sobota, 11 kwietnia 2009

mam po kokardę

czyli życie dojada mi ostatnio.
owszem, niektóre dolegliwości mam na własne życzenie, ale reszta?
w planach na wiosnę miałam lenienie się, bałwanienie, może ciut pracowanie, mile widziana byłaby również utrata głowy z powodu jakiegoś piekielnie inteligentnego osobnika płci przeciwnej, że o posiadaniu motyli w brzuchu nie wspomnę.
a tu co? wszystko wskazuje na to, że gros mej uwagi tej wiosny może pochłonąć remont.
i to mi się bardzo nie podoba.
bo ja szczerze nie cierpię remontów.
ja się chyba oflaguję.
i okopię.
i sama nie wiem co jeszcze.
bo to, że potrafię sobie zlutować słuchawki albo przetkać syfon w umywalce, to jeszcze nie znaczy, że spełniam się w remontach. i że nie chciałabym, żeby ktoś mnie wspierał w nierównej walce z rzeczywistością.
tylko, że to naprawdę musiałby być amator, bo normalny człowiek mógłby ze mną nie wytrzymać.
a najbardziej chyba odpowiadałaby mi opcja jak z sms marysi peszek - czyli żeby ktoś mnie stąd zabrał, najlepiej jak najszybciej...

Brak komentarzy: