środa, 30 lipca 2008

dobry admin to tłusty admin

czyli dążę do ideału...
nie da się ukryć, bardziej jestem ostatnio w pełni niż w nowiu, na dodatek użyszkodnicy robią co mogą (hmmm, pochłonąć te jeżyki, co je wczoraj dostałam, czy poczekać?).
sama minimalizuję wydatki energetyczne jak tylko się da, choć czasem trzeba się jednak ruszyć, bo przez net nijak nie da się wyrozumieć.
pójdę chyba na wycieczkę do plusa*, bo kusi mnie rzucenie starego operatora, lecz na stronie zapętliłam się totalnie. pokonana zostałam przez meandry umowy minutowej**, a przecież nie jestem masą ciemną i nawet samochód ubezpieczam via net, zza biurka nie wypełzając nawet!
naprawdę zwariować można od porównywania ofert telecomów, jeszcze trochę i odwiozą mnie w plecionce na pankrac...

* na ideę obraziłam się wieki temu i niech tak zostanie, przynajmniej jeden żłób do wyboru mniej...
** o ja gooopia, regulaminy czytam, a tam jakieś taryfy kubali się krzyżują z minutami, bosh, kto to jest kubala ja sie pytam??

wtorek, 29 lipca 2008

remanent

czyli zdjęcia w telefonie przeglądam...
i wraca pytanie (wciąż bez odpowiedzi niestety) - czy parkując motocykl trzeba kupić bilecik? a jeśli tak to gdzie go wetknąć?

poniedziałek, 28 lipca 2008

wróciłam

i co z tego?
spać chce mi się wciąż, pracować ani trochę za to...
najgorsze, że czeka mnie spręż w piątek, a tu najchętniej zagrzebałabym się w misie gumowe, powiedzmy z akuninem (tak, tak, z miał rację czyta się to lekko, łatwo i nawet przyjemnie, łyknęłam ostatnio trzech erastów bez wewnętrznego fuj).
a propos zagrzebywania się, cymkot jest absolutnie bezbłędny, ostatnio udawał, że jest mną, nawet pod kołderkę się wpasował :)

środa, 16 lipca 2008

mam wiadro pełne szczęścia

czyli kolorowej mozaiki, z której ułożę pewnie blat w łazience.
wszyscy pukają się w czoło, że niby taka mrówcza robota, ale ja cieszę się jak dziecko i najchętniej zaczęłabym już teraz.
ale nie zacznę, bo przecież muszę sie spakować - jutro rano śmigamy przecież do q....

poniedziałek, 14 lipca 2008

duże ufff

czyli oddałam indeks i ostatnią xsiążkę zaległą i niniejszym rozpoczęłam wakacje.
wesoło rozpoczęłam, bo od formatu dysku w qrczaku (och, jaki piękny żółty paseczek na niebieski tle, no i ten opis - instalator kopiuje pliki...), ale nie było to nic nagłego, o nie, qurczak miał to obiecane już od dawna i wreszcie sie stał, hihihi.
a jak dobrze pójdzie, to również stanie się nowy blat pod umywalkę w łazience, bo sz udało się namierzyć wiadro z mozaiką, radość duża...

czwartek, 10 lipca 2008

władca zaworów

czyli nie piszę, bo sił mi brak
a czemu?
bo:
niewyspanam chronicznie
odbija mi się wciąż kawałkami wiedzy niestrawionej (i niestrawnej niestety...)
p zalepia dziurę w łazience, a złośliwi zakręcacze zakręcają wtedy wodę wszędzie więc się kurzy i jest błeee, że o sprzątnięciu potem nie wspomnę, a brudnemi łapkami w qrczaka klepac nie będę
i jeszcze na dodatek wymyśliłam sobie wycięcie kaloryfera w kuchni, a to okazuje się byc droga przez mękę i to kosztowna.
więc nie piszę, żeby nie było, że zrzędzę...