środa, 1 kwietnia 2009

ratunku, urodziłam stonogę!

czyli to musiało się wydać.
trochę się działo ostatnimi czasy, wiec nie zauważyłam pierwszych objawów. były sprawy ważniejsze, niż zastanawianie się, gdzie do cholery podziały się te ulubione zielone w niebieskie paski. albo w kropki kolorowe. a one znikały jak owce u nicka park'a.
wczoraj zajrzałam po coś do nory cz, robię to rzadko, bo teren niebezpieczny, pułapkami najeżony i zazwyczaj niechcący trafiam na coś, na co trafić nie powinnam i krew mnie zalewa. tym razem z jej kosza na bieliznę wystawało coś znajomego.
coś mojego.
coś, czego było mi brak.
tak jest, MOJA zielono-niebieska skarpetka!
nie mogłam się powstrzymać i przekopałam kosz do dna samego. a potem zinwentaryzowałam znaleziska - 84 skarpetki, że o innych częściach garderoby podstępnie wykradzionych z mojej szafy nie wspomnę. pomyślałam, że gdyby w normalnej, powiedzmy 3 osobowej rodzinie zaginęły 84 skarpetki, to chyba chodziliby boso. co innego stonogi...
pakując to wszystko do pralki myślałam o tym, że w garderobie, którą tak skrupulatnie zaprojektowałyśmy z a zabrakło jednego - solidnego zamka!

Brak komentarzy: