czyli co robią dziewczynki przed wyjściem na kolację z interesującym gentlemanem?
robią się na bóstwo? wylegują w wonnej pianie i trefią koafiury? malują ust korale? ależ skąd! nic z tych rzeczy...
one uzbrojone w śrubokręt (i nie tylko) naprawiają syfon w łazience, doprowadzają do jako takiego porządku kuchnię (żeby nie zwrócić tejże kolacji po powrocie do domu na widok tego, co tam straszyło), na koniec zaś rozładowują zmywarkę, bo w międzyczasie skończył się program...
potem, jakby nie dość było kalorii w górze boczku ze szpinakiem (auć! to było dobre, nie nazwałabym tego sałatą, ale ja lubię szpinak, a chrupiący boczek... auć!) pożerają bombę kaloryczną pod postacią truskawek z koglem-moglem zapieczonych.
i żeby było weselej tak jest dobrze, bo przecież nawet po użeraniu się z uszczelkami można mieć dużo radości z próby wyobrażenia sobie w jaki to sposób pokroić na co najmniej pięć części kulę, tak, aby z otrzymanych kawałków złożyć dwie takie same, jak ta pokrojona.
ba, może nawet większą, niż gdyby odłożyć prace hydrauliczne na później i zamiast skupiać się na krojeniu kul myśleć o potencjalnej powodzi.
a kalorie? no cóż, j obiecał, że jakoś to załatwi, nie wiem jak on zamierza to zrobić, ale właściwie czemu miałabym się tym przejmować...
poniedziałek, 23 marca 2009
świat zmierza ku upadkowi
Autor:
magdandena
o
23:39:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz