są w mym życiu rzeczy stałe - ostatnio należy do nich niestety kaszel...
reszta zmienia się jak w kalejdoskopie - multum wrażeń, różnych, różniastych, mniej lub bardziej spodziewane wizyty, prezenty, przyjemności, łzy oczyszczające i poczucie bezsilności.
ludzie rozstają się i łączą w nowe pary, przyglądam się z boku i sama już nie wiem co czuję na ten temat, poza dziwną radością, że nie dotyczy mnie aktualnie takie zamieszanie.
piękny był dzisiaj dzień, taki słoneczny, może to i lepiej, że świeciło słońce, gdy mały i duży m zostali osieroceni przez pewnego krnąbrnego czarnego kudłacza - nic już nie dało się zrobić, był już stary i bardzo chory mówi rozum, ale emocje wiedzą swoje.
cóż, najmniejsza m będzie znała tylko z opowiadań psa, z którym mieszkała przez pierwsze 12 tygodni życia...
czwartek, 29 listopada 2007
się dzieje...
Autor:
magdandena
o
19:53:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz