wypucowali samochody, namalowali jaja, paradują dumnie dzierżąc koszyczki, życzą świąt, pytają czy już poświęcone.
przemykam pomiędzy nimi, czapka na oczach, ja tylko po gazetę, bolą mnie plecy, dajcie mi spokój...
w domu nie lepiej, futrzasty wypłosz z atakiem histerii, pewnie antycypuje porzucenie. telefon przewierca mózg, żąda natychmiastowego ogarnięcia się i przepisu na ciasto marchewkowe z netu. nie, nie wzięłam lapa, przepisz i przywieź, a w ogóle to czemu jeszcze cię tu nie ma?
rozważam odcięcie łączności, plecy bolą nadal, kurtyna opada...
sobota, 22 marca 2008
świat zewnętrzny
Autor:
magdandena
o
13:27:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz