czyli odbębniłam tylko jeden punkt planu, ale za to fajnie było. a jałowiec w kapuśniaku po prostu rozłożył mnie na łopatki...
ja kcem jeszcze!!!
przy okazji okazało się, że small change toma waitsa idealnie pasuje do lektury bukowskiego, nie wiem czemu z resztą.
środa, 6 lutego 2008
plany sobie, życie sobie
Autor:
magdandena
o
22:45:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz