poniedziałek, 17 marca 2008

zaczęło się

czyli świąteczny obłęd rozkręca się w najlepsze.
zakupy co prawda obyły się bez specjalnych trudności, ale już na stacji benzynowej jakiś nabuzowany osobnik próbował zrobić mi awanturę. próbował, bo nie ma to jak zamknięte sennheiser'y. pokazałam mu na migi, że wcale nie zamierzam ich zdjąć i pojechałam sobie, zapowietrzył się chyba nieco.
już na następnych światłach krasnoludek o wdzięcznym imieniu shuffle, który gania po karcie pamięci, wyczuł sprawę i puścił i don't like mondays, śpiewała tori, ale jeśli ktoś sobie życzy, zawsze może posłuchać oryginału sir roberta

Brak komentarzy: