piątek, 3 kwietnia 2009

biedna myszka

czyli dr jekyll i ms hyde
nie da się ukryć, czasem daję się wyprowadzić z równowagi. niezbyt często, ale jeśli już, to bywam porywcza.
nie wdając się w zbędne szczegóły ostatnio unieszkodliwiłam dużucha. starannie odkurzyłam zarówno kąt w którym stał jak i samo pudło (wewnątrz oczywiście!), a potem rozplątując wężowisko kabli za nim nie zdzierżyłam i po prostu wszystko rozpięłam. no może prawie wszystko, bo modem, router i bramka zostać musiały. jakby tego było mało, w przypływie furii zrobiłam mu szybciutką lobotomię*
a potem zakopałam się w łóżku i odmówiłam składania wyjaśnień.
kiedy zaczęłyśmy z powrotem ze sobą rozmawiać, cz stwierdziła z wyrzutem

-zabiłaś mysz
-niczego nie zabijałam, on nie miał prawa zadziałać
-naprawdę zabiłaś mysz
-to nie mysz, to brak pamięci
-nieee, popatrz

powiedziała cz i przyniosła mi gryzonia z rozdeptanym ogonem.

-nawet nie próbowałam podłączać kompa, bo pomyślałam, że rozdeptałaś mysz i wkurzona rozłączyłaś wszystko
-nie deptałam po gryzoniu, tylko wyjęłam mu ram...


cz trochę opadła szczęka, no cóż już dawno minęły te czasy, kiedy zapieniona zabierałam ze sobą kable zasilające, a uczynni koledzy dostarczali jej zapasowe.
a gryzoń? wszystko wskazuje na to, że będzie żył, kilka ruchów klapcążkami i ogon znowu nadaje się do wtykania...
* hihihi, nie powiem gdzie schowałam kości pamięci, dopóki mi nie przejdzie na sicher...

Brak komentarzy: