poniedziałek, 16 marca 2009

dzisiaj było właśnie tak:

sześciu w czarnych liberiach
idzie ładnie po bokach
dźwiga płonące latarnie*

nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie herbert to napisał, ale jednak się udało

zanim weszłam do kościoła wydawało mi się, że go widzę, mignęła mi znajoma sylwetka.
e miała wrażenie, jakby widziała go wszędzie.

a on leżał sobie tymczasem w lakierowanym dębowym pudle, na pudle pąsowa róża i jego czapka, teraz już wiem, trzy gwiazdki i dwa paski wokół ma starszy brygadier, zawsze byłam kiepska ze stopni, ale ten chyba zapamiętam.
potem poczty, sztandary, wieńce, trąbka, organy, błysk kogutów, wycie syren.
cz, już w domu powiedziała, że brakowało jej go na stypie, przecież zawsze słyszałyśmy go z daleka.
tak, tylko tym razem to była stypa po nim...

* z. herbert, co robią nasi umarli, w "hermes, pies i gwiazda"

Brak komentarzy: