czyli nigdy nie ma na to dobrej pory.
mam dużo szczęścia, we mnie nie tyka bomba zegarowa.
jest cz, więc nie mam pokusy, by grać w prokreacyjną ruletkę.
nie głowię się nad tym, kto byłby najlepszym kandydatem na ojca.
nie przeżywam katuszy miotając się między panicznym lękiem przed zajściem w ciążę, a poczuciem, że tylko przypadek może spowodować, że zostanę matką, bo nigdy nie dojrzeję do podjęcia tej decyzji świadomie.
nie odliczam kolejnych dni, by w końcu odetchnąć z ulgą, bo prawo "miesiączka pojawia się niezwłocznie po zrobieniu testu ciążowego" wciąż działa.
nie dotyczy mnie wątpliwa przyjemność trudnych rozmów w oczekiwaniu na wyjaśnienie sytuacji i świadomość, że pojawienie się tej cholernej kreski może wywrócić do góry nogami życie więcej niż dwóch osób (niestety nie zawsze kandydaci na tatusiów mają jasną i przejrzystą sytuację rodzinna, czasami plączą się tam jakieś żony, że o dzieciach nie wspomnę).
nie muszę dusić w sobie złości i żalu, że to wszystko jest nie takie, jak powinno, a próba rozmowy na ten temat przy okazji informowania niedoszłego ojca, że tym razem mu się upiekło kończy się jego zakłopotanym stwierdzeniem
to może byś sobie buty kupiła?
i mówi to facet, który ma już swoje lata. chociaż właściwie nie wiem, co należałoby powiedzieć w takim wypadku. i pewnie się nie dowiem.
jak to fajnie, że jest cz...
wtorek, 28 kwietnia 2009
znowu nie zostałam ciocią
Autor:
magdandena
o
22:51:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
To fajnie, że fajnie, że jestem :)
To z butami mnie bardzo ucieszyło, jeśli kiedykolwiek się znajdę w takiej sytuacji tak właśnie uczynię.
Prześlij komentarz