piątek, 30 maja 2008

na wiosnę kwiatki rosną

i kwitnie miesiąc maj...
tylko czemu tak swędzi piekielnie z okazji maja i czemu oczy królicze na maksa? to nie po krasnoludzku! jak mam podziwiać kwiatki kwitnące skoro ledwie co widzę? a opuchnięta trąba nie czuje prawie nic. do kogo mam zwrócić się z reklamacją, hę?

środa, 28 maja 2008

książki które gubię

rekordowe były na pewno listy z podróży przybory - jeśli dobrze pamiętam, kupiłam w sumie pięć egzemplarzy, no dobra, jeden lub dwa podarowałam komuś, na szczęście ostatni dzielnie trwa na półce.
kolejne pozycje - ex aequo tortilla flat steinbecka - trzy lub cztery sztuki, w tym jedna w oryginale - i jajko i ja betty macdonald. tu wspięłam sie na wyżyny - zgubiłam dwie własne i jedną podarowaną matce - a może matka zgubiła swoją sama? nie wiem, ale ani jajka ani tortilli nie ma z nami obecnie. co nie znaczy, że nie kupię następnych egzemplarzy, od czego jest allegro?

poniedziałek, 26 maja 2008

nerwica w granicach normy

czyli sesja zbliża się krokami wielkimi...
w przypomniał mi zabawną animację, na myśl o projektach, które czekają mnie w najbliższym czasie robi mi się coś podobnego jak eks-gąsiennicy na myśl o lataniu...

wtorek, 20 maja 2008

luźne skojarzenia

m pyta cokolwiek retorycznie, czy nie wiem aby przypadkiem czemu zofija* tupie dzisiaj tak potwornie.
a mnie przypomniało się
piłeś
nie jedź
nie piłeś
wypij
wars wita**


* kot zaiste zrównoważony i nobliwy
** wały jagiellońskie, etykieta zastępcza, strona b, utwór pierwszy

nowa sekta

czyli nieustraszona pożeraczka kieliszków.
mam poważne podejrzenia, że moja zmywarka oprócz działalności podstawowej składa również ofiary bliżej nieznanemu bóstwu. szkoda tylko, ze ten baal lubi wyłącznie kieliszki, co gorsza te ulubione, duże, do czerwonego wina. ale przecież nie będę zmywała ich w łapkach, chyba muszę się z tym po prostu pogodzić...

niedziela, 18 maja 2008

pokrywkowi skrytożercy

czyli robię porządek w lodówce.
ktoś, albo coś pożarło pokrywki od części plasticzanych pudełek, które namiętnie hoduję w szafce pod kuchennym zlewem. słówko hoduję mogłoby sugerować rozmnożenie, a tu klops, zamiast się mnożyć znikają, zwłaszcza te w ulubionym rozmiarze!
a ja przecież muszę pozamykać szczelnie połowę zawartości lodówki, bo urodzinowy tort cz, póki co jeszcze in spe, musi stać do jutra w lodówce właśnie, zaś bita śmietana o delikatnym czosnkowym aromacie to zdecydowanie nie jest to, co tygrysy lubią najbardziej...

środa, 14 maja 2008

wszystko zielone

szparagi, guacamole, ogórki w tzatzikach, zielone łodygi żółtych tulipanów...
tylko tak jakoś mało wesoło mi dzisiaj mimo tej zieloności. może skazany na bluesa tak przekłuł wesoły zielony balonik? a może wspomnienie taktownego umierania brzechwy tak mnie sklęsło?

...Wiosna to co innego! Nie ma lepszej pory,
Aby umarł taktownie człowiek ciężko chory.
Na cmentarzu wesoło zielenią się drzewa,
Żałoba na wiosennym wietrze się rozwiewa,
I śmierć zda się błahostką, gdy wiosna upaja...
Postaram się pociągnąć do połowy maja.

nie będę się dłużej zastanawiać, szkoda czasu, czeka na mnie prywatne życie pięknej heleny...

wtorek, 13 maja 2008

ostry przedmiot pożądania

czyli diaksa chcę.
bo ekspralka już pod drzwiami, a w kątku sterczy kilka takich fragmentów co to je ziuuu, ziuuu trzeba. wiem, że eksmisja starej przed przybyciem nowej była posunięciem ryzykownym, ale dzięki temu wreszcie można dostać się do kąta, teraz tylko upojna chwilka z diaksem i gotowe!
nie, nie upieram się, że zrobię to sama, interesuje mnie rezultat, szybko...

dychotomia

czyli tęskniąc za ms hyde.
użerając się z rzeczywistością pomyślałam, że mógłby mnie ktoś porozpieszczać.
nie, żeby od razu nosić na rękach, choć rozmiarowo jest to jak najbardziej wykonalne, ale tak chociaż trochę.
tylko, że do tego trzeba być chyba bezradną kobietką, a to trudno pogodzić z faktem, że zamiast puderniczki noszę w torebce szwajcarski scyzoryk i jako mała dziewczynka bałwochwalczo wielbiłam adama słodowego...

poniedziałek, 12 maja 2008

ostatnie podrygi konającej ostrygi

czyli decyzje zostały podjęte i jak dobrze pójdzie, to jeszcze w tym tygodniu zrobię pranie w czymś, co nie będzie przypominało lądującego helikoptera.
ale dzisiaj jeszcze słyszała nas cała okolica, a odpalając piekielną machinę nuciłam pod nosem stary kawałek lombardu
to chyba nasz ostatni taniec...

niedziela, 11 maja 2008

piosenka na dobranoc

czyli peterburg
dzisiejsza wersja na żywo podobała mi się bardziej, zwłaszcza, że nohavica zaśpiewał polski tekst, a
...nad szklanką wódki
majstruję przy giwerze.
gawron usiadł
na dachu w petersburgu.
niech to wszystko szlag!...*

brzmi lepiej niż
...nad sklenkou vodky hraju si s revolverem
havran usedá na střechy petěrburgu
čert aby to spral...

* przekład tolo muracki
nohavica, kapela i goście, filharmonia narodowa w warszawie

to była powódź nieduża

czyli proces decyzyjny czas zacząć.
chatynkowa pralka od jakiegoś czasu popłakiwała sobie w kąciku, nie da się ukryć, moja doń niechęć mogła być przyczyną depresji.
ale ostatnio trochę przesadziła, nie dość, że próbowała kilka razy uciec z łazienki, to jeszcze dokumentnie zalewa łzami podłogę. nawet cz, pomna mego zrzędzenia na temat stanu finansów poczuła grozę sytuacji, bo po powrocie do domu znalazłam taką oto kartkę:

a najgorsza w tym wszystkim wcale nie jest konieczność uruchomienia rezerw budżetowych, tylko wybranie spośród powodzi marek i modeli, a potem zorganizowanie płynnej zamiany, co wcale nie będzie takie proste, bo trzeba wcześniej wyciąć kilka drobiazgów, żeby zmieściła się taka otwierana z boku, bo to właśnie przez ładowanie od góry nabawiłam się niechęci do pralki obecnej...

piątek, 9 maja 2008

dylemat

czyli s zastanawia się jak i gdzie spędzić wakacje.
może łódki, może madera, a może zupełnie co innego?
- nie chcę z nimi na łódki, wcale nie podobają mi się hotele, najchętniej kupiłabym bilety na samolot i poleciała dokądkolwiek, a na miejscu zastanawiałabym się co dalej.
- to zupełnie jak pan r i ja, po prostu najchętniej pojechałabyś na wakacje z nami.
- eee, z panem r tak, ale z tobą to nie, w pierwszym rowie wlazłabyś w coś i dostała pokrzywki, a poza tym jesteś marudna
- taaa, a pan r martwy, to też na m...

czwartek, 8 maja 2008

zbiegi z okoliczności

czyli mały m wyciąga wnioski.
najmniejsza m świata zaczęła gadać, widziałam na własne oczy, a raczej słyszałam własnymi uszy. da da da, ga ga ga, od poniedziałku nadaje jak nakręcona.
mały m zauważyła radośnie, że może mieć to coś wspólnego z faktem, że spędziła majówkę w moim towarzystwie, ciekawa zaiste koncepcja...

środa, 7 maja 2008

nareszcie

czyli uwaga! uwaga! zaczęły się szparagi!
i tak to zamiast nóżek pożarliśmy cztery pęczki szparagów i jak zwykle michę sałaty, a nóżki poszły, czyt. zostały zapakowane na wynos...
no cóż,
don't you see life's a dream coming true now*
* t.time, smolik i novika

wtorek, 6 maja 2008

nóżki

czyli jej przenikliwość mały m :)
zapytana przez praem o moje preferencje obiadowe w kontekście planowania cóż też będziemy jedli w czasie ostatniego wyjazdu, mały m wypaliła bez zastanowienia
już wiosna, mięso będzie jadła!
i coś w tym chyba jest, bo faktycznie wraz z nastaniem wiosny budzi się we mnie potwór-mięsożerca i łaknie marynowanej karkówki i innych przyjemności.
przez cały weekend chodziły za mną nóżki w galarecie, a teraz niecierpliwie czekam, aż się zsiądą.
na jutro zapowiedziano już zlot nóżkożerców, w chatynce oczywiście...

niedziela, 4 maja 2008

dynie zostały zasiane

czyli jednak udało się dużemu i małemu m przechytrzyć wodę z nieba płynącą i słuszny zagonek skopano jak trzeba, więc jeśli nie stanie się jakaś plaga, będzie z czego robić jesienne zupy antydepresyjne.
dożyjemy, zobaczymy...
czekając na zbiory można słuchać np o hydropiekłowstąpieniu, miłego odbioru życzę