sobota, 2 października 2010

projektowania strony skutki uboczne

czyli brak cienia jest dowodem nieistnienia...

p.s. wyszłam za mąż, tym razem nie wrócę...

piątek, 2 kwietnia 2010

próba generalna

czyli może go jednak uduszę...
ok 5 nad ranem (czasu letniego, a jakże, czyli w okolicach mojej ulubionej 4 czasu dopiero co przestawionego) cymkot zapragnął się napić.
nie, nie, wyjście z łóżka absolutnie nie wchodziło w grę, jeszcze chytrzy państwo mogliby zająć jego połowę! ale od czego jest kubek z wodą na parapecie?
niestety, sierściuch stary i zaburzenia motoryki miewa często, a już szczególnie zaspany, obudził mnie więc solidny dyngus i unoszące się w powietrzu śmiertelne przerażenie futrzastego.
dzielnie próbowałam spać dalej, ale nijak się nie dało - z jednej strony zimna mokra plama, z drugiej co chwila popiskujący telefon, jaki pech - akurat zdycha i może ktoś by jednak wstał i odłożył go na bazę.
wytrzymałam góra kwadrans, pranie zdjęłam zdecydowanie przed wschodem słońca, przed jękołą łażącą za mną krok w krok zwiałam do wanny, a o 7 byłam już po śniadaniu.
w związku z powyższym uprzejmie proszę, żeby w poniedziałek mi odpuścić, żadną wodą nie polewać i po prostu pozwolić się wyspać.
howgh!

czwartek, 21 stycznia 2010

jak nas widzą

czyli o zmianach.
nie zająknęła się ani słowem, choć rozmawiałyśmy kilka razy.
a c się nie dziwi, wcale a wcale.
dałyście jej nieźle popalić, więc teraz woli się nie wychylać. z resztą jesteście zdolne do wszystkiego, nie sądzę, żeby była bardzo zaskoczona, jeśli któraś z was stanęłaby w drzwiach z siedmiogłowym smokiem i oświadczyła:
cztery pierwsze głowy to zięć, a pozostałe - bliska rodzina.

no cóż, grunt to dobry pr...