czyli wspominając mistrza i małgorzatę i shooting fish.
rękopisy nie płoną, co innego moje grzanki...
co prawda toster nie jest uroczym morphy richards'em i nie podejrzewam by miał duszę, ale zdecydowanie przydałaby mu się wizyta u kogoś takiego jak nieśmiały jez.
poniedziałek, 31 marca 2008
tosty
Autor:
magdandena
o
20:49:00
0
komentarze
zawsze może być gorzej
czyli życie chowa asy w rękawie.
nie da się ukryć, jestem bladawcem. przez większą część roku moje nogi kolorem przypominają mrożonego brojlera, cóż zdążyłam się do tego przyzwyczaić.
ale okazało się, że drób to nie koniec mych możliwości.
spotkałam ostatnio skarpetki (tak, jestem maniaczką, kupuję je kompulsywnie niemal), były dokładnie takie, jak trzeba, zrobione w polsce (a nie w chinach!) bawełniane, cienkie, luźny ściągacz - mało co wygląda paskudniej niż kurzoblade nóżki z sinymi obwódkami od ściągaczy - kupiłam natychmiast par kilka.
i wszystko było fajnie do chwili kiedy je zdjęłam po pierwszym użyciu.
moje stopy! od kostek w dół miały upiorny, sino-trupi kolorek. byłyby jak znalazł powiedzmy dla corpse bride...
Autor:
magdandena
o
16:29:00
0
komentarze
piosenka na dobranoc
i cholera, wciąż aktualna niestety
"...wolność. po co wam wolność?
macie przecież chleb i igrzyska...*"
* kult, kaseta, nr 9
Autor:
magdandena
o
01:05:00
0
komentarze
niedziela, 30 marca 2008
zwierzątka domowe na literę k
czyli koczkodany hoduję.
albo jakieś inne małpiszony, przynajmniej tak mógłby pomyśleć ktoś nieznający panów futrzastych, kto zajrzałby przypadkiem przed chwilą do chatynki.
dwa ogoniaste monstra fruwały na wysokości ca 1,5 metra, a razem z nimi kłęby futra, brrrr...
Autor:
magdandena
o
22:55:00
0
komentarze
plan b
czyli o tym jak umówiłam się z pewnym a na posiłek regeneracyjny i co z tego wynikło.
metodą kolejnych przybliżeń ustalono menu - gulasz wieprzowy z grzybami, ciężkie to dosyć, ale że z a jest kawał chłopa, niech mu będzie, pomyślałam i weszłam w posiadanie bardzo przystojnej szynki.
wczoraj wieczorem przerobiłam ją na pokaźny gar wstrząsającego gulaszu, ale z niewyjaśnionych bliżej powodów a zapadł się dzisiaj pod ziemię, zaś jutro i pojutrze zdecydowanie nie mam kiedy przyjmować gości.
o pierwszej stwierdziłam więc, że to najwyższa pora, by zaprosić krewnych i znajomych królika na niedzielny obiadek. już kwadrans później ustalono skład kwintetu, który o trzeciej miał zmierzyć się gulaszem.
ostatecznie do stołu zasiadł kwartet, nawpychaliśmy się po kokardy, bo okazało się, że mięsa spokojnie starczyłoby dla oktetu, a sekstet najadłby się do bólu.
po godzinnym leżakowaniu, już we trójkę, bo biedna m musiała do arbeitu, pomaszerowaliśmy na koncert ciesząc się jak dzieci wiosennym słońcem.
na placu zamkowym dopadł mnie przepraszający telefon b, biedaczek rozmawiał ze mną śpiąc i zaproszenie na obiad potraktował jako kolejny zakręt sennej fabuły, dopiero wiadomość na gg uświadomiła mu, że to działo się na serio :)
co do a zaś, no cóż, jeśli znajdzie dobre wytłumaczenie, kto wie, może kiedyś coś jeszcze dla niego ugotuję...
Autor:
magdandena
o
21:44:00
0
komentarze
sobota, 29 marca 2008
dla k
czyli kanapka z człowiekiem.
...masło świetne, chleb wspaniały
człowiek z lekka był zgorzkniały*
*jacek kaczmarski, kanapka z człowiekiem (linke), program muzeum
Autor:
magdandena
o
21:03:00
0
komentarze
piątek, 28 marca 2008
epileptyka zgubiłam
w tym zamieszaniu...
słuchałam joy division od zarania dziejów, z przyjemnością dużą, unknown pleasures wygrało nawet w konkursie na najlepszą płytę do całkowania rok temu.
ale nigdy nie zajmowała mnie biografia panów, oczywiście wiedziałam co stało się z curtisem, lecz nie drążyłam tematu. żadnego zdjęć oglądania, myślenia jak wyglądali na scenie itp., po prostu słuchałam, czasem często nawet.
nie wiem czego spodziewałam się po control teraz trawię, na pewno dobre zdjęcia, dużo smutku, papierosów, ale czy będę słuchała inaczej? chyba nie...
ciekawe, czy l pójdzie drugi raz, przecież obiecał m? zupełnie niechcący zmieszałam mu trochę, bo nie wiedzieć czemu zrozumiał, że mamy iść tylko we dwoje i że z m to ja nie chcę. cóż, może tak już jest, kiedy ma się 15 lat młodszą pannę i nie do końca wie czego chce, ale to zdecydowanie nie mój ból...
Autor:
magdandena
o
12:30:00
0
komentarze
a gdyby tak bilokacja?
czas przyspieszył nagle i niespodziewanie. zdecydowanie powinnam się rozdwoić. ale nie umiem (jeszcze!)
więc nie pójdę z dużym na psychocukier (pierwszą myślą było, że dam radę), jednak skupię się na celebracji tego, że właśnie dzisiaj 3 x 28, cóż za zbieg okoliczności - 28-go, roku 2(00)8 s kończy 28 lat!!!
108 lat miła pani!
to może ja prezent zapakuję??
Autor:
magdandena
o
11:50:00
0
komentarze
na dobranoc
blixa bargeld & consortes
Die Befindlichkeit des Landes
wolę wersję z "silence is sexy" ale nie chce mi się wrzucać, więc proszę, jest to co jest...
a jeśli komuś mało, zostaje jeszcze ostatnia płyta i np. nagorny karabach
dobranoc...
Autor:
magdandena
o
01:54:00
0
komentarze
kocham ją miłością pierwszą i czystą
i rozmowy o duchamp'ie i sztuce w ogóle.
zupełnie spontanicznie dokonałyśmy dzisiaj analizy relacji damsko-męskich oraz analizy percepcji sztuki jako takiej...
i fajne to było okropecznie, bo ogromnie lubię to świerzbienie gdzieś w umyśle, kiedy tak sobie o tym gadamy. i ten miks punktów widzenia, kiedy spotykają się artysta, historyk sztuki i odbiorca...
nie da się ukryć, że rozmowy o sztuce (i nie tylko) sponsorowała destylarnia Altia Corp. z Helsinek oraz producenci tabasco, sosu worcestershire i duuuuużo soku pomidorowego :)
Autor:
magdandena
o
01:00:00
0
komentarze
czwartek, 27 marca 2008
nowa świecka choinka
czyli mam w kątku gniazdo żmij (elektrycznych).
z powodu rozwodu z monopolistą weszłam w posiadanie małego, wdzięcznego pudełeczka. poręczne ono i niewinne, zielonymi ślepkami błyska, ale nie da się ukryć, że to już trzecia taka błyskotka w tym kącie.
oczywiście trzeba toto wpiąć pękiem elektrycznych ogonków w miejsca przeróżne. przy okazji wyszło, że aby poprzypinać wszystko, co chciałabym mieć w tym miejscu brakuje co najmniej dwóch dodatkowych gniazdek.
i przerażenie mnie zdjęło, bo kąt już migoce jak choinka, wyciągnięcie właściwej wtyczki z kłębowiska kabelków różnej maści ćwiczy uważność i cierpliwość, a co będzie gdy dojdą kolejne?
Autor:
magdandena
o
09:11:00
0
komentarze
środa, 26 marca 2008
trawestując immanuela
czyli tęsknię za wiosną.
i za podkoszulkiem, na którym królik obwieszcza wszem i wobec, że
niebo gwiaździste nade mną, chęć na marchewkę we mnie
do młodej marchewki ckni mi się również...
Autor:
magdandena
o
12:20:00
0
komentarze
poniedziałek, 24 marca 2008
czekając na jedenaście
coraz bardziej już niecierpliwie.
– Wprawdzie mówiłam, że nie wrócę na noc, ale to wcale nie znaczy, że musisz mi od razu brukać łóżko, siostrzyczko. Naturalnie pobrudziliście mi pościel? – ciągnęła zimno Marlena.
– Nie, chyba nie – odpowiedziała Greta i zaczęła nerwowo przyglądać się prześcieradłu.
– To nie ja, to on – wskazała z przerażeniem miejsce, gdzie nic specjalnego nie było, ale co do którego jakieś tam drobne podejrzenia można od biedy byłoby żywić.
– Maryjo… – uniosła ręce ku sufitowi Marlena.
– Jezusie… – pomyślał całkowicie zeszmacony Mężczyzna Incognito.
– Jak ty to w ogóle zrobiłaś, siostrzyczko? Jak i kiedy on tu wszedł?
Usiłowała się stawiać:
– Nie twoja sprawa.
– Mój pokój. Moje łóżko. Moja pościel. Moja naiwna siostra. Moja sprawa.
– Bo to niesprawiedliwe. My nie mieliśmy gdzie. On mieszka z dwojgiem starszych państwa i podstawową komórką społeczną. Wy wszystkie jakoś sobie radzicie.
– Bo trzeba wybierać właściwych mężczyzn. Albo z mieszkaniem, albo z samochodem, albo żeby przynajmniej mieszkał w domu z windą.*
dużo radości mam z tej lektury...
* Marianna G. Świeduchowska, Katecheci i frustraci, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, str. 229
Autor:
magdandena
o
15:57:00
0
komentarze
jak nie przejeść się w święta
czyli nie ma to jak dobrze dobrana lektura.
od dawna podejrzewałam, że stamtąd nie ma powrotu. wierzę declerck'owi, gdy pisze, że reintegracja to poroniony pomysł. że trudno reintegrować kogoś, kto wcześniej z trudem utrzymywał się na krawędzi społeczeństwa.
porozsypywane klocki myśli, podskórne przekonanie, że jedyne rozwiązanie to łagodna wyrozumiałość, nie będę ich układać, niech leżą.
brak tylko jednego słowa - pinard nie padło na żadnej z ponad pięciuset stron, zapytałabym pana r co o tym sądzi, ale jak zapytać kogoś, kogo nie ma?
czytam, czuję, przeżywam. nie, nie da się jednocześnie opychać keksem...
Patrick Declerck "Rozbitkowie. Rzecz o paryskich kloszardach", przeł. Anna Głowacka i Jarosław Kaczmarek, Warszawa, Muza
Autor:
magdandena
o
11:29:00
0
komentarze
sobota, 22 marca 2008
świat zewnętrzny
wypucowali samochody, namalowali jaja, paradują dumnie dzierżąc koszyczki, życzą świąt, pytają czy już poświęcone.
przemykam pomiędzy nimi, czapka na oczach, ja tylko po gazetę, bolą mnie plecy, dajcie mi spokój...
w domu nie lepiej, futrzasty wypłosz z atakiem histerii, pewnie antycypuje porzucenie. telefon przewierca mózg, żąda natychmiastowego ogarnięcia się i przepisu na ciasto marchewkowe z netu. nie, nie wzięłam lapa, przepisz i przywieź, a w ogóle to czemu jeszcze cię tu nie ma?
rozważam odcięcie łączności, plecy bolą nadal, kurtyna opada...
Autor:
magdandena
o
13:27:00
0
komentarze
piątek, 21 marca 2008
wiosna przylatuje w różowych klapkach
czyli ona potrafi człowieka zaskoczyć...
znowu nie znalazłam wjazdu na parking na okęciu (no dobra nie przyłożyłam się specjalnie) za to parkując metodą "przez lejek" poczułam się jak w paryżewie - facet, który chciał tam wjechać po mnie wytrzeszczył tylko oczy i zrezygnował.
siedzę, czytam gazetę, dookoła kłębi się tłum. uff, wreszcie wylądowała.
dzwonię żeby wiedziała, że jestem, czort wie ile czasu zajmie znalezienie walizki, a nie chce mi się wytrzeszczać przy wyjściu.
masz może dla mnie buty? pierwsze pytanie d zwala mnie z nóg, no tak, w delhi wywaliła te w których poleciała, dobrze, że nie pada śnieg tak jak wczoraj - fajnie by wyglądała mknąc przezeń w takich klapersach
chichocząc mkniemy do chatynki, patroszenie walizki, prezenty, po łyku buthańskiej brandy (d na żołądek, ja dla towarzystwa :)
i pędem zamówić biusthalter do pani hani, którą jak się okazało, znają nawet w azji!
a potem gnamy na dworzec, d co i raz wykrzykuje jak tu czysto! wprawiając w osłupienie mijających nas podróżnych. trudno im zrozumieć entuzjazm wywołany m.in. brakiem krów na peronie.
4 godziny snu + tak intensywne wrażenia robią swoje - wracam i odcina mi zasilanie...
Autor:
magdandena
o
23:43:00
1 komentarze
czwartek, 20 marca 2008
z zetorem w łóżku
czyli s przybywa z odsieczą.
nie da się ukryć, sklęsłam wczoraj emocjonalnie. i to na tyle poważnie, że zawezwałam s na ratunek. odginała mnie dzielnie do wczesnych godzin porannych, gdzieś między świtem astronomicznym, a żeglarskim.
kiedy w końcu udałyśmy się spać, morświn zajął pozycję strategiczną, tzn. czerwoną poduszkę i się zaczęło. nie wiem jakim cudem podzespół mruczący tego kota przeszedł kontrolę techniczną, przecież są chyba jakieś normy hałasu, a on przekracza je zdecydowanie!
ciekawe co śniło się s, może baza transportowa zimą, kiedy nie gasi się silników, żeby nie zamarzły?
nie, właśnie przecknęła się i popatrzywszy z wyrzutem na źródło dźwięku wymamrotała z kombajnem na głowie...
rano zadowolony z siebie futrzasty wyglądał tak
po prawej śniąca kombajny s, po lewej dopiero co opuszczone misie gumowe
Autor:
magdandena
o
12:51:00
0
komentarze
środa, 19 marca 2008
próbuję okiełznać wyrocznię
czyli mentalna blondynka kontra pytia.
zachciało mi się interfejsu jak w szkole no i mam. kłopot oczywiście, bo od jakiegoś czasu, bezskutecznie niestety, próbuję zainstalować na qrczaku wynalazek szatana jakim jest sql*plus.
faqi oraclowe bredzą jak oczadziała wyrocznia delfijska, albo ja pojąć ich światłych wskazówek nie jestem w stanie.
nic to, może w, czyli ten_który_potrafi_zainstalować_wszystko pokona opór materii i oświeci mnie, jak mam to zrobić...
Autor:
magdandena
o
16:20:00
0
komentarze
jakoś tak
kleyffowo się dzisiaj czuję...
Przychodzą do mnie różni ludzie
i patrzą tak jak na raroga.
...
z pretensją w głosie, z wymaganiem,
proszą o jasne wyjaśnienie
...
To prawda wiary mi dziś brak
w niezbędność kompromisów pewnych,
lecz każdy z nich jest taki względny
i w końcu to jest problem wasz...*
* j.kleyff, źródło, wolę stare wykonanie, ale nie widzę go w sieci, a wrzucać mi się dzisiaj nie chce, zdecydowanie
Autor:
magdandena
o
11:56:00
0
komentarze
wtorek, 18 marca 2008
na dobranoc
piosenka taka przyszła do mnie dzisiaj.
no cóż, zdecydowanie wolę wersję z unplugged. poza tym
...jestem
powątpiewaniem w sens
a może
formą ponad treść*...
*k. nosowska, a ty? nr 2 na hey mtv unplugged
Autor:
magdandena
o
23:15:00
0
komentarze
marzną mi końcówki
kolejny dzień mi marzną! ja protestuję stanowczo, tak nie można. wiem, że pomaga na to odrobina alkoholu, ale przecież nie będę codziennie przed snem waliła lufy!
to jest koszmar jakiś...
Autor:
magdandena
o
21:47:00
0
komentarze
cymkoty to dranie
finkoty z resztą też...
śnieg pada.
i to by było na tyle.
Autor:
magdandena
o
19:20:00
0
komentarze
poniedziałek, 17 marca 2008
zaczęło się
czyli świąteczny obłęd rozkręca się w najlepsze.
zakupy co prawda obyły się bez specjalnych trudności, ale już na stacji benzynowej jakiś nabuzowany osobnik próbował zrobić mi awanturę. próbował, bo nie ma to jak zamknięte sennheiser'y. pokazałam mu na migi, że wcale nie zamierzam ich zdjąć i pojechałam sobie, zapowietrzył się chyba nieco.
już na następnych światłach krasnoludek o wdzięcznym imieniu shuffle, który gania po karcie pamięci, wyczuł sprawę i puścił i don't like mondays, śpiewała tori, ale jeśli ktoś sobie życzy, zawsze może posłuchać oryginału sir roberta
Autor:
magdandena
o
16:44:00
0
komentarze
niedziela, 16 marca 2008
suszonych pomidorów brak
donosi mały m z madery. ale za to są świeże, chociaż ona wybrzydza, że woli nasze sierpniowo-wrześniowe.
a ja ledwie żywa zwalczam lodowatość stóp bursztynem krymu - leżakowanym 3 lata w dębowych beczkach. bo madery w chatynce chwilowo brak :)
Autor:
magdandena
o
22:45:00
0
komentarze
jednak trochę mnie sfilcowało
miało być inaczej. a może jednak spodziewałam się tego jakoś podskórnie? nie wiem, nie zastanawiam się nad tym. próbuję jakoś dożyć do jutra.
może gdybym nie przeczytała listu?
to był katalizator. coś znowu pękło w środku. nie wiem dlaczego. wcześniej tak nie było. 16 marca mijał gdzieś niepostrzeżenie. a tu nagle jakieś dziwne mentalne skurcze przepowiadające od prawie tygodnia.
a dzisiaj ten list. i łzy gdzieś w ściśniętym gardle.
i tylko nie wiem czy dlatego, że równo 30 lat temu porwano aldo moro (dopiero niedawno zrozumiałam dlaczego tak dobrze pamiętam ten fakt...), a pewien samolot pasażerski nie doleciał do celu zabierając kogoś na zawsze i bez pożegnania?
czy dlatego, że ponad dwa lata temu utknęłam w korku i nie zdążyłam pożegnać kogoś innego?
Autor:
magdandena
o
00:37:00
0
komentarze
piątek, 14 marca 2008
na dobranoc
dzisiaj apteka, tak mi się jakoś przypomniała.
zanim zaśniesz pomyśl o tym, że kiedy nas nie będzie, wszystko zniknie jak we śnie...
Autor:
magdandena
o
01:32:00
0
komentarze
czwartek, 13 marca 2008
zdziwiłam się
czyli masłowska w teatrze jest zdecydowanie bardziej strawna niż w druku.
tak, dobrnęłam do końca wojny (albo prawie, już nie pamiętam), ale dopiero przy drugim podejściu - wcześniej żułam i plułam, a pawia nie strawiłam w ogóle.
nie żeby to była jakaś sztuka wielce górnolotna, ale naprawdę nie było źle...
a mistrz, nie da się ukryć, mistrz spuchł, utył i posiwiał...
