są w mym życiu rzeczy stałe - ostatnio należy do nich niestety kaszel...
reszta zmienia się jak w kalejdoskopie - multum wrażeń, różnych, różniastych, mniej lub bardziej spodziewane wizyty, prezenty, przyjemności, łzy oczyszczające i poczucie bezsilności.
ludzie rozstają się i łączą w nowe pary, przyglądam się z boku i sama już nie wiem co czuję na ten temat, poza dziwną radością, że nie dotyczy mnie aktualnie takie zamieszanie.
piękny był dzisiaj dzień, taki słoneczny, może to i lepiej, że świeciło słońce, gdy mały i duży m zostali osieroceni przez pewnego krnąbrnego czarnego kudłacza - nic już nie dało się zrobić, był już stary i bardzo chory mówi rozum, ale emocje wiedzą swoje.
cóż, najmniejsza m będzie znała tylko z opowiadań psa, z którym mieszkała przez pierwsze 12 tygodni życia...
czwartek, 29 listopada 2007
się dzieje...
Autor:
magdandena
o
19:53:00
0
komentarze
wtorek, 27 listopada 2007
surprise! surprise!
kocia dziewczynka znalazła nowy dom!
tzn. wszystko wskazuje na to, że znalazła, chyba że nowy właściciel okaże się uczulony na koty, ale wtedy zastosujemy plan b.
bo ta mała smarkula podbija absolutnie wszystkie serca, więc już rozkochała w sobie osobnika, który miał pomóc przy jej transporcie. no i jakby co, to plan b już ustalony...
Autor:
magdandena
o
22:31:00
0
komentarze
materiał mi się zmęczył
czyli mam już po kokardę kaszlu, gruzu, bałaganiącej sarenki i kociego dziecka.
dzisiaj wywlokłam się na trochę z łoża boleści, żeby umieścić z powrotem w łazience wszystkie tubki, buteleczki i słoiki, które musiałam ewakuować w piątek.
w tym czasie siksa (tak, tak, nasza tymczasowa lokatorka dostała imię) zrzuciła z parapetu skrzynkę z rukolą, nie oderwałam jej ogona, chociaż rozważałam taką ewentualność zamiatając rozniesioną po pokoju ziemię, bo oczywiście zwalić skrzynkę to nie jest pełnia szczęścia - do kompletu trzeba jeszcze wytarzać się w ziemi i poturlać grudki pod szafę na przykład.
jakby tego było mało skończyły mi się czekoladki buuuu, a przecież jak człowiek jest chory, to należy mu się coś od życia, czyż nie?
Autor:
magdandena
o
16:43:00
0
komentarze
poniedziałek, 26 listopada 2007
słodkie sny
zapomniałam już jak bardzo "wali w palnik" pewien lek na kaszel, dosłownie rzuciło mną i zasnęło, oczywiście obudził mnie okrutny telefon, ale przytomna to ja raczej nie jestem.
za to gdzieś w przestrzeni pojawiło się wspomnienie toblerona, ach jak dawno go nie jadłam, a był przecież taki czas, kiedy opychaliśmy się nim jak dzicy.
pewnie teraz bardziej smakowałby mi ten ciemny...
Autor:
magdandena
o
17:19:00
0
komentarze
khe, khe
czyli trzy ćwierci do śmierci...
leżę (zazwyczaj) i rzężę - z przerwami na wycieczki tu i ówdzie, bo mimo wszystko świat trwa nadal, nie oglądając się na to czy mam siłę go gonić.
kociczka owinęła nas sobie wokół pazurka, oczywiście szukamy jej nowego domu, bo nikt się niestety do tej pory nie zgłosił, ale panna dostała już imię, co jest dosyć niepokojącym objawem i może wróżyć powiększenie rodziny.
zwłaszcza, że wygląda uroczo wyciągając się na kanapie i nawet leżakowanie w skrzynce z rukolą uchodzi jej płazem...
podobno rurowymieniacze zakończyli działalność w chatynce, teraz tylko upolować muszę ofiarę, która doprowadzi do ładu zryty zakątek łazienki - ot zagipsować narożnik i przykleić parę kafelków, ale przecież sama tego nie zrobię. ale jakoś to będzie, chyba że wcześniej zejdę i nie będzie to już mój problem
Autor:
magdandena
o
09:41:00
0
komentarze
sobota, 24 listopada 2007
aj, aj czyli tak jakoś wyszło
i zupełnie nagle pojawiła się kolejna futrzata istota...
