czyli kto nie odkręci? ja nie odkręcę?
jedziemy sobie po południu z s, jej szczęśliwą, s narzeka, że dziwnie mruga jej kontrolka ładowania, do tego radio ma coś na kształt czkawki.
cóż to być może? zachodzi w głowę s szamocząc się z radiem.
jak na mój gust nie ładuje ci alternator, pewnie pasek trzeba naciągnąć
ale ja mam łańcuszek podobno
hmm, dziwne, nie żebym się znała na bebechach szczęśliwej, ale pierwsze słyszę o łańcuszku, zawsze był pasek klinowy
może chodziło o rozrząd? tam zdecydowanie lokalizowałabym łańcuchy i łańcuszki
s oponuje zawzięcie
to w takim razie naciągnąć łańcuszek, bo ewidentnie nie ładuje
dotaczamy się do chatynki, s prosi, żebym zerknęła jak światła - pokazuję jej na migi, że ledwie ćmią, parkuje nieco krzywo, ale poprawić się nie da, bo szczęśliwa zdycha kompletnie.
swoją drogą miło z jej strony, że teraz, a nie na przykład w korku na żwirkach.
idę po rozum do głowy i proponuję s zamianę akumulatorów - w sumie moja potrzebna mi będzie naprawdę dopiero w sobotę rano, do tego czasu s powinna naciągnąć wszystko co się da u dowolnego elektryka i naładować oba akumulatory.
i tu zaczynają się schody, nie pamiętam kiedy ostatnio odkręcałam swój, więc jutro na pewno będę miała zakwasy, bo wisząc w wyjątkowo mało wygodnej pozycji szarpałam się z dwiema zardzewiałymi śrubami, które na dodatek dawało się jednorazowo odkręcić o max 1/6 obrotu (cóż, zaparkowałam pod samym parkanem, bo tylko tam było miejsce, nie przewidziałam, że przyjdzie mi rozpłaszczać się przy nim w zwisie, a ciut porządniejsze klucze nasadkowe szlag mi trafił wraz z ostatnim po narzeczonego).
na szczęście udało się odkręcić - nie powiem, cieszyłam się, że tylko myślałam o zrobieniu sobie wczoraj manicure - po operacji odkręcania, wyszarpywania z trzewi i wkręcania z powrotem miałam łapki jak rasowy mechanik samochodowy, caluśkie czarne.
do chatynki wróciłam z mocnym postanowieniem położenia się do łóżka i nie ruszania do końca tygodnia, bo to chyba najrozsądniejsze co mogłabym zrobić, biorąc pod uwagę fakt, że wczoraj również dotarłam do domu cała utytłana i z poobijanymi kolanami.
a to i tak był mały pikuś w porównaniu z tym, co mogłabym sobie uszkodzić gdybym łapiąc wczoraj na ulicy zająca zamiast trzepnąć o chodnik czubkiem głowy zaryła weń na przykład nosem...
wtorek, 24 lutego 2009
oooparta kobieta
Autor:
magdandena
o
21:35:00
0
komentarze
wtorek, 17 lutego 2009
wisielcze poczucie humoru*
czyli wyimki z netowej konwersacji z osobistą siostrą
ja: idę do kuchni, bo zdechnę z głodu zaraz
s: to mogłoby być rozwiązanie;)
ja: maupa, męczyłabym się długo, mam full substancji zapasowych
s: hehe, no tak zapomniałam
* to u nas rodzinne...
Autor:
magdandena
o
13:29:00
0
komentarze
poniedziałek, 16 lutego 2009
piosenka na popołudnie
wieczór i parę innych okoliczności, dla przyjaciół, dla d, która przysyła mi walentynkę rozczulającą, dla mnie pod rozwagę też...
stary dobry idealista, john ono lennon, stand by me
Autor:
magdandena
o
16:54:00
0
komentarze
poniedziałek, 9 lutego 2009
zdjęcie archiwalne
czyli świat mnie czasem zaskakuje...
niedaleko chatynki widuję pojazd oprawcy, uśmiecham się na jego widok niezmiennie, nawet kiedyś zrobiłam pojazdowi zdjęcie, żeby pokazać s.
stąd wiem, że oprawca ma chyba słabość do kapeluszy - chyba, bo za przednią szybą majaczył taki fajny, czarny, ciut zakurzony chyba i chyba jeszcze jakiś - ale nie sprawdzałam dokładnie, bo się trochę wstydziłam...
Autor:
magdandena
o
09:03:00
0
komentarze