Autor:
magdandena
o
23:17:00
0
komentarze
środa, 12 marca 2008
miało być o tym
jak to zainaugurowałam sezon basenowy, że miło było i na tyle luźno, że nawet pół godziny pływałam na plecach, co mi sie praktycznie nie zdarza i o tym jak to wreszcie rozdziewiczyłam swój cyberkosmiczny ultralekki ręcznik dr bacty.
ale guzik, cały loozik szlag trafił, kiedy przeczytałam pismo od monopolisty o takim oto temacie: wycofanie rezygnacji z usług... a w nim jakiś pi... dyrektor napisał do mnie dziękujemy, że zdecydowali się państwo pozostać w gronie naszych klientów
z resztą 7 marca napisał, czyli dwa dni po telefonie z którego niezbicie wynikało, że nie zmieniłam zdania i rozstaję się z nimi definitywnie...
Autor:
magdandena
o
19:11:00
0
komentarze
wtorek muzyczny
czyli rano odkryłam na stojaku niejakiego amona tobin'a blade mam pojęcie skąd się tam wziął, ale już wiem, że jeszcze nie raz posłucham płyty permutation.
wieczorem też było miło, udałyśmy się z cz posłuchać dwóch pań. pani pierwsza dała całkiem miły koncercik, nawet po polsku trochę było ku uciesze gawiedzi, a potem się zaczęło..
uczciwy kawałek muzyki, trochę tylko na koniec siadło nagłośnienie, cz zaś zapadła na basistę, mam nadzieję że jej przejdzie :)
ale szczęśliwa była niemożebnie, bo przecież kasia to zdecydowanie jej ulubiona polska wokalistka...
Autor:
magdandena
o
00:21:00
0
komentarze
wtorek, 11 marca 2008
pitolenia ciąg dalszy
czyli nie jest aż tak źle :)
zrobiłam wstępne szacunki i wychodzi na to, że szanowny skarb państwa jest mi krewny wagon pieniędzy! teraz muszę tylko zmotywować ostatniego kwitodawcę i gnam składać zeznanie, a potem zacieram chciwe łapki...
Autor:
magdandena
o
15:54:00
0
komentarze
ja pitolę
czyli chyba muszę wygrzebać te cholerne stosy papierzysk i zacząć wypełniać pita. cieszę się jak dziecko, zwłaszcza po upojnej godzinie spędzonej na poczcie, skąd wyrwałam aż trzy pitokwity.
miałam nadzieję, że to już ostatnie, ale nie, jeszcze jeden wisi, takie parszywe to życie freelancera...
Autor:
magdandena
o
14:16:00
0
komentarze
poniedziałek, 10 marca 2008
jej przenikliwość...
konwersuję wirtualnie z małym m, co to na maderze aktualnie wcina owoce filodendrona, marudzę jej odrobinę
ja: tylko mam problem, miałam się zakochać zimą, a tu tylko niecałe 2 tygodnie, a kandydata brak :(
ale nic to, poradzę sobie pewnie znowu...
chyba że przywieziecie jakiegoś z madery
m: coś ściemniasz z tym brakiem
filodendrona? bo innych brak, tylko niemieccy turyści, nieco starsi wiekiem - dodajmy
ja: właściwego!!
może bogaci? mam podobno tym razem wyjść za mąż dla pieniędzy...
m: byłaś u wróżki?
ja: nie, s tak twierdzi z cz razem...
że już było z miłości teraz dla kasy
m: to one Cię nie znają?!? nie zmusisz sie do tego
cholera, najgorsze, że ona ma rację...
Autor:
magdandena
o
21:54:00
0
komentarze
uzależniłam się
od grejpfrutów i wędzonej makreli, co to będzie, co to będzie?
a najgorsze, że te makrele jakieś takie rachityczne ostatnio, żeby wręcz nie rzec mikrele...
Autor:
magdandena
o
20:43:00
0
komentarze
apsik!
czyli wiosna przyszła już chyba, wnoszę ze znanych objawów - czyt. oczy cokolwiek królicze i to nieznośne wiercenie w nosie, że też zawsze o tym zapominam...
Autor:
magdandena
o
16:50:00
0
komentarze
niedziela, 9 marca 2008
prehistoric monster syndrome
czyli oni chyba jednak ciut przesadzili...
ale zdecydowanie potrzebuję czekolady
gorzkiej
dużo...
Autor:
magdandena
o
19:20:00
0
komentarze
jak to się mogło stać?
czyli do tej pory nie weszłam w posiadanie bromby po latach zdecydowanie potrzebuję jej.
bardzo
teraz
now...
Autor:
magdandena
o
16:12:00
0
komentarze
sobota, 8 marca 2008
telewizja pokazała
jakoby na manifie było ok. tysiąca osób, ciekawe, jak to policzono, zwłaszcza, że kiedy początek był już na rondzie dmowskiego, koniec jeszcze pod pałacem.
przypomniała mi się stara piosenka (nie mam pojęcia, kto to napisał, ale wiem, że śpiewaliśmy to z upodobaniem w ogólniaku)...Kosmaty syneczku, pan praszczur to tatuś
Praszczurka kłamała wybornie.
I zdziwił się praszczur, i zdumiał się praszczur,
że tak się fałszuje historię...
Autor:
magdandena
o
17:46:00
0
komentarze
nie spotkałam psa butelki
ale za to wiele innych osób i było naprawdę miło...
idąc tam odpaliłam losowe odtwarzanie i jaki kawałek usłyszałam jako pierwszy? tori wstrzeliła się idealnie, tekst cholernie apropos jak dla mnie...Man makes a gun
Man goes to war
Man can kill and man can drink
And man can take a whore
Kill all the blacks
Kill all the reds
If there's war between the sexes
Then there will be no people left*
*joe jackson, real men
Autor:
magdandena
o
16:40:00
0
komentarze
piątek, 7 marca 2008
czwartek, 6 marca 2008
mam haluny czy coś skrobie w drzwi
czyli jak uniknęłam interwencji towarzystwa opieki nad zwierzętami...
jest biały i gruby, ale czasem potrafi być zwinny, tak jak dzisiaj, zupełnie nie zauważyłam, że dał w długą, kiedy wchodziłam.
siedzę sobie i słucham wagla, a w tle coś skrobie, dobrze, że jednak zwlokłam się sprawdzić, to był on! drapał w drzwi, ale po drugiej stronie...
Autor:
magdandena
o
01:03:00
0
komentarze
tesco i apteki dla narkomanów
czyli mały m robi zakupy przedwyjazdowe.
żaliła się biedna wirtualnie
m: u mnie źle, bo muszę jeszcze pojechać do sklepu, a leń mnie dopadł...
ja: mogę ci jakoś pomóc??
m: chyba nie... chyba, że chcesz w nocy jeździć po tesco i aptekach dla narkomanów:(
ja: dla narkomanów??
m: no bo kto w nocy robi zakupy w aptece...?
ja: ty, ja, połowa populacji...
m: wszyscy to narkomani
albo narkoleptycy albo ich odwrotność:)
ja: jeśli będzie ci raźniej mogę wziąć udział w wycieczce :)
właśnie sie przecknęłam z ataku narkolepsji
odpaliłam szczęśliwą, pognałam na drugi koniec miasta i było ok, bo:
- udało się uratować najmniejszą m świata przed upiornym kocykiem w kolorze puder-róż
- przemknęłam po dwakroć przez most na wiśle, a miasto wyglądało bardzo inspirująco
- patrząc na stada tramwajów ściągające do zajezdni przypomniałam sobie starą, ukochaną płytę wagla i ...godzinę, kiedy rośnie trawa, a myśli się starzeją... chociaż to akurat było o piątej rano, a nie o kwadransie przed północą
- dotarło do mnie, po czym poznam, że się zestarzałam - to stanie się wtedy, kiedy przestanę mieć ochotę na takie spontaniczne wycieczki...
Autor:
magdandena
o
00:18:00
0
komentarze
środa, 5 marca 2008
zjawiska sejsmiczne obserwuję
czyli jak tak dalej pójdzie to powtórka z pinatubo grozi chatynce.
cz puszcza ze złości dym nosem (emocjonalny, emocjonalny), wkrótce zajrzeć ma f, jej notoryczny eks narzeczony, strach się bać, chyba zamknę się w sobie.
z wariantów z pełnymi drzwiami w grę wchodzą jedynie jej pokój i szafa, oba rozwiązania nie przemawiają do mnie specjalnie
Autor:
magdandena
o
15:52:00
0
komentarze
imperium kontratakuje
czyli monopolista nie poddaje się tak łatwo.
dzwoni, nagabuje, kusi ale nic z tego, klamka zapadła.
czeka mnie teraz wycieczka po voip-ową bramkę i trochę zabawy z konfiguracją pewnie, ale co tam. pomyślę o tym za jakiś czas, bo przecież wciąż jeszcze mam stary numer...
Autor:
magdandena
o
13:37:00
0
komentarze
skrzydła podcinam
b ma rację mówiąc, że jeśli już trzeba, to najlepiej uciąć kotu od razu cały ogon, a nie po plasterku, od razu mi ulżyło. nie wiem, czy można to samo powiedzieć o exposiadaczu ogona, który chyba nie spodziewał się takiego spraw obrotu.
podobno teraz to ma ochotę się schlać straszliwie, co tym bardziej utwierdza mnie w słuszności decyzji o amputacji...
Autor:
magdandena
o
10:07:00
0
komentarze
wtorek, 4 marca 2008
jakoś tak parszywie mi dzisiaj
jak ulał pasuje kolejne wcielenie grabaża, chyba to motto na najbliższy czas, powiedzmy do ochłonięcia
...To z całych sił tylko
Przeciąg trzaska złudzeniami
Nie fajnie jej z tym
nie pytaj czy jej fajnie
strachy na lachy, piła tango utwór 4
Autor:
magdandena
o
12:24:00
0
komentarze
poniedziałek, 3 marca 2008
myśląc o tym co ostatnio
i nie tylko.
dziękując aspołecznemu za kilka ciekawych obserwacji i inspirację (software'owy simlock jest naprawdę super określeniem) słucham cohena
biedny mały zamiatał mnie dzisiaj na szufelkę i to nie tylko emocjonalnie, przy okazji wyrzuciłyśmy agresywny róg obfitości, który znienacka napadał na tych co siedzieli przy stole.
potem totalny korek - a i owszem, rozważałyśmy porzucenie samochodu i udanie się dalej pieszo, kto wie, może czas byłby podobny. nawet frankovka modra przywleczona dopiero co przez dużego nie poprawiła nam przesadnie humoru. może ja jednak wyemigruję, przynajmniej wewnętrznie...
Autor:
magdandena
o
23:36:00
0
komentarze
kolacja czy śniadanie
sama już nie wiem...
i nie jest to niestety jedyna taka rzecz. duży powiedziałby nie trzymasz afektu, ale okazuje się, że jednak wciąż zdarza mi się płakać w pewnych momentach.
a jutro/dzisiaj najchętniej zahibernowałabym się, a przynajmniej wyłączyła część mózgu, no cóż, może po prostu sprzątnę?
Autor:
magdandena
o
05:19:00
0
komentarze
sobota, 1 marca 2008
emma
cóż, jeśli mam być szczera, wolę starą szczurzycę z lata muminków, pani bovary też ujdzie (no dobra, czytałam to dwadzieścia lat temu, pamiętam mgliście, że nawet mi sie podobało).
ale guzik, ta emma wieje i deszczy, ja się tak nie bawię.
zwłaszcza pomysły na to by nie parkować pod drzewami - serdecznie zapraszam na parking pod chatynką, owszem są miejsca różne, ale niestety głównie zajęte, więc trudno wybierać...
Autor:
magdandena
o
22:09:00
0
komentarze
