czyli sweet dreams are made of this**
im bardziej spałam, tym bardziej coś się nie zgadzało. gdzieś na krawędzi jaźni niepokoił mnie zapach, coś jak by świeżo pastowana podłoga.
żarłoki mają złe zwyczaje, bo kto na noc się zbytnio naje, temu żołądek spać nie daje*** pomyślałam za brzechwą i spałam dalej. ale w głowie wciąż kołatała się myśl: co za idiota pastuje podłogę po nocy!
dopiero nad ranem mnie olśniło, to nie jest żaden amok przedświąteczny tylko piła łańcuchowa, którą p pożyczył wczoraj od dużego i nie chciał zostawiać na noc w waldemarze, więc wniósł na górę i schował pod łóżkiem****...
* nie oglądałam, ale tytuł pasuje jak ulał!
** eurthmics, uwielbiałam ten kawałek w dzieciństwie, hihihihi
*** j. brzechwa, żołądek
**** ulubiony schowek p, trzyma tam już młot udarowy i worek treningowy
czwartek, 27 listopada 2008
teksańska masakra piłą mechaniczną*
Autor:
magdandena
o
08:09:00
0
komentarze
wtorek, 25 listopada 2008
nie jest źle
czyli kosmici lądują w domu, a cz wraca wena.
chce jej się pisać, czuje przypływ sił twórczych i zażyczyła sobie muzycznych inspiracji. i okazało się, że z przyjemnością jarretta słucha, tak trzymać!
a co do zjawisk nadprzyrodzonych, to kosmitka sztuk 1 z kraju ościennego próbowała ogarnąć kuchnię i łazienkę, chyba są efekty, bo wstrząśnięta cz depeszowała:
cz: a tak w ogóle to jacyś kosmici wylądowali u nas w domu
ja: tzn?? o co cho z kosmitami??
cz: nasz dom wygląda jakby przynajmniej trzech tych kosmitów było
zamiecione, wypucowane
ja: i???
cz: zmyte pochowane
ja: iiii???
cz: iii to jest dziwne
ja: szkoda, że łyżeczek* pewnie nie znaleźli...
czemu to jest dziwne?
cz: bo to takie czyste
ja: to NIE BRUDŹ!!!!
* jakaś dżuma je zdziesiątkowała (a właściwie zdwójkowała chyba, bo została mniej niż połowa), ostatnie ekspedycje pod łóżka i w inne odległe zakątki chatynki zakończyły się fiaskiem, zaginionych łyżeczek nie odnaleziono...
Autor:
magdandena
o
15:10:00
1 komentarze
poniedziałek, 24 listopada 2008
dziecko okien
czyli o wyższości świąt wielkiejnocy nad świętami bożego narodzenia...
siedzę na ćwiczeniach z bezpieczeństwa systemów hipnotycznie śledząc pasek postępu instalacji czegoś_tam, część grupy boleje nad wycofywaniem xp'ka.
prowadzący (zawsze deklaruje jestem dzieckiem okien) rzuca:
ja tam od początku śmigam na betaviście
nie mogę się powstrzymać, więc mówię:
powinieneś mieć koszulkę z napisem "my name is adopter, early adopter"
Autor:
magdandena
o
10:23:00
0
komentarze
czwartek, 20 listopada 2008
próbuję się uczyć i co z tego wychodzi
czyli konwersacja via net (uwaga niecenzuralne!)
odezwał się do mnie a i pyta:
a: co syhać?:)
ja: oj, zgłębiam sieci neuronowe i trochę mi rzygliwie
metoda perceptronowa itp
a: Skoro ty do mnie
Takim językiem to w zadek cauj:)
ja: przed sekundą o mały włos zeżarłabym małą dzdzownicę!!!
zaczaiła się w cykorii gadzina!
dobrze ze zerknęłam zanim do paszczy wetknęłam!!!
brrrrr
to było straszne
auć, nie wiem czy bym się straszliwie nie wydarła po ugryzieniu (jej przeze mnie)
i panowie mieliby ubaw
a: To żyje ci się wesolutko. Aa to zgłębiasz sieci przechujowe a to glizdą zakąsisz. wypas:)
zdjęcia niedoszłej ofiary przez litość nie zamieszczę, ale różowa była i młoda jeszcze zdecydowanie, no po prosty zgroza!!!
Autor:
magdandena
o
12:55:00
0
komentarze
czwartek, 13 listopada 2008
muranów, 16.30, pełnia*
m zaciskała palce, ja nie wierciłam się ani trochę, szkoda, że nie było z nami dużego. trzymał cały czas, 101 minut napiętej uwagi, ładne zdjęcia i tylko strasznie smutne to wszystko...
po wyjściu przyszło do mnie zero zer** to tak jakby na ten sam temat...
* j. skolimowski, cztery noce z anną
** l. janerka, fiu fiu, utwór 8
Autor:
magdandena
o
21:50:00
0
komentarze
środa, 12 listopada 2008
fiasko planów obiadowych
czyli oko w oko z potworem.
postanowiłam usmażyć dzisiaj na obiad rybę, spontanicznie i przed chwilą postanowiłam, proszę więc cz:
możesz pójść do zamrażalnika i wyciągnąć 3 kawałki ryby panga? taka biała, długa - uściślam
wstaw ją do zlewu, postaw na tym tacę i gar jakiś antykoci
ona jest jedna - odpisuje cz
jest jeszcze dziki łosoś i ryba w worku* z okiem
w sensie ryba ma oko nie worek
to schowaj pangę, nie wystarczy jej, przepraszam, ale myślałam, że jest więcej - proszę grzecznie
naraziłaś mnie na kontakt wzrokowy z rybą w worku i teraz każesz mi schować tę pangę!?
* hihihi, pozostałości po sekcji łososia...
Autor:
magdandena
o
15:49:00
1 komentarze
poniedziałek, 3 listopada 2008
dialog poranny
wstawaj, znowu spóźnisz się do szkoły! wrzeszczę do cz spod gumowych misiów.
zaraz! odkrzykuje cz z czeluści swej nory.
wkrótce zderzamy się w łazience, zaspana powątpiewam w jej dzisiejszą punktualność, cz odgryza się:
ty też jeszcze śpisz!
ale ja nie muszę namalować sobie kaplicy sykstyńskiej na twarzy...
Autor:
magdandena
o
09:22:00
1 komentarze