wtorek, 12 lutego 2008

afrykańska królowa

czyli oko w oko z kubuntu.
owszem, miałam w planach reinstalację systemu, ale w qrczaku.
w śmieje się, że w każdej rodzinie powinien być przynajmniej jeden informatyk, ja skłaniałabym się ku temu, że wystarczy wiedzieć dokąd zadzwonić. a zadzwoniła do mnie, chociaż nie jestem informatykiem. ale ona wierzy w to, że jeśli sie uprę, to nie ma zmiłuj.
oczywiście było wesoło, płyta recovery nie działała, poza tym podejrzenia były, że to jednak kucnięcie sprzętu, więc po krótkiej konsultacji z w, którego można spokojnie nazwać tym_który_wie_prawie_wszystko_a_jak_nie_wie_to_zaraz_się_dowie, uradziliśmy, że zamiast instalować moją windę do celów diagnostycznych wystarczy odpalić jakikolwiek system operacyjny z płyty. i w ten oto sposób, własnymi łapkami uruchomiłam linuksa, a a odetchnęła z ulgą, bo potwierdziły się przypuszczenia, że serwis nie będzie konieczny.
dzisiejszy wieczór jarzyć się będzie zatem niebieską poświatą ekranów instalacyjnych...

Brak komentarzy: