czyli nie ma to jak się dobrze wkręcić.
przeglądam wyciąg, widzę kwotę, której zupełnie nie kojarzę, na dodatek bez żadnego opisu, dziwna sprawa. a że właśnie czytam mitnicka, jak się łatwo domyślić, wpadłam w lekuchny popłoch na myśl, że jakiś kevinopodobny buszuje po moim koncie.
strasznie nie chce mi się dzwonić do banku, więc gapię się w monitor jak sroka w gnat, może jednak mnie oświeci?
coś mi to przypomina, puk! puk! puk! stuka w głowie piłeczka dobromira. a właściwie ta kwota to winien czy ma?
i wszystko jasne, s oddała mi jakąś końcówkę z zakupów, a że mamy wspólny rachunek, to opisu niet.
no cóż, przynajmniej nie zadzwoniłam do banku z aferą, jak s kilka lat temu, kiedy dostała zwrot podatku, a była przekonana, że ktoś włamał się na jej konto...
piosenka na wczorajszy wieczór (i nie tylko)- a. franklin & eurythmics
wtorek, 21 kwietnia 2009
teoria spiskowa
Autor:
magdandena
o
16:08:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz