czyli wieje i rozwiewa mnie
bardzo dobrze niejaki janerka l to ujął, co prawda nie zamierzam chwilowo wyprowadzić się na górę w piórnikowym garniturze, ale rano niewiele brakowało, by zwiało mi głowę z szyi.
potem było coraz weselej - wiatr wył za oknem, a ja walczyłam z przemożną chęcią by zagryźć pierwszego marudnego użyszkodnika, który się nawinie. na szczęście wyjątkowo grzeczni byli dzisiaj. udało mi się również nie ukatrupić d, testującego znowu w afganistanie czy czort wie gdzie procesor i kartę graficzną.
ostatecznie nie odskoczyła mi pokrywka, podejrzewam, że dzięki temu, iż h wykopała właśnie dzisiaj ze swych przepastnych archiwów oryginalny plik z tym właśnie zdjęciem* i mogłam wreszcie zamówić skin na karakana**
było nie było unicestwienie gniewu to podobno jedna z uspokajających aktywności białej tary...
* autorką zdjęcia jest h. łubek, jeszcze raz dziękuję haniu!
** dzielny następca qrczaka, który opuścił mnie ostatnio w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. z wyglądu aktualnie przypomina katafalk, ale to nie jest dobra nazwa dla komputera, więc został karakanem - w końcu one też podobno są czarne (jak to dobrze że nie wiem tego z autopsji!)
środa, 18 marca 2009
gongo, nudziarz i maruda jestem dzisiaj
Autor:
magdandena
o
18:16:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz