czyli czy ja zamawiałam fitness na 6.30?
nie, nie i jeszcze raz stanowcze nie!
a jednak dzisiaj bladym świtem nieliczni (nie)szczęśliwcy mogli obserwować poranną przebieżkę: najpierw po schodach - trasa piętro dziesiąte - piwnica, a potem runda honorowa wokół bloku. oczywiście w szlafroku i kapciach. tak się bowiem nieszczęśliwie złożyło, że nie domknięto drzwi w chatynce i nocą futrzaści udali się na gigant.
niby nic nowego, sekwencję ruchów szlafrok-kapcie-winda_na_dziesiąte piętro opanowałam dosyć dobrze i do tej pory udawało się namierzyć uciekinierów bez większych problemów. przeszukiwanie piwnicy też mam w małym palcu odkąd morświn próbował sprawdzić na własnym futerku jak przyjemnie być kotem piwnicznym - kiepsko się do tego nadaje - wrócił cały zaszargany i z pchłą w charakterze bonusa.
niestety dzisiejsze polowanie powiodło się tylko w połowie - morświna odłowiłam na drugim pietrze, po cymkocie ślad zaginął.
po południu wywieszę ogłoszenie, może darł się komuś pod drzwiami i jakaś litościwa dusza przygarnęła go na noc.
mam nadzieję przynajmniej...
poniedziałek, 21 września 2009
ktokolwiek widział, ktokolwiek wie
Autor:
magdandena
o
11:40:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
7 komentarzy:
Nieprawdą jest jakobym umknął był na zawsze. Przecież wróciłem! :-)
C'mon
Ja się tam nie cieszę. Wrócił, snuje sie po domu i ryja drze tylko spać nie dając no i z miski mi wyjada. Dzisiaj w nocy znowu zostawię uchylone drzwi.... ]:->
Fin'kot
A może byście sie tak oba wynieśli do piwnicy na stałe zamiast tłuc się pazurami po kudłatych ryjach i wlepiać we mnie godzinami obleśne spojrzenia...? Szczególnie ten "biały inaczej" - nawet płetw spokojnie wyczyścić nie można... :-(
Ja tam się już nigdzie nie wybieram, bo tu jest moja KARMA. To znaczy ta w misce karma.
A Ty Benito nie cwaniakuj, bo jak znowu napcham sierści w filtr w akwarium to w końcu wypłyniesz na powierzchnię... :-P
C'mon
Przestańcie zwierzaki czynić tumult tak okrutny bo się córa moje jedyna uczyć spokojnie do matury nie może! Poza tym co to za pogaduszki - Wigilia, czy co...?
Z tego co zaobserwowałam Morszczulenko leje na Benita ciepłym moczem, i chyba już zapomniał, że w jego pokoju na biurku leży takie coś z wodą i tam jedzenie pływa. To Cymonek do niedawna z wielką miłością obejmował akwarium i tak spał oparty głową o szybkę. Miłość nie wybiera, ale różnica środowisk jest tu naprawdę dużym utrudnieniem.
Słusznie Jedyna Córko. Poza tym Cymkot to jednak bardzo gorące stworzenie, zaś Benitowy wydaje się być taki... zimny?
Prześlij komentarz