wtorek, 29 września 2009

zapraszamy do reklamy

czyli plusy dodatnie, plusy ujemne.
nie da się ukryć, schudłam ostatnio.
dość konkretnie schudłam.
tak ze trzy rozmiary chyba, wnioskując z opadających ciuchów.
czyli tyle, że powinnam wejść w posiadanie nowego zestawu spodni, bo dotychczasowe wiszą na mnie dosyć żałośnie, co niestety jako żywo wróży wydatki, wydatki, wydatki...
choć z drugiej strony zazdrosne spojrzenia użyszkodniczek i pytania "co to za dieta" są bezcenne, a za resztę przecież mogłabym zapłacić kartą...

tym razem nieco eschatologiczne

czyli 4:52.
nie przepadam za tą porą i chętnie darowałabym sobie senne międzylądowania, ale chyba nie bardzo mam na to wpływ.
więc przewracam się z boku na bok i myślę.
czasem także o śmierci.
że naprawdę każda godzina może być tą ostatnią i gdyby się nagle okazało, że umieram, to nie żałowałabym niczego.
oczywiście zawsze zostanie coś, czego nie zdążę zrobić, ale gdzieś tam w środku siedzi sobie myśl, że umierałabym spełniona i pogodzona.
nawet jeśli nie za kilkadziesiąt lat, tylko właśnie dzisiaj.
każda godzina to prezent, bezsenna 4:52 również...

piosenka nie tylko na 4:52 - apteka, płyta apteka, utwór 10

poniedziałek, 21 września 2009

ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

czyli czy ja zamawiałam fitness na 6.30?
nie, nie i jeszcze raz stanowcze nie!
a jednak dzisiaj bladym świtem nieliczni (nie)szczęśliwcy mogli obserwować poranną przebieżkę: najpierw po schodach - trasa piętro dziesiąte - piwnica, a potem runda honorowa wokół bloku. oczywiście w szlafroku i kapciach. tak się bowiem nieszczęśliwie złożyło, że nie domknięto drzwi w chatynce i nocą futrzaści udali się na gigant.
niby nic nowego, sekwencję ruchów szlafrok-kapcie-winda_na_dziesiąte piętro opanowałam dosyć dobrze i do tej pory udawało się namierzyć uciekinierów bez większych problemów. przeszukiwanie piwnicy też mam w małym palcu odkąd morświn próbował sprawdzić na własnym futerku jak przyjemnie być kotem piwnicznym - kiepsko się do tego nadaje - wrócił cały zaszargany i z pchłą w charakterze bonusa.
niestety dzisiejsze polowanie powiodło się tylko w połowie - morświna odłowiłam na drugim pietrze, po cymkocie ślad zaginął.
po południu wywieszę ogłoszenie, może darł się komuś pod drzwiami i jakaś litościwa dusza przygarnęła go na noc.
mam nadzieję przynajmniej...

czwartek, 17 września 2009

pronomina possessiva

czyli dziękując m i c, którzy pokazali mi lustro.

pewnie nie będzie lekko, ale przecież najważniejsze już się wydarzyło.
dobrze jest zobaczyć cel, a jeszcze lepiej uwierzyć, że jest osiągalny.
natchnienie i nadzieję przyniósł wstęp lamy ole do tekstu pierwszej części nyndro:
...churchill powiedział kiedyś: „mądry człowiek może umknąć rozlewu krwi, a jeszcze mądrzejszy uniknie łez. nikt jednak nie osiągnie wielkiego celu bez potu” ... dzięki niezliczonym prawie powtórzeniom pęka skorupa przyzwyczajeń pokrywająca nasz umysł...
cóż, trochę poobtłukiwałam kolana, ale wciąż mam siłę wstawać...

poniedziałek, 14 września 2009

piosenka wieczorna

czyli wciąż nie mogę się nadziwić.
every cloud has a silver lining mawiał kiedyś pewien gentleman tytułowany przeze mnie żartobliwie tatą.
i faktycznie tak jest.
widzę śliczne złote halo za moją chmurą.
kochane czarownice, dziękuję, że jesteście.
to wspaniałe uczucie, wiedzieć, że mam was za plecami, gotowe w każdej chwili zrobić to, co akurat będzie potrzebne.
na pewno maczałyście palce w tym, że w głowie uparcie dźwięczy mi refren i've got the power*
a piosenka jest oczywiście dla i o każdej z nas, czyż nie?

* the power, snap!

niedziela, 13 września 2009

o zadziwieniu

czyli cuda się zdarzają.
codziennie.
na przykład wczoraj.
wieczorem.
na świat przyszła mała dziewczynka...
ciekawe czy kiedyś nawlekę dla niej koraliki, ciekawe czego będę jej wtedy życzyła?
nie wiem, ale na razie cieszę się, że jest.
witaj na świecie franiu!

czwartek, 10 września 2009

piosenka poranna

bo dawno nie było
maanam, hamlet