czyli technika może zdziałać cuda, a przynajmniej tak mi się wydaje.
w ciągu trzech lat wykonałam ten numer po raz drugi, tym razem odwrotnie, ale skutek jest dokładnie ten sam. wczoraj wieczorem, późnym bardzo zresztą bardzo* przestawiłam czas w telefonie**, ustawiłam budzik na makabryczną godzinę 7:20, poczytałam przed snem i zapadłam w niebyt.
nie przewidziałam jednego – mój genialny telefon nokia n-cośtam ma system operacyjny i wie lepiej która godzina kiedy być powinna, więc wygląda na to, że o 2:00 przestawił się również sam. a potem jak gdyby nigdy nic zawył o zadanej 7:20 czasu już sama nie wiem jakiego, że złe misie*** i po wymianie paru zwyczajowych uprzejmości (ja go pac w drzemkę, on za chwilę znowu swoje) wyczołgałam się z legowiska, dokonałam porannych ablucji i powlokłam szczęśliwą na zajęcia. już na parkingu czułam, że jest nie halo, dwa samochody na całą uczelnię o 8:10 to nie jest jednak typowe. w środku ochroniarz potwierdził me przypuszczenia – według nowego czasu była 7:10 i już za 10 minut powinnam rozpocząć przekomarzanie z misiami, a bodajby to...
wycieczkę poranną sponsorowała jedna z najlepszych polskich płyt lat osiemdziesiątych i nie tylko czyli john porter band i helicopters
* bo s właśnie skończyła była ostatnie dwadzieścia parę lat, a ja nie bacząc na obowiązki szkolne udałam się uczestniczyć w obchodach. wróciłam więc w okolicach północy czasu ówczesnego, obżarta sushi i trzeźwa jak świnia.
** swoją drogą ciekawe jaki odsetek populacji używa jeszcze budzików?
*** świetliki z kasią nosowską, budzą mnie od dłuższego czasu
niedziela, 29 marca 2009
tej nocy spałam duuuużo krócej
Autor:
magdandena
o
08:14:00
0
komentarze
piątek, 27 marca 2009
d martwi się o całość mych zmysłów
czyli saga rodu von trupków.
d cykl warsztatów jakowychś prowadzi w stolicy, więc ostatnio gości w chatynce regularnie co czwartek. wczoraj spotkałyśmy się po drodze, ja lekko telepana przez bliżej nieokreślone dreszcze - czort wie czy za sprawą javy, przedawkowania zielonej herbaty w monsoon cafe czy też jadowitego bakcyla jakiegoś, d zaś zżerana przez ciekawość o co chodzi z opisem, który miałam na gchacie (von trupek kontra krokodyl, dla tych co nie mieli okazji zobaczyć).
grzecznie opowiedziałam jej o krokodylu, a potem, w ramach bonusu, o grecie von trupek. d jest psychologiem, specjalizację robiła z klinicznej, więc natychmiast pomyślała, że skutkiem ostatnich przejść zaczęłam odklejać się ździebko od rzeczywistości. na szczęście przeszło jej szybko i już przy kolacji, ciesząc się jak dzieci, obie wymyślałyśmy kolejnych krewnych grety. według d zarówno greta, jak i jej szwagierka gertruda noszą nieduże kapelusze, reszty detali nie pamiętam.
za to rano role się odwróciły i to ja zaczęłam martwić się o d. a wszystko za sprawą trzech płytek szarej glazury, które wyjęła z sakwojaża wraz z garniturem, który zamierzała przywdziać. nie powiem, nawet nieźle dobrane kolorystycznie, ale jak ona zamierza je nosić?
Autor:
magdandena
o
09:30:00
0
komentarze
czwartek, 26 marca 2009
chyba przegrzało mi obwody
czyli skupić się próbuję, niestety z dziwnym skutkiem...
zamiast wokół opisu struktury systemu myśli me uparcie krążą wokół grety von trupek, a konkretnie chwilowo wokół jej wyglądu.
kto zacz? nie jestem jeszcze pewna*, chyba hrabina lub baronowa, raczej kościsto-ziemista, na pewno w sukni lekko spłowiałej, cała zresztą sprawiająca wrażenie nadgryzionej zębem czasu.
co dalej? nie wiem - a kysz greto! fasola wzywa...
* albowiem wymyśliłam ją odgrzewając obiad - ta przeklęta sieciowa fasola sprawia, że jestem wciąż upiornie głodna, kompulsja jakaś czy co?
Autor:
magdandena
o
12:31:00
0
komentarze
środa, 25 marca 2009
von trupek kontra krokodyl
czyli awitaminoza wiosenna.
jakoś tak ostatnio chropowacieję gdzieniegdzie, fakturą łokci niebezpiecznie krokodyla przypominać zaczynam. co prawda nie miałam (nie)przyjemności miziania gadziny, ale podejrzewam, że wrażenia mogą być podobne.
wszystko wskazuje, że czegoś mi brak, pewnie be-ileśtam, oczywiście łyknąć suplement jakowyś zapominam notorycznie, więc poważnie zastanawiam się nad zmianą diety.
na von trupkową na przykład, bo przecież von trupka bogatym źródłem witamin z grupy b jest i basta!
ciekawe jak długo bym tak zdzierżyła? pewnie niezbyt, ale dzisiejszą notkę sponsoruje kilka von trupek kurczaczych usmażonych na masełku ze świeżą szałwią, na pohybel krokodylowi...
Autor:
magdandena
o
17:53:00
0
komentarze
na całej połaci śnieg
albo dolina muminków w listopadzie.
ja się pytam o co chodzi, przecież koniec marca mamy. właśnie kupiłam nasiona, bo przecież wypadałoby bazylię na wiosnę zasiać, a tu zaspy śnieżne na balkonie, że o zawartości skrzynek nie wspomnę.
może ja się zakopię profilaktycznie i przeczekam...
Autor:
magdandena
o
08:29:00
0
komentarze
wtorek, 24 marca 2009
horror nie tylko na dobranoc
czyli m kontra sieciowa fasola
tempus fugit i do niedzieli coraz bliżej. a jeśli bliżej, to znaczy, że należałoby wreszcie zaposiąść diagram klas z odpowiednimi modyfikacjami, że o wygenerowaniu jakiegoś fragmentu kodu nie wspomnę.
zabieram się do tego jak pies do jeża - dopiero dzisiaj zainstalowałam wreszcie sieciową fasolę z wtyczką do uml. ale wcześniej podstępnie zwabiłam k - od tygodnia z okładem miałam dla niej papier pewien - więc to idealny pretekst by nie zastanawiać się nad transformacją kompozycji w asocjację i nie popaść w przygnębienie, że zapomniałam wszystko na amen i nie mam bladego pojęcia jak sobie przypomnieć.
lecz nie upadam na duchu kompletnie, wszak jest jeszcze w_znany_również_jako_koło_ratunkowe, który już we czwartek spróbuje przedrzeć się ze mną przez fasolowe chaszcze i jest nadzieja, że jakoś to będzie.
a żeby nie było że nic nie robię, katuję ściśnięty mózg jedyną słuszną literaturą czyli modelowaniem i implementacją systemów informatycznych, choć jeśli przyśni mi się dziedziczenie wieloaspektowe lub polimorfizm metod, to nie ręczę za siebie...
Autor:
magdandena
o
23:21:00
0
komentarze
poniedziałek, 23 marca 2009
świat zmierza ku upadkowi
czyli co robią dziewczynki przed wyjściem na kolację z interesującym gentlemanem?
robią się na bóstwo? wylegują w wonnej pianie i trefią koafiury? malują ust korale? ależ skąd! nic z tych rzeczy...
one uzbrojone w śrubokręt (i nie tylko) naprawiają syfon w łazience, doprowadzają do jako takiego porządku kuchnię (żeby nie zwrócić tejże kolacji po powrocie do domu na widok tego, co tam straszyło), na koniec zaś rozładowują zmywarkę, bo w międzyczasie skończył się program...
potem, jakby nie dość było kalorii w górze boczku ze szpinakiem (auć! to było dobre, nie nazwałabym tego sałatą, ale ja lubię szpinak, a chrupiący boczek... auć!) pożerają bombę kaloryczną pod postacią truskawek z koglem-moglem zapieczonych.
i żeby było weselej tak jest dobrze, bo przecież nawet po użeraniu się z uszczelkami można mieć dużo radości z próby wyobrażenia sobie w jaki to sposób pokroić na co najmniej pięć części kulę, tak, aby z otrzymanych kawałków złożyć dwie takie same, jak ta pokrojona.
ba, może nawet większą, niż gdyby odłożyć prace hydrauliczne na później i zamiast skupiać się na krojeniu kul myśleć o potencjalnej powodzi.
a kalorie? no cóż, j obiecał, że jakoś to załatwi, nie wiem jak on zamierza to zrobić, ale właściwie czemu miałabym się tym przejmować...
Autor:
magdandena
o
23:39:00
0
komentarze
sobota, 21 marca 2009
dobry wiosny początek
czyli from q with love
pozamykałam różne sprawy zimowe, ciut dłużej niż myślałam to trwało, ale jednak się udało. i wreszcie zasnęłam spokojnie i sny mnie nie dręczyły straszne i w ogóle żyć mi się zachciało.
w q jak zwykle dobrze i bezpiecznie, d miała naprawdę świetny pomysł wywlekając mnie tutaj. cz była niepocieszona, że musi zostać w wawie, ale poumawiała się wcześniej z ludźmi biedaczka i nie mogła tego odwołać. a szkoda, bo to miejsce działa na nią podobnie jak na mnie...
Autor:
magdandena
o
23:22:00
0
komentarze
wamipry miały używanie
czyli dziecko z dworca zoo...
ciekło jak się patrzy, piękny czas, bodajże 5'14", tylko potem jakoś zasklepić się nie chciało, a że ostatnio robią również pełną morfologię (znaczy z żyły zasysają a nie kłują w palec, to wyglądam jak na załączonym obrazku
nic to, jak mawiała babcia do wesela się zagoi...
Autor:
magdandena
o
20:35:00
0
komentarze
środa, 18 marca 2009
gongo, nudziarz i maruda jestem dzisiaj
czyli wieje i rozwiewa mnie
bardzo dobrze niejaki janerka l to ujął, co prawda nie zamierzam chwilowo wyprowadzić się na górę w piórnikowym garniturze, ale rano niewiele brakowało, by zwiało mi głowę z szyi.
potem było coraz weselej - wiatr wył za oknem, a ja walczyłam z przemożną chęcią by zagryźć pierwszego marudnego użyszkodnika, który się nawinie. na szczęście wyjątkowo grzeczni byli dzisiaj. udało mi się również nie ukatrupić d, testującego znowu w afganistanie czy czort wie gdzie procesor i kartę graficzną.
ostatecznie nie odskoczyła mi pokrywka, podejrzewam, że dzięki temu, iż h wykopała właśnie dzisiaj ze swych przepastnych archiwów oryginalny plik z tym właśnie zdjęciem* i mogłam wreszcie zamówić skin na karakana**
było nie było unicestwienie gniewu to podobno jedna z uspokajających aktywności białej tary...
* autorką zdjęcia jest h. łubek, jeszcze raz dziękuję haniu!
** dzielny następca qrczaka, który opuścił mnie ostatnio w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. z wyglądu aktualnie przypomina katafalk, ale to nie jest dobra nazwa dla komputera, więc został karakanem - w końcu one też podobno są czarne (jak to dobrze że nie wiem tego z autopsji!)
Autor:
magdandena
o
18:16:00
0
komentarze
wtorek, 17 marca 2009
niepokój przedwiosenny odczuwam
albo apsik!
kicham, bo po lekturze wywiadu pacewicza z waglewskim w ostatnich wo musiałam dokopać się do mojej ukochanej płyty wagla, jednej z pierwszych, które wiele lat temu zaposiadłam na krążku srebrnym.
fe! jak można mieć tyle kurzu, powinnam się spalić ze wstydu.
ale nie palę się, tylko słucham sobie właśnie utworu nr 3 i nie do końca jeszcze wtedy (1991) edyty b i jest dobrze i nawet wiatr wyjący za oknem nie rusza mnie nic, a nic...
wiatr wyje i (mam nadzieję) przywiewa wiosnę ...a świat ucieka, coraz trudniej go dogonić
materialny ten i nadprzyrodzony
a pościgu nie ułatwia ta ułańska czapka z pomponem*
*oczywiście waglewski gra-żonie, utwór 5
Autor:
magdandena
o
19:45:00
0
komentarze
poniedziałek, 16 marca 2009
dzisiaj było właśnie tak:
sześciu w czarnych liberiach
idzie ładnie po bokach
dźwiga płonące latarnie*
nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie herbert to napisał, ale jednak się udało
zanim weszłam do kościoła wydawało mi się, że go widzę, mignęła mi znajoma sylwetka.
e miała wrażenie, jakby widziała go wszędzie.
a on leżał sobie tymczasem w lakierowanym dębowym pudle, na pudle pąsowa róża i jego czapka, teraz już wiem, trzy gwiazdki i dwa paski wokół ma starszy brygadier, zawsze byłam kiepska ze stopni, ale ten chyba zapamiętam.
potem poczty, sztandary, wieńce, trąbka, organy, błysk kogutów, wycie syren.
cz, już w domu powiedziała, że brakowało jej go na stypie, przecież zawsze słyszałyśmy go z daleka.
tak, tylko tym razem to była stypa po nim...
* z. herbert, co robią nasi umarli, w "hermes, pies i gwiazda"
Autor:
magdandena
o
23:00:00
0
komentarze
zdarzyło się kiedyś
czyli rocznica.
31 lat temu porwano aldo moro.
bardzo dobrze pamiętam serwisy radiowe, od niedawna wiem dlaczego, dosyć dużo czasu zajęło mi skojarzenie pewnych faktów...
może dlatego, że bardzo starannie zapomniałam prawie wszystko na wiele lat?
Autor:
magdandena
o
10:44:00
0
komentarze
niedziela, 15 marca 2009
piosenka wieczorna
właściwie nie wiem czemu sobie dzisiaj przyszła...
porque te vas* z "nakarmić kruki" saury.
może byłam trochę podobna do any? na pewno miałam adapter, golfik chyba też...
* voc. jeanette, music/lyrics josé luis perales
Autor:
magdandena
o
19:01:00
0
komentarze
sobota, 14 marca 2009
chciałabym
słońca rano (i nie tylko),
liści na drzewach i nieznośnie żółtych kwiatów na klombach,
chodzić już znowu w seledynowych trampkach,
mieć za sobą poniedziałkowy pogrzeb,
dowiedzieć się, co takiego jest za błyskiem na zdjęciu j
i jeszcze parę rzeczy, o których nie mam czasu teraz napisać, bo powinnam gnać do szkoły...
Autor:
magdandena
o
08:38:00
0
komentarze
na nie
czyli:
nie śpię,
nie piszę,
nie mam już siły,
ale wciąż
nie poddaję się, choć ostatnio nie opuszcza mnie wrażenie, że może na drugie mam hiob...
Autor:
magdandena
o
06:40:00
0
komentarze
czwartek, 12 marca 2009
środa, 4 marca 2009
piosenka wieczorna
czyli glimmer twins w najlepszym wydaniu
...Don't question why she needs to be so free
She'll tell you it's the only way to be
She just can't be chained to a
Life where nothing's gained and nothing's lost at such a cost...
Through The Past Darkly, utwór 2 oczywiście mogą być też inne płyty, panowie nagrali to bodajże na siedmiu...
Autor:
magdandena
o
20:16:00
0
komentarze
starszy pan
czyli trudno uwierzyć, że to już pięć lat.
4 marca 2004 odszedł pan b
mam nadzieję, że gdzieś tam spotkał alicję i że nieznani sprawcy zabrali mu ją tylko na chwilę...
Autor:
magdandena
o
14:10:00
0
komentarze