jak gdyby nigdy nic stanęła na drodze pewnej młodej osóbki i już
w ogóle wygląda to tak, jakby mieszkała z nami od zawsze - panowie szarmanccy, aż mi się wierzyć nie chce - żadnego fukania, prychania nic z tych rzeczy, panna rozwala się centralnie na łóżkach i kanapach, łaskawie przyjmując zachwyty nad swą ujmującą powierzchownością...
ogłoszenia o znalezieniu zguby zawisły na windach.
tak, mam nadzieję, że panna po prostu skorzystała z niedomkniętych przez rurowymieniaczy drzwi i ktoś jej właśnie szuka, bo nie ma we mnie zgody na permanentne posiadanie trzech sierściuchów - wystarczą wizyty Myszkina :)
Autor:
magdandena
o
17:04:00
0
komentarze
piątek, 23 listopada 2007
jak ja się uchowałam?
sama się sobie dziwię, że do tej pory nie widziałam Magdy M!
a tam wszystko takie śliczne, liryczne i apetyczne, nie to co moja łazienka po wizycie rurowycinaczy...
i xsiążę na koniu (no bo taki przecinak, czy czym on tam pomyka, to chyba odpowiednik rumaka)
i w ogóle bajkowo - może ja się teleportuję?
tylko po co? przecież ja tam nie pasuję, do tych wyprasowanych marynareczek i wylizanego świata, mogłoby mnie zemdlić szybciutko, chyba jednak zostanę tu...
Autor:
magdandena
o
21:17:00
3
komentarze
blood, sweat and tears
mam w łazience
blood and sweat - to pan wycinający od rana rury w łazience, naprawdę znalazłam krew (jego krew!) na kafelkach w łazience - na szczęście nie pokaleczył się za bardzo
tears będę miała chyba w oczach, kiedy wreszcie skończą - obawiam się, że zostanie po nich lej po bombie...
Autor:
magdandena
o
09:59:00
1 komentarze
czwartek, 22 listopada 2007
nerwica w granicach normy
czyli jak zwykle się udało :)
tym razem dzień zaczął się o 6:00 - tak wcześnie, żeby zdążyć przed korkiem - no bo jak tu ściągać drugą szczęśliwą bez akumulatora z samego centrum mojej ulubionej metropolii?
spadły na nas wszystkie plagi egipskie - ponad 3 kwadranse trwało poszukiwanie:
miejsca do zaczepienia linki,
instrukcji,
haka, który należy wkręcić w cudem odnalezione miejsce
(uwaga! uwaga! kręcimy odwrotnie do ruchu wskazówek zegara! no kto by pomyślał...)
już o 7:45 mknęłam do chatynki pokasłując raźnie i ciesząc się, że cała impreza obyła się bez strat w ludziach (najbardziej zagrożony był chyba facet sister - nie wykazał się biedaczek zimną krwią przy poszukiwaniu haka..)
a to dopiero początek dnia, już się boję ciągu dalszego...
Autor:
magdandena
o
09:29:00
0
komentarze
środa, 21 listopada 2007
mądrzy ludzie żyją w brudzie
czyli jeszcze nie skończył się sajgon kuchenny, a już załomotał do drzwi pan życzliwy z radą "pani sobie nałapie wody, bo zaraz zakręcamy pion w łazience".
nałapałam sobie oczywiście, a wcześniej wynegocjowałam 15 minut obsuwu w zakręcaniu, ot tyle ile trzeba na staranne wypucowanie kociej kuwety oraz prysznic...
cóż od dzisiaj do nie_wiadomo_kiedy czekaja mnie ablucje przy użyciu wiadra (liczę na rychły powrót wody w kuchni) lub wizyty u krewnych i znajomych królika - wcześniej rozważałam załatwienie tej sprawy codziennymi wycieczkami na basen, ale tam są przeciągi, a ja jestem przeziębiona :(
a za oknem mleko...
Autor:
magdandena
o
09:18:00
0
komentarze
wtorek, 20 listopada 2007
kap, kap
przeczytałam "Maciej w sieci" (GW 20.11.2007, str.8 wyd. warszawskiego), wiedziałam, że nie będzie happy endu, ale dzielnie doczytałam do końca, a teraz łzy cieką mi po policzkach...
L73th.blox.pl - może kiedyś tam zajrzę i przeczytam, na razie brakuje mi siły...
Autor:
magdandena
o
16:06:00
0
komentarze
wreszcie im się udało!
zarazili mnie skutecznie...
mam temperaturę, obolałe gardło i ból istnienia. brak we mnie zgody na powyższe objawy albowiem dookoła wydarza się mnóstwo inspirujących rzeczy, a ja zamiast z ochotą dać w to wszystko nura, leżę z kurczakiem na kolanach przykryta gumowymi misiami...
zwlokłam się tylko zrobić karczemną awanturę rurowymieniaczom, jutro ciąg dalszy sztuki (w nie wiadomo ilu aktach niestety) pt. "wymiana pionów - reaktywacja".
Autor:
magdandena
o
12:45:00
0
komentarze
niedziela, 18 listopada 2007
czytam opisy znajomych na gg i co widzę?
Cierpliwość: łagodna forma rozpaczy uchodząca za cnotę. Ambrose Bierce
Autor:
magdandena
o
21:38:00
0
komentarze
sobota, 17 listopada 2007
znalezione przypadkiem, prawdziwe chyba niestety...
Nie będzie przyjacielem kobiety, kto może być jej kochankiem... (H. Balzac)
Autor:
magdandena
o
00:00:00
0
komentarze
piątek, 16 listopada 2007
wrrrr
mam wodę w kuchni i superatę w postaci grubej warstwy kurzopyłu wszędzie
mam też multum nieżyczliwych myśli nt. administracji oraz człowieka, z którym miałam dzisiaj przykrość stykać się we własnej kuchni
a także smutną refleksję, że pewien W. miał rację pisząc, że to nie są tacy sami ludzie jak my...
Autor:
magdandena
o
21:28:00
0
komentarze
czwartek, 15 listopada 2007
armagedon
mam dziurę w kuchni hen, do piwnicy, futrzate mają przerażenie w oczach, panowie z narzędziami zaś krotochwilny nastrój...
ale dziura na przeziór ma też pewne dobre strony - właśnie zagroziłam, że jeśli nie wytną resztek rury (nikomu już niepotrzebnej), to będę przez otwór ciskać czym popadnie - pracują poniżej, więc nie będzie to trudne :)
Autor:
magdandena
o
13:54:00
0
komentarze
środa, 14 listopada 2007
wielkie ufff
czyli mam nowy śliczny routerek :)
i hula mi sieć wszędzie - w kurczaku i dużuchu jednocześnie...
a kurczak dostał śliczne futerko w paseczki...
Autor:
magdandena
o
23:07:00
0
komentarze
iluminacja
nagle oświeciło mnie! to jasne - sarenka to nasza koza od rabina!! wszystko wydarza się w jakimś celu...:)
Autor:
magdandena
o
14:37:00
0
komentarze
proste pragnienia
mieć wodę w kuchni...
wyspać się wreszcie...
wyłączyć panów z piiiiiiii młotem udarowym gdzieś bardzo bliziutko (mam wrażenie, że za chwilę wpadną razem z tym szpejem między makaron a kocie żarcie)
Autor:
magdandena
o
10:18:00
0
komentarze
poniedziałek, 12 listopada 2007
łańcuch
gadam z S o związkach damsko-męskich
dochodzimy do mojego ulubionego "jeśli kogoś kochasz daj mu wolność..."
S spontanicznie: mój ma tak długi łańcuch, że lata po całej Warszawie
Autor:
magdandena
o
18:40:00
0
komentarze
niedziela, 11 listopada 2007
rogale marcińskie mniammm
pożarłam, pożarłam, jakbym co najmniej z Poznania była hihi:)
a teraz będę leżeć i dyszeć...
a najfajniejsze jest to, że odkąd mam kurczaka, mogę klikać nawet z łóżka :D
Autor:
magdandena
o
20:14:00
0
komentarze
piątek, 9 listopada 2007
kurczak w domu
czyli wszyscy kochamy instalować system :)
ale kto nie zainstaluje? Ja nie zainstaluję? never!!
nawet jeśli podstępni dranie wyschli krany :)
Autor:
magdandena
o
20:38:00
0
komentarze
czwartek, 8 listopada 2007
archiwum opisów
...mój Boże
żeby ona była trochę młodsza
trochę ładniejsza
(...)
może wówczas pokochaliby ją
prawdziwi mężczyźni
generałowie atleci władzy despoci
żeby zadbała o siebie
wyglądała po ludzku
jak Liz Taylor
albo Bogini Zwycięstwa...*
* tym razem z Herberta
Autor:
magdandena
o
12:23:00
0
komentarze
archiwum opisów
nadobna, naiwna, niewyspana, najedzona, narwana, natchniona, niecierpliwa, niedorzeczna, niesforna, niewinna, nostalgiczna, nadwrażliwa :)*
*dzisiejszy opis sponsoruje literka n
Autor:
magdandena
o
00:36:00
0
komentarze
cierpliwa inaczej jestem
doczekać się nie mogę...
kcem jush! bardzo kcem!
Autor:
magdandena
o
00:21:00
0
komentarze
środa, 7 listopada 2007
no i się zaczęło...
obsesyjnie myślę, jakiż to kubraczek sprawić kurczakowi, dlaczego te neopreny takie brzydkie?
no przecież nie kupię różowego w kwiatki!
nie mogą zrobić takich, żeby do kurczaka pasowały? wiem, wiem, mały on, to i wybór mniejszy...
Autor:
magdandena
o
19:00:00
0
komentarze
zakochałam się
jest śliczny, żółciutki i pasuje mi do szalika :)
nie oprę się draniowi chyba, właściwie już postanowiłam
co prawda czarodziej z javy śmiał się okropecznie, że jak typowa kobieta, kolor jest najważniejszy, ale wytłumaczyłam mu grzecznie, że nie mam zamiaru obcować codziennie z brzydalem, a ten jest taki apetycznie żółciutki, po prostu 1,8 kg czystego optymizmu...
Autor:
magdandena
o
17:23:00
0
komentarze
wtorek, 6 listopada 2007
za oknem pada deszcz
ale nie tu, tu Cymkot wyleguje się w słonku, sztucznym słonku lampki
ach, szkoda że to nie stara, dobra żarówka, bo przypiekało by jeszcze milusio...
Autor:
magdandena
o
16:27:00
0
komentarze
sen przemiły
miałam dzisiaj
i osoby dawno niewidziane spotkałam w nim, ach, przyjemnie było...
Autor:
magdandena
o
08:59:00
0
komentarze
poniedziałek, 5 listopada 2007
a może by tak
poszukać nowego motta?
albo chociaż pysznego mango?
książki odwlec do stęsknionej bibliotekarki?
a może nie?
zobaczymy...
Autor:
magdandena
o
12:40:00
0
komentarze
niedziela, 4 listopada 2007
dla A.
z zapewnieniem, że będzie tak...
Oswajanie Godota
Jeszcze dzień, jeszcze dwa...
wszystko się odmieni
wszystko się ułoży jak w kartach
A na razie... choć czekamy jutra jak zbawienia
A na razie... w tygodniowym rachunku sumienia
rozgrzeszamy się z poniedziałku
Jeszcze dzień, jeszcze dwa...
ktoś tu do nas przyjdzie
Ktoś tu przyjdzie zbyt długo czekamy
A na razie... róbmy co do nas należy
A na razie... kark jeszcze nisko zginając
starych bogów w progu witajmy
Jeszcze dzień, jeszcze dwa...
gdy nie braknie nam wiary
zawrócimy do źródeł rzeki rwące
A na razie... bezpieczni płyniemy na fali
A na razie... marząc o gorącym źródle
zażywamy kąpieli gorącej
I choć starych bogów zastąpili nowi
to i tak kark po staremu się zgina
od poniedziałku co trwa do soboty
i jak dawniej zbyt wcześnie rano się zaczyna
tą samą modlitwą:
"że możę już jutro
wszystko się odmieni
ułoży jak w kartach..."
więc będziemy czekać jutra jak zbawienia
od samego rana
aż do końca świata*
*wiersz napisał Marek Tercz, śpiewał go kiedyś Gintrowski
Autor:
magdandena
o
19:33:00
0
komentarze
sobota, 3 listopada 2007
rozrywki na deszczowe popołudnie
czyli co dzieje się, kiedy przyjaciółka wyciągnie człowieka na zakupy...
sunęłam dzielnie, nie jęczałam, chociaż najchętniej widziałabym osobę własną zakopaną pod kocykiem z lekturką, ale nie takie rzeczy człowiek poświęca dla przyjaźni.
w planach było oglądanie nowego samochodu (in spe i nie mojego oczywiście) oraz zakup spodni typu jeans - również nie dla mnie.
bilans jest dosyć zaskakujący - salon hondy - nieczynny do poniedziałku, spodni adekwatnych brak! słowem pełne fiasko patrząc na to oczyma organizatorki wycieczki.
co innego ja, ja przez zupełny przypadek wypatrzyłam kosmiczną wirówkę do sałaty (stara zdecydowanie odmówiła ostatnio współpracy wyjąc przy tym niemiłosiernie) - musiałyśmy wyjść razem - wirówka i ja.
jakby tego było mało zostałam również szczęśliwą posiadaczką różowych pończoch w groszki, nie wiem jeszcze do czego zamierzam je nosić, ale nie potrafiłam się tym groszkom oprzeć...
i tak to zamiast samochodu i spodni kupiłyśmy coś na kształt garnka (ale ładnego, stal inox!) i pończochy, nieźle, co?
Autor:
magdandena
o
16:52:00
0
komentarze