czyli trzy godziny snu to chyba jednak ciut przymało. d zapakowana w samolot drzemie pewnie, a ja zastanawiam się kiedy opanuję geografię okęcia na tyle, by bez problemu trafić na parking godzinowy...
chyba już czas najwyższy, bo ostatnio wciąż nosi mnie na lotnisko, a dzisiaj znowu wisiałam jednym kołem gdzieś koło mojego ulubionego ronda przy stacji benzynowej (darowałam sobie kolejną rundę honorową i po prostu wcisnęłam w jakąś dziurę), ale na szczęście nikt mnie nie zaaresztował, więc strategia znowu okazała się skuteczna...
środa, 27 lutego 2008
a może by tak dzień techniczny?
Autor:
magdandena
o
10:00:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz