wtorek, 7 kwietnia 2009

poranek na nie

czyli asertywność zero.
d nie wysłała wczoraj dokumentów przetargowych, bo nie miała tego, tamtego i owego. wieczorem ustalono, że da mi rano gwizdek z gotowymi plikami, a ja zrobię z tego cudny komplecik i wyślę. lojalnie uprzedziłam, że o 7.30 będę zamykała za sobą drzwi od chatynki, więc do tego czasu powinnam otrzymać kompletny przekaz co ma być spięte z czym i dokąd wrażone. i zasnęłam snem sprawiedliwej.
7.17 - d śpi nadal, ja wychodząc z wanny wrzeszczę, że jeszcze chwila i zniknę.
7.20 - pastując zęby kompletuję garderobę, a d, wyczołgując się z łóżka, toczy wzrokiem nieprzytomnym i się zaczyna:
-a gdzie jest klej?
-nie ma kleju*
-no wiesz, jaka z ciebie matka, skoro cz nie ma kleju, przecież chodzi do szkoły!
-daj spokój, cz jest dorosła, od dawna nie potrzebuje kleju na zpt...

mam już spodnie, wiążę buty, włosy wyschną mi po drodze
-tu włożysz to, to zeskanuj,
-to może ja sobie zapiszę
-eee, nie, no co ty, to proste, aaa, to koniecznie potwierdź za zgodność z oryginałem, nie, tego nie, tylko tamto, potem to zszyj razem i włóż do tej koperty, a potem do tamtej...

d jednocześnie próbuje zsumować pozycje w tabeli, czas płynie nieubłaganie. wyciągam kartkę i próbuję ogarnąć hierarchię dokumentu, dodatkowo zaznaczając karteczkami miejsca, które powinnam uzupełnić.

podsumowując:
nie wyszłam o 7.30,
nie trafił mnie szlag i nie zadusiłam d,
nie grzmiało, bo ten co podobno widzi i grzmi przecież nie istnieje,
nie zdążyłam do pracy i jak zwykle nic się z tego powodu nie stało,
kurtyna nie opadła, bo jej się nie chciało...

*oczywiście w chatynce jest klej, ale distal, poxipol i kropelka, założyłam a priori, że chodziło jej o biurowy, takiego akurat nie mamy

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

dziękuję kochanie ...