czwartek, 12 czerwca 2008

kleopatra czy lady mackbeth

czyli nie mogę się zdecydować.
jeśli kleopatra, to w wersji cokolwiek modernej, bo to nie była kąpiel tylko coś jakby prysznic, no i zamiast oślego mleka świeżutki chłodnik.
za lady m przemawiałaby kuchnia, która wyglądała jakby kogoś w niej zamordowano i bynajmniej nie chodzi o niewinne młode buraczki i kruche ciałka ogórków. i ja w tym wszystkim zacierająca ślady zbrodni.
na szczęście okazało się, że udało mi się wylać na siebie i okolice wystarczająco dużo by wyglądało to dramatycznie, ale zostało dosyć, by się najeść...

Brak komentarzy: