piątek, 29 lutego 2008

gastrofaza

czyli żegnaj monopolisto.
spędziłam upojne 1,5 godziny w biurze tepsy, bo miałam kaprys osobiście zrezygnować z jej usług. osobiście to za dużo powiedziane, formalnie klientem jest maman, więc tkwiłyśmy tam obie chichrając się jak dzierlatki. pewnie była to reakcja obronna organizmu, bo inni nieszczęśnicy dreptali nerwowo lub gadali od rzeczy.
a teraz uzupełniam niedobory magnezu pożerając migdały w czekoladzie - stres podobno obniża poziom magnezu, a przecież nie mogę ryzykować nocnych kurczy auć!

mam! jednak mam!

od czasu kiedy spełniłam ostatnie marzenie, a było to równo pięć lat temu, czułam pewną pustkę. no bo jak to? tak bez marzeń? przemknęło mi co prawda jedno marzenie, ale takie malutkie, nic specjalnego.
i nagle dzisiaj oświeciło mnie! już wiem! chciałabym żeby wreszcie ktoś porządnie posprzątał chatynkę, ale tak totalnie, wszędzie, nawet za xsiążkami, a potem, żeby utrzymywał ten stan posprzątania bez mojego przesadnego udziału.
bo przecież nawet wydepilowanie futrzastych nie rozwiąże problemu zastarzałej powłoki kurzu w wielu miejscach...

czwartek, 28 lutego 2008

bez zmian

czyli wiatr wieje, głowa boli.
dookoła coraz nieznośniej, cymkot od rana histeryzuje z powodów bliżej nieokreślonych, nawet miłego zazwyczaj mangowego pana coś pogryzło. może to napięcie nabrzmiałych pąków, oczekiwanie na liście, na wiosnę, na to, żeby wreszcie przestało wiać?
dobry moment na mroczno-masochistyczną pidżamę

...Browarne bulwary, miejsca poniżeń
Tu samobójstwo smakuje jak opium
Serca to dziesiątki dla noży i butów
Moje serce jest numerem dziesiątym
I kop mnie jeszcze, i tak nic nie czuję
Przecież kopiesz obłok
Nie słyszę już sygnałów karetek pogotowia
Histerycznego pisku opon

ulice jak stygmaty- absolutne rarytasy, utwór 14

ciekawe co mi się przyśni?

może bouillabaisse? to mogły by być skutki uboczne oglądania kuchnia.tv przed snem.
mniammmm...

środa, 27 lutego 2008

wiem!

jak mogłam na to nie wpaść wcześniej! to na pewno grzyb, to on mną je, boli mnie w głowie i w ogóle...
skąd powinnam wiedzieć? ano stąd - podobało mi się, a jakże!

no i stąd oczywiście...
To się wnosi, wynosi, to się psuje, to się
oddaje do naprawy albo po prostu wyrzuca.
To całe nasze życie wynoszone na strych
lub do piwnicy. Tym wszystkim naprawdę
rządzi ten prawowity właściciel: grzyb, robak.
On to dotychczas trawił, a teraz nadchodzi.
On nadchodzi, naprawdę, zbliża swoje oko
do okien, w cukrze jajo robaka, a pościel
pokryta grzybem, grzyb zakrył inicjał
na pościeli, co to ją mama albo inna kobieta
z rodziny, jakiej rodziny? jest tylko grzyb, robak.*


"To mnie umiera" - Marcin Świetlicki

atena

czyli nie przypominam sobie, abym połknęła jakąś ciężarną niewiastę, ale poważnie rozważam poproszenie kogoś, by rozłupał mą czaszkę.
może to ten wiatr, a może cholera wie co, ale mam już serdecznie dosyć, bo jak długo do diaska może człowieka boleć głowa?
na szczęście mogę jeszcze spać, więc może zasnę po prostu...

a może by tak dzień techniczny?

czyli trzy godziny snu to chyba jednak ciut przymało. d zapakowana w samolot drzemie pewnie, a ja zastanawiam się kiedy opanuję geografię okęcia na tyle, by bez problemu trafić na parking godzinowy...
chyba już czas najwyższy, bo ostatnio wciąż nosi mnie na lotnisko, a dzisiaj znowu wisiałam jednym kołem gdzieś koło mojego ulubionego ronda przy stacji benzynowej (darowałam sobie kolejną rundę honorową i po prostu wcisnęłam w jakąś dziurę), ale na szczęście nikt mnie nie zaaresztował, więc strategia znowu okazała się skuteczna...

odkleić się

chciała bym od myśli o tym co było i co być może.
przestać wracać do przeszłości i mieć nadzieję na przyszłość.
nie myśleć zbyt często o tym, jak kompletnie nieprzytomnie wpadłam na przechodzącego człowieka, o tym że wcześniej zupełnie mnie zatkało, naprawdę zupełnie, mam coś na kształt amnezji (nie, nie pourazowej) nawet butów nie pamiętam, a przecież zawsze zwracam uwagę na buty...
życzę sobie, żeby życzenia f spełniły się szybko. a poza tym nic już z tego nie rozumiem...

reisefiber

czyli jutro o tej porze d będzie gdzieś między zurichem a delhi. zasnęła wreszcie, rano wpakuję ją w samolot, cały dom śpi, słychać miarowe oddechy, cymkot posapuje pod łóżkiem...
quiz jak zwykle wygrał t, ale nie wiem co z nagrodą...
tak czy inaczej, dziękuję za pozdrowienia z krainy zott (bo orzeźwiająca kremowa rozkosz to po ludzku kefir, tak proszę państwa, regularny kefir, com go dzisiaj nabyła drogą kupna...)

wtorek, 26 lutego 2008

orzeźwiająca kremowa rozkosz

czyli cóż to może być i co za idiota wpadł na pomysł by tak to opisać?
a może mały quiz, kto zgadnie co to takiego? może być nawet nagroda za prawidłową odpowiedź lub najciekawszy pomysł...
jaka nagroda? orzeźwiająca kremowa rozkosz oczywiście hihihi!

o zdziwieniu

czyli płyta sprzątająca na chybił trafił wybrana*.
pierwszy utwór i zaczynam poważnie zastanawiać się na różnymi sprawami celnie trafiona odłamkiem refrenu
...tak jak teraz jest
chciałbym aby było zawsze...

a potem to już samo się klei, grzecznie wracam na latającą miotłę...
*pidżama porno ulice jak stygmaty

nie chce mi się jak nie wiem co

czyli może bym wreszcie sprzątnęła tę stajnię augiasza...
to są te momenty, kiedy naprawdę szczerze żałuję, że na kanapie nie wylegują się łyse sfinksy, ale z drugiej strony nie bardzo wyobrażam sobie, że nad mą głową w nocy pochrapywał by przez sen klon pinkiego albo mózga, brrrr...

eksperymenty

czyli znowu sporty ekstremalne uprawiam chyba.
przekraczam granice, obserwuję, analizuję. z rozmysłem ryzykuję i przyglądam się sobie, zastanawiam jak to jest. i im dłużej się zastanawiam, tym bardziej jest tu i teraz, a nie tam i wtedy, zwłaszcza przyszłość, ona jest zupełnie nieogarnialna...
odpowiedziałam dzisiaj na dużo pytań o życiowe wybory, nie wiem, czy zadająca pytania zrozumiała cokolwiek, nie wiem również, czy ma to jakiekolwiek znaczenie.
wyszłam spokojna, zadowolona, bez ciśnienia i zachłystu, nie do końca rozumiałam entuzjazm a, która cieszyła się jak dziecko, mówiąc, że będzie ściskać palce do skutku.
wyszłam i nie czekając czekam na telefon, na chemię (nie nie taką kapiącą na szczęście tylko taką między ludźmi), na wiosnę, na kogoś, na śmierć...

niedziela, 24 lutego 2008

chcę

czyli mniej lub bardziej mroczne przedmioty pożądania.
najpierw nadziałam się na to w księgarni, z trudem udało mi się jakoś opanować, chyba to, że ciężka była jak cholera ostudziło mnie odrobinę.
potem wpadliśmy na siebie - dziwna emilka i ja



jak dobrze, że to była ostatnia para, zdecydowanie za duża na mnie, bo na pewno wyszłybyśmy razem.
i byłoby, że wyśmiewam emokids, a sama jestem emo, powiedzmy emomum

sobota, 23 lutego 2008

co bylo piewsze jajko czy kura?

biegnac kartner strasse myslalam o pigmalionie. od dwoch dni rozmawiamy o tym co bylo przez te dwadziescia lat, jak bardzo zmienilismy sie nawzajem.
na ile brak wspolnego jezyka zmienia komunikacje, i co byloby gdyby nie dzielila nas bariera jezykowa? mysle o tym jaka bylabym dzisiaj, gdyby te dwadziescia lat temu nie spotkal t i o tym jak bardzo zawazylo to na naszym dalszym zyciu.
rozmawiamy o cholrenie powaznych sprawach, o naszych dzieciach, rodzicach. czasem mysle, ze kiedys moglismy byc rodzenstwem...
przedziwne doswiadczenie - glebokie przekonanie, czujemy bardzo podobnie
i to niesamowite uczucie w srodku - wiem - bez potrzeby dowodzenia, sprawdzania itp...

piątek, 22 lutego 2008

osmiornica i prosecco

czyli wyjasnilismy sobie pare rzeczy...
duzo wrazen, oj duzo, nie chce mi sie pisac, moze pozniej, teraz spac chyba czas, nie myslac o tym, ze jesli kogos kchasz obdarz go wolnoscia, fajna rozmowe mielismy o tym z f. o innych rzeczach z reszta tez, to zabawne uczucie, ze rowniez jego znajomi nie moga pojac, jak mozemy przyjaznic sie przez te dwadziescia lat...

wtorek, 19 lutego 2008

lubie to miasto

jakos bezpiecznie sie tu czuje. moze po dwudziestu latach zdecyduje sie wreszcie nauczyc jezyka? smielismy sie wczoraj pijac wino i pojadajac ser z chilli, ze pierwsze zdanie f na lekcji polskiego brzmialo "czy ma pani wodke?" a moje "scharf aber gut" chyba tak to sie pisze...

niedziela, 17 lutego 2008

zaskakujące zwroty akcji

czyli miał być spokojny wieczór i fondue, a skończyło się na live act minimal w wykonaniu m.in. osobnika w przebraniu terrorysty palestyńskiego, że o królu lwie nie wspomnę...
człowiek wychodzi z domu nie mając bladego pojęcia, że już kilka godzin później będzie straszył na parkingu pewnego supermarketu uzbrojony w złoty spray (pozdrawiam pana o oczach jak pięciozłotówki:))

a potem powiesi się na nim jakieś zadropsione dziecko nadające non stop o zaletach piercingu i implantów i posypujące wszystkich brokatem, brrrrr...

sobota, 16 lutego 2008

ratunku, jestem rybką!

czyli morświn robi co może, żebym nie wykręciła się z dzisiejszej kolacji proszonej.
wiem, że on wie, że mam ogromną ochotę zagrzebać się i nakryć na głowę, ale wylewanie kubka truskawkowej japan sencha do łóżka to zagranie nie fair, nawet jeśli była już chłodna.
i na dodatek to niewinne mruczenie później...

okoliczności łagodzące

czyli baby blues kilkanaście lat później.
czasem mam ochotę ją udusić... ciekawe czy ma to jakiś związek z teorią pani m, że jesteśmy tak bardzo do siebie podobne?
pewne jest to, że mało kto potrafi mnie wkurzyć równie skutecznie...

wycieczka do kuchni

czyli jednak uległam...
przecież miałam nie jadać po nocy, ale cóż, nie jestem doskonała :)
przy okazji zerknęłam przez okno, a tam
...senność gęsta jak śnieg i krążąca jak śnieg...
i sama nie wiem czemu przypomniała mi się scena z filmu c, bardzo smutnego filmu,
i zupełnie niechcący okazało się, że jutro puści go tvp kultura. nie, nie będę go oglądała, mam inne plany na ten wieczór, a poza tym zawsze mogę otworzyć pudełeczko i obejrzeć w innym terminie. oczywiście jeśli znajdę płytkę, którą dawno temu dostałam od c...

piątek, 15 lutego 2008

kogo jeszcze odpowietrzyć

czyli telefon dzwoni od rana.
a do tego imć morświn dyszy nad mym śniadaniem, może ja wyemigruję wewnętrznie...

czwartek, 14 lutego 2008

depesza z obiektu pod zachętą

czyli podobno mam sobowtóra...
tak przynajmniej twierdzi a, która właśnie go (a właściwie ją) widzi, bo przecież to nie ja, mnie nie ma tam bo jestem tu :)
a może tu też mnie nie ma, sama już nie wiem...

nie bawię się tak

czyli dlaczego w telewizorni wciąż biathlon, skoro miał być ronnie? ja i tak będę musiała wyjść za godzinę i obejrzę pewnie tylko troszkę, no chyba zaraz się oflaguję!

rakieta i trampek

czyli wreszcie się spotkaliśmy - transmisja z welsh open z ronnie o'sullivan'em i ja :)
niestety nie jest powalający, ale ja i tak mogę ronniego łyżeczką, więc nic to.
staszne dziecko z tego trumpa, a swoją drogą ronnie nie powinien go tak lekceważyć, bo mogły być z tego kłopoty...

środa, 13 lutego 2008

znowu rosół

czyli nie poddam się tak łatwo...
mam w nosie to, że dziwnie łamie mnie w człowieku i trochę za ciepła jak na normy jestem. przecież ciało jest tylko narzędziem i nie będzie mi tu stawało okoniem :)
mam napięty harmonogram na najbliższe dni, więc ptaszysko i krowi ochłap były preparowane jak należy przez cztery godziny i jutro zamierzam obudzić się młodym bogiem (a właściwie młodą boginią), ot co!

wtorek, 12 lutego 2008

z pamiętnika ogrodniczki

czyli tosia a zaorana jak trzeba.
oprócz ogrodnictwa wirtualnego (już po, naprawdę nie lubię tych nudnych niebieskich ekranów z redmond) zajęłam się także jak najbardziej realnymi roślinkami, naprawdę bardzo potrzebuję już wiosny. może to myślenie magiczne, ale wysiałam wczoraj zioła, mam nadzieję, że kiedy wrócę będą już miały te rozczulające maleńkie listki...

afrykańska królowa

czyli oko w oko z kubuntu.
owszem, miałam w planach reinstalację systemu, ale w qrczaku.
w śmieje się, że w każdej rodzinie powinien być przynajmniej jeden informatyk, ja skłaniałabym się ku temu, że wystarczy wiedzieć dokąd zadzwonić. a zadzwoniła do mnie, chociaż nie jestem informatykiem. ale ona wierzy w to, że jeśli sie uprę, to nie ma zmiłuj.
oczywiście było wesoło, płyta recovery nie działała, poza tym podejrzenia były, że to jednak kucnięcie sprzętu, więc po krótkiej konsultacji z w, którego można spokojnie nazwać tym_który_wie_prawie_wszystko_a_jak_nie_wie_to_zaraz_się_dowie, uradziliśmy, że zamiast instalować moją windę do celów diagnostycznych wystarczy odpalić jakikolwiek system operacyjny z płyty. i w ten oto sposób, własnymi łapkami uruchomiłam linuksa, a a odetchnęła z ulgą, bo potwierdziły się przypuszczenia, że serwis nie będzie konieczny.
dzisiejszy wieczór jarzyć się będzie zatem niebieską poświatą ekranów instalacyjnych...

poniedziałek, 11 lutego 2008

rozczulający spaśluch

czyli po co mi trzy poduszki.
primo jest oczywiste - do pisania i czytania w łóżku, ale secundo...
przecknęłam się w nocy skulona, z lekkim poczuciem dyskomfortu. coś posapywało w mym mózgu. otworzyłam oczy i zobaczyłam morświna kołami do góry na poduszkach nade mną. wzdychając przez sen wyglądał jak kwintesencja błogości, delikatnie, by go nie zbudzić, przekręciłam się na drugi bok i zasnęłam...

niedziela, 10 lutego 2008

sporty ekstremalne uprawiam

czyli chyba przeholowałam ździebko.
akcja jestem szopem praczem na nikim nie robi wrażenia, bo to objaw normalny, ale już biegi przełajowe z wielgachnym odkurzaczem mogą budzić niepokój.
najpierw wytaszczyłam go z bagażnika (cholera, znowu musiałam zaparkować u diabła na kuliczkach), potem wywaliłam wszytko z szafki odkurzaczowej, żeby sprawdzić, czy wejdzie tam ten potwór, uff, udało się. potem długa lektura instrukcji obsługi, ja jestem techniczna, ale to coś jest skomplikowane jak diabli. uzbroiłam drania lejąc mu gdzie trzeba wodę, a on w odwecie zaczął pluć na podłogę!! bo trzeba jeszcze taki wężyk w coś wrazić, no dobrze, ale w co, tego czegoś chyba niet?
szybki fon do matki, nie mam pojęcia, nienawidzę go, zawsze zajmowała się nim s, wszystkie części zniosłam do garażu, ale jeszcze poszukam. atakuję s, skutek podobny, oddzwania matka, znalazłam dwie szczotki ale tego żuwna do wrażania niet. kapituluję, rozbrajam ustrojstwo, wylewam wodę, wlokę po parkingu i pakuję z powrotem.
jeśli do tego dodać doznania muzyczne z biegunów zupełnie przeciwległych okaże się, mam powody do leżenia jak kłoda. najpierw ta pani, miła z resztą bardzo, kolacja z przyjaciółmi, a potem chwila w zupełnie innych brzmieniach(??). nie dziwię się, że s spakowała graty, jeśli on tak łupał nad jej chorą głową, straszną rąbankę chłopcy zapodali wczoraj, chyba, że się czepiam, ale to naprawdę nie moje klimaty...

sobota, 9 lutego 2008

wahanie

czyli chyba jednak zwieję na chwilę.
c przyjeżdża jutro, zostaje tydzień, ale pewnie będzie jak zwykle szaleć towarzysko i znowu będziemy miały niedosyt. nagle pojawiła się myśl na gumce, wracam z nią, przecież obiecałam f, że przyjadę w lutym.
myślałam o tym wczoraj, nie mogąc się zdecydować, ale chyba właśnie klamka w tej sprawie zapadła. przed chwilą wyczytałam, że w albertinie wystawa na której pokażą modiego, nie wiem, co musiałoby się wydarzyć, żebym nie pojechała go zobaczyć!!!

burzliwy początek roku szczura

czyli ...Nie wiem, a chciałbym wiedzieć / W informacji też nie wiedzą / Dokąd zmierza świat...*
cztery mniejsze lub większe kryzysy zaprzyjaźnionych związków w ciągu tygodnia, to chyba ciut za dużo jak na moje skołatane nerwy. do tego telefony od tych, którzy potrzebują odpowietrzenia, bo sklęśli psychicznie z powodów innych.
najlepsza była s, która dzwoniąc z pytaniem, kiedy do niej dotrę, nawet słowem nie zająknęła się, że pierwsze o co potknę się w korytarzu, to jej spakowane rzeczy!

*L.Janerka

piątek, 8 lutego 2008

akrobata

czyli co straszy w mojej sypialni.
morświn ma straszliwą słabość do wszelkich przetworów mlecznych, dźwięk otwieranego jogurtu jest w stanie wyrwać go z komy. ale to nie jest jego jedyna namiętność.
obudziły mnie dzisiaj dziwne dźwięki, w nocnej poświacie zobaczyłam coś co wyglądało mniej więcej tak

to biedny spaśluch próbował pożreć tulipany, a myślałam, że udało się umieścić je tak, że nie da rady...

czwartek, 7 lutego 2008

krąg trzeci

czyli raportu z badań nad łakomstwem ciąg dalszy.
duży m uwielbia anchois wprost ze słoika.
s nie może się oprzeć marcepanowi, szczególną pożądliwość budzi w niej masa marcepanowa do ciast, taka w blokach. jakoś krucho z tym w kraju, więc każdy powracający lub przybywający z austrii jest zobligowany do taszczenia ze sobą marcepanowych kiełbas dla niej.
ostatnio biedny f zmuszony był zakłócić jakieś posiedzenie na minoritenplatz i c spod stołu konferencyjnego szeptem tłumaczyła mu, na której półce w billi namierzy ów przedmiot pożądania.
c depeszowała właśnie, że przybywa w niedzielę, ciekawe, czy nie zapomni o marcepanie...

skąpcy i rozrzutnicy

czyli czujność nade wszystko.
czemu? ano dlatego, że nigdy nie wiadomo kiedy spadnie na człowieka pytanie kto przebywał w kręgach 4 i 11 w boskiej komedii bo piszę sprawdzian i nie wiem
super, tylko że tam było 9 kręgów!! a poza tym właśnie borykam się z dylematem wężyki czy cytruski (bo kwaśnych rybek brak!!)
na szczęście przytomnie zadzwoniłam gdzie trzeba i odżeglowałam dalej.
post factum okazało się, że chodziło o krąg 7...

obietnica

czyli swobodne ciągi skojarzeń nt. placków ziemniaczanych.

... mój Boże
kupię jej te pończochy
kupię
ale co zjawi się wtedy
na szklanej płycie
małej duszy...*


*z. herbert, jedwab duszy, w hermes, pies i gwiazda

środa, 6 lutego 2008

czym można mnie przekupić

czyli rozmawialiśmy wczoraj z dużym i małym o jedzeniu.
małego podobno zawsze zrazami, nie powiem, trochę mnie zadziwiła.
typu dużego niestety nie pomnę.
a ja, ja jak w dym pójdę za plackami ziemniaczanymi (przy sałacie potrafię jeszcze nad sobą zapanować, ale placki - umarł w butach!)
przypomniawszy to sobie zadzwoniłam do mamy i zamówiłam placki na piątek, wykręcała się trochę, więc zobaczymy...

plany sobie, życie sobie

czyli odbębniłam tylko jeden punkt planu, ale za to fajnie było. a jałowiec w kapuśniaku po prostu rozłożył mnie na łopatki...
ja kcem jeszcze!!!
przy okazji okazało się, że small change toma waitsa idealnie pasuje do lektury bukowskiego, nie wiem czemu z resztą.

wtorek, 5 lutego 2008

skutki gwałtownego przebudzenia

czyli powinnam zastanowić się nad sobą, poważnie.
tylko nie wiem czy bardziej nad tym, że sama wyrzuciłam kanapę (lekka była i poręczna), czy nad tym, że zrobiłam to w piżamie! no dobra, nie świeciłam gaciami w kłapouchego, przytomnie nawlokłam na nie spodnie :)
a pewnie by mnie zjechał za takie pomysły z góry na dół (te z osobistym kanapy ekspulsowaniem) ale na szczęście a nie czyta tych wynurzeń :)

półprzytomny poranek

czyli dwie panie i trzy kanapy.
skwapliwie skorzystałam z porannego pojawienia się cz i stan kanap wrócił do normy, tzn. znowu mamy dwie, ale ta trzecia póki co czai się pod drzwiami i straszy. uuuuuuuu...
piosenka poranna pasuje jak ulał do snów, które kłębiły się dzisiaj w mej głowie. śnić czy nie śnić oto jest pytanie...
Spałem źle. Ona spała źle. Pełne porozumienie.
Spało nam się źle. W tym kraju...*

*Marcin Świetlicki - Pogo

leżenie*

czyli piosenka na dzisiaj.
zdecydowanie
A może jestem po prostu potworem,
potworem na wakacjach?
Na plaży leżę w ciemnych okularach,
w praniebo patrzę.
*
W praniebo patrzę, jego majowego
prablasku byłbym nie zniósł, gdyby nie wakacje.
Nie zniósłbym blasku, kryje się zazwyczaj
przed nagonką w ciemnicach.
*
Tu jest najjaśniej. Tu, pod pralatarnią.
Jestem potworem na wakacjach.
Całuję jasne widziadło w prasłońcu.
Uszczypnij mnie, uszczypnij- mruczę do widziadła.


*sł. M. Świetlicki, Świetliki, płyta Złe Misie, utwór 7

poniedziałek, 4 lutego 2008

pytania pozornie trudne

czyli
kogo/co szukasz?

chwilowa konsternacja i odpowiedź pierwsza, spontaniczna nie szukam, czasami pozwalam się znaleźć...
potem refleksja przyszła sobie cichutko
latem cienia, zimą ciepła
ciekawości i zdziwienia
chęci patrzenia wokół

masz ochote na romans, seks?

jak by to ująć?
może znowu użyję kwantyfikatorów? dobra, zatem ogólny: nie jest prawdą, że dla każdego zadającego takie pytanie odpowiedź brzmi nie.
ale prawdą jest, że dla tego konkretnego pytającego - nie, zdecydowanie nie...

dostałam kanapę

czyli bez względu na to jak protestuje obolały organizm muszę wstać i udać się na wojnę, a miało być tak pięknie - leżę i odsypiam bałwaństwa i bałwaństewka...

intensywnie

czyli dzieje się dużo i na raz.
w piątek pohopsałam uczciwie, chociaż sama w życiu nie poszłabym do takiej lansowni (tak określił to d, który podobno również nie bywa w takich miejscach hihihi).
hopsałam szybko i intensywnie, bo rano niestety czekał mnie niezły maraton, na szczęście wybiegając nie zgubiłam pantofelka (nie ma to jak porządnie zawiązane trampki od baty...).
w sobotę przemieszczałam się z prędkością światła, ale udało mi się nawet zapuścić pranie, że o skompletowaniu wpisów nie wspomnę.
dzisiaj niestety znowu pobudka chamskim świtem i orka na ugorze, choć ten ugór akurat najbardziej urodzajny ze wszystkich oranych w tym semestrze.
za to wieczorem naprawdę dobry koncert, ł miała rację. i chociaż w pierwszej chwili pomyślałam spuchł, utył i posiwiał to naprawdę nie miało najmniejszego znaczenia. i były złe mise i wiele innych, niestety zabrakło casablanki, ukochanej wilgoci czy pobojowiska. ale i tak było świetnie...

sobota, 2 lutego 2008

padam na pysk

chodzenie spać o 3.00 służy mi zdecydowanie lepiej, kiedy nie muszę wstawać o 7.00.
ale nikt nie kazał mi mantykować tyle czasu, dobre przynajmniej, że znowu dokonałam właściwych wyborów (czyt. poszłam hopsać zamiast ślęczeć nad tym i owym, a i tak się udało)
piosenka na wieczór - dobra na mózg skołatany.
w sprawie świetlików proszę nie depeszować więcej...

piątek, 1 lutego 2008

świetliki

czyli m jest kochana jak zwykle. właśnie przysłała mi maila "To jestes na liscie plus jeden..."
kogo by tu zabrać ze sobą? może losowanie? a może poczekam powiedzmy do jutra i samo wypłynie z przestrzeni?
albo napiszę tu - kto pierwszy, ten lepszy, proszę depeszować w sprawie plus jeden tam i wtedy

granice empatii

czyli czy można złapać katar via net.
nie można? to dlaczego, powtarzam pytanie, dlaczego ja kicham dzisiaj rano? czy ktoś może to wyjaśnić? no chyba, że to sprawka futrzastch, bo w nocy morświn znowu uwalił się centralnie na poduszkach nad moją głową, a cymkot też nie był lepszy, więc jest opcja, że to po prostu maluśki ataczek uczulenia od fruwającej sierści.
to może tym razem, na dobry dnia początek będzie piosenka ode mnie dla mnie :)
czyli kolejny dzień z grabażem, ciekawe czemu się przyplątał ostatnio?