czyli próba rekonstrukcji.
otwieram słoiczek chrzanu i zaskoczenie, pachnie zupełnie jak budka z warzywami z dzieciństwa. mała, drewniana, malowana olejno na taki jakiś paskudny brąz albo ciemną, parkanową zieleń.
w środku lekki półmrok i właśnie taki zapach. no i druciane skrzynki pełne oranżady z ceramicznymi kapslami. oczywiście najlepsza była żółta, taki słodki, gryzący bąbelkami rivanol.
pytam a czy pamięta kim chciała zostać w dzieciństwie. ja nie mogę sobie za bardzo przypomnieć, ale gdzieś w tyle głowy majaczy mi, że chyba adamem słodowym albo andrzejem kurkiem, a nie jakąś tam piosenkarką czy aktorką.
pamiętam za to doskonale zapach chińskich świecowych kredek i cytrynowe włosy księżniczek rysowanych w przedszkolu. takie długie i proste.
czy chciałaś być blondynką? pyta a. cholera, nie przyszło mi to nigdy do głowy. faktycznie jako mała dziewczynka marzyłam o długich włosach, ale to przecież niepraktyczne, tłumaczyła mama przed każdą wizytą u fryzjerki, która ciach-ciach przycinała moje dziecięce marzenia na pazia.
zapytam ż przy najbliższej okazji o ten blond, ciekawe co powie - nigdy jeszcze nie byłam blondynką, może powinnam spróbować?
dzisiejszy wieczór sponsorowała butelka shiraz 2007, doliny nie pomnę i wish you were here pink floyd
piątek, 24 kwietnia 2009
dziecięce rysunki
Autor:
magdandena
o
22:32:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz