czyli chyba przeholowałam ździebko.
akcja jestem szopem praczem na nikim nie robi wrażenia, bo to objaw normalny, ale już biegi przełajowe z wielgachnym odkurzaczem mogą budzić niepokój.
najpierw wytaszczyłam go z bagażnika (cholera, znowu musiałam zaparkować u diabła na kuliczkach), potem wywaliłam wszytko z szafki odkurzaczowej, żeby sprawdzić, czy wejdzie tam ten potwór, uff, udało się. potem długa lektura instrukcji obsługi, ja jestem techniczna, ale to coś jest skomplikowane jak diabli. uzbroiłam drania lejąc mu gdzie trzeba wodę, a on w odwecie zaczął pluć na podłogę!! bo trzeba jeszcze taki wężyk w coś wrazić, no dobrze, ale w co, tego czegoś chyba niet?
szybki fon do matki, nie mam pojęcia, nienawidzę go, zawsze zajmowała się nim s, wszystkie części zniosłam do garażu, ale jeszcze poszukam. atakuję s, skutek podobny, oddzwania matka, znalazłam dwie szczotki ale tego żuwna do wrażania niet. kapituluję, rozbrajam ustrojstwo, wylewam wodę, wlokę po parkingu i pakuję z powrotem.
jeśli do tego dodać doznania muzyczne z biegunów zupełnie przeciwległych okaże się, mam powody do leżenia jak kłoda. najpierw ta pani, miła z resztą bardzo, kolacja z przyjaciółmi, a potem chwila w zupełnie innych brzmieniach(??). nie dziwię się, że s spakowała graty, jeśli on tak łupał nad jej chorą głową, straszną rąbankę chłopcy zapodali wczoraj, chyba, że się czepiam, ale to naprawdę nie moje klimaty...
niedziela, 10 lutego 2008
sporty ekstremalne uprawiam
Autor:
magdandena
o
13:22:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz