czyli technika może zdziałać cuda, a przynajmniej tak mi się wydaje.
w ciągu trzech lat wykonałam ten numer po raz drugi, tym razem odwrotnie, ale skutek jest dokładnie ten sam. wczoraj wieczorem, późnym bardzo zresztą bardzo* przestawiłam czas w telefonie**, ustawiłam budzik na makabryczną godzinę 7:20, poczytałam przed snem i zapadłam w niebyt.
nie przewidziałam jednego – mój genialny telefon nokia n-cośtam ma system operacyjny i wie lepiej która godzina kiedy być powinna, więc wygląda na to, że o 2:00 przestawił się również sam. a potem jak gdyby nigdy nic zawył o zadanej 7:20 czasu już sama nie wiem jakiego, że złe misie*** i po wymianie paru zwyczajowych uprzejmości (ja go pac w drzemkę, on za chwilę znowu swoje) wyczołgałam się z legowiska, dokonałam porannych ablucji i powlokłam szczęśliwą na zajęcia. już na parkingu czułam, że jest nie halo, dwa samochody na całą uczelnię o 8:10 to nie jest jednak typowe. w środku ochroniarz potwierdził me przypuszczenia – według nowego czasu była 7:10 i już za 10 minut powinnam rozpocząć przekomarzanie z misiami, a bodajby to...
wycieczkę poranną sponsorowała jedna z najlepszych polskich płyt lat osiemdziesiątych i nie tylko czyli john porter band i helicopters
* bo s właśnie skończyła była ostatnie dwadzieścia parę lat, a ja nie bacząc na obowiązki szkolne udałam się uczestniczyć w obchodach. wróciłam więc w okolicach północy czasu ówczesnego, obżarta sushi i trzeźwa jak świnia.
** swoją drogą ciekawe jaki odsetek populacji używa jeszcze budzików?
*** świetliki z kasią nosowską, budzą mnie od dłuższego czasu
niedziela, 29 marca 2009
tej nocy spałam duuuużo krócej
Autor:
magdandena
o
08:14:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz