wtorek, 28 kwietnia 2009

znowu nie zostałam ciocią

czyli nigdy nie ma na to dobrej pory.
mam dużo szczęścia, we mnie nie tyka bomba zegarowa.
jest cz, więc nie mam pokusy, by grać w prokreacyjną ruletkę.
nie głowię się nad tym, kto byłby najlepszym kandydatem na ojca.
nie przeżywam katuszy miotając się między panicznym lękiem przed zajściem w ciążę, a poczuciem, że tylko przypadek może spowodować, że zostanę matką, bo nigdy nie dojrzeję do podjęcia tej decyzji świadomie.
nie odliczam kolejnych dni, by w końcu odetchnąć z ulgą, bo prawo "miesiączka pojawia się niezwłocznie po zrobieniu testu ciążowego" wciąż działa.
nie dotyczy mnie wątpliwa przyjemność trudnych rozmów w oczekiwaniu na wyjaśnienie sytuacji i świadomość, że pojawienie się tej cholernej kreski może wywrócić do góry nogami życie więcej niż dwóch osób (niestety nie zawsze kandydaci na tatusiów mają jasną i przejrzystą sytuację rodzinna, czasami plączą się tam jakieś żony, że o dzieciach nie wspomnę).
nie muszę dusić w sobie złości i żalu, że to wszystko jest nie takie, jak powinno, a próba rozmowy na ten temat przy okazji informowania niedoszłego ojca, że tym razem mu się upiekło kończy się jego zakłopotanym stwierdzeniem
to może byś sobie buty kupiła?

i mówi to facet, który ma już swoje lata. chociaż właściwie nie wiem, co należałoby powiedzieć w takim wypadku. i pewnie się nie dowiem.
jak to fajnie, że jest cz...

1 komentarz:

cz pisze...

To fajnie, że fajnie, że jestem :)
To z butami mnie bardzo ucieszyło, jeśli kiedykolwiek się znajdę w takiej sytuacji tak właśnie uczynię.