czyli masłowska w teatrze jest zdecydowanie bardziej strawna niż w druku.
tak, dobrnęłam do końca wojny (albo prawie, już nie pamiętam), ale dopiero przy drugim podejściu - wcześniej żułam i plułam, a pawia nie strawiłam w ogóle.
nie żeby to była jakaś sztuka wielce górnolotna, ale naprawdę nie było źle...
a mistrz, nie da się ukryć, mistrz spuchł, utył i posiwiał...
czwartek, 13 marca 2008
zdziwiłam się
Autor:
magdandena
o
23:17:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz