poniedziałek, 27 kwietnia 2009

na drugie mam tomasz

czyli czy ja nie mogłabym kiedyś posłuchać dobrych rad?
książkę nie dość że przeczytałam jednym tchem, to jeszcze natychmiast sprezentowałam trójce psiarzy (w tym dwóm posiadaczom labradorów). wszyscy śmialiśmy się w trakcie i ryczeliśmy na końcu. i czy nie mogło tak zostać?
nie, bo amerykanie postanowili przerobić to na komedię (podobno) romantyczną. i zrobiło się to absolutnie niestrawne, zwłaszcza, jeśli ktoś nie szaleje za przyjaciółmi, że o płowowłosym gogusiu nie wspomnę.
czytałam recenzje i wiedziałam, czego się spodziewać, ale musiałam sprawdzić sama jaki to gniot. drętwe, schematyczne, wcale nie śmieszne, nie wiem jakim cudem w filmwebie dali temu czemuś 7,22 na 10? o ile w trakcie nie śmiałam się ani trochę, to oczywiście poryczałam się na końcu, inaczej być nie mogło, znacie kogoś, kto nie ryczy kiedy usypiają psa? nawet w kiepściuchnym filmie...
może dla równowagi obejrzę coś co się nadaje do oglądania, tylko co? może nicholsona z jessicą lange? chociaż sama nie wiem, może po prostu skończę czytać ojcobójcę pollacka?

nudziarz na dzisiejszy wieczór - jj cale, 5, aktualnie nr 6, chociaż shades też mogłoby być, nr 10 rozwalał mnie od zawsze...

Brak komentarzy: