b ma rację mówiąc, że jeśli już trzeba, to najlepiej uciąć kotu od razu cały ogon, a nie po plasterku, od razu mi ulżyło. nie wiem, czy można to samo powiedzieć o exposiadaczu ogona, który chyba nie spodziewał się takiego spraw obrotu.
podobno teraz to ma ochotę się schlać straszliwie, co tym bardziej utwierdza mnie w słuszności decyzji o amputacji...
środa, 5 marca 2008
skrzydła podcinam
Autor:
magdandena
o
10:07:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz