).
niestety upragniony rook cz postanowił wyemigrować*, więc droga progenitura zdecydowała się go wyjąć. nie było tak prosto - cholerstwo zakręcone tak, że sama odkręcić nie dała rady. i co? do kogo przyszła z tym gipsem? do mnie oczywiście.
ja zaś, mimo strachu (no bo tak delikatnie i jednocześnie zdecydowanie klapcążkami operować, żeby gwincik odkręcić bez ukręcenia małżowiny, to sztuka niejaka, a mnie wprawy zdecydowanie brak), zęby zacisnęłam, o anglii pomyślałam i ustrojstwo odkręciłam bez obrażeń powodowania.
a teraz trochę mi słabo, oj nie jest łatwo być matką...
*ha! ja też do niedawna nie miałam pojęcia, że kolczyki miewają takie ciągoty
Autor:
magdandena
o
18:47:00
1 komentarze
niedziela, 1 czerwca 2008
aaaaa
czyli zmieniam się w szopa pracza.
czemu? to normalne. zawsze, kiedy mam robić rzeczy nudne i marudne miewam napady szopowatości. czasem włącza mi się również program "może by posprzątać, przecież nie mogę uczyć się/pisać projekt/czy co tam jeszcze* w takim chlewie". dzisiaj co prawda program odbagniania kuchni włączył się chamskim świtem, ale pranie rulez zdecydowanie, trzecia pralka właśnie się miętosi, a to chyba jeszcze nie koniec...
*niepotrzebne skreślić
Autor:
magdandena
o
19:37:00
0
komentarze