czwartek, 16 kwietnia 2009

trywialna historia - kobieta, mężczyzna*, deszczu brak

czyli ja tego nie ogarniam.
jest wiosna, rozumiem, można dostać korby, sama bywam nieźle zakręcona, ale są chyba jednak pewne granice. pewnych rzeczy robić się jednak nie powinno, bo bolą. nie nie chodzi o to, że bolą nas samych, ale ranią innych, a tego bym jednak unikała.
można nie być w stanie zdecydować się na związek z panną a, bo jednocześnie po głowie chodzi nam uparcie panna b.
można nawet testować która fajniejsza, a niech tam.
ale kiedy już sprawdziło się obie i nadal tkwi w pacie decyzyjnym i co gorsza panie wiedzą o konkurencji, to pomysły typu chodźmy wszyscy razem na ściankę wspinaczkową są co najmniej poronione.
a już dzwonienie do a, że się utknęło z b w otwocku i że to jest kompletne nieporozumienie i nie ma się stamtąd jak wydostać kwalifikuje dzwoniącego do natychmiastowego zastrzelenia.
albo wyrwania kabla zasilającego i paru innych. no po prostu brak mi słów!!!

j pyta czy czy to aby nie kryzys instytucji (pewnie w domyśle małżeństwa), a nie problem z współczesnymi facetami. po tej historii śmiem wątpić.
tu nie ma instytucji, nie ma właściwie nawet związku, jest dopiero idea, nadzieja, motyl w brzuchu.
^%#^%$@!!! piotruś pan który chciałby mieć ciastko i je zjeść.
w ogóle to najlepiej, żeby a i b mu jeszcze te ciastka przyniosły.
i stoliczek nakryły.
i herbatkę wymieszały łyżeczką.
i napoiły męczennika, bo przecież on tak strasznie cierpi próbując dokonać wyboru. no zgroza!

*świetliki, ogród koncentracyjny, utwór 14 jutro podobno ma padać...

Brak komentarzy: