czyli niby nic, a boję się bardzo.
jutro pełnia, podobno to nie jest dobry czas na takie eksperymenty, ale klamka już zapadła. r śmieje się, że to takie katolickie, poumartwiać się w wielkim tygodniu, no cóż, jak dla mnie termin optymalny, a przy okazji może nie przejem się w święta.
ryzyko jest właściwie zerowe, ale gdyby cokolwiek się jednak wydarzyło zapisuję (w kolejności alfabetycznej):
- a - szklane stapianki, które stoją na parapecie w dużym pokoju, tak mi przykro, że kiedyś p stłukł twój prezent;
- d - zgodnie z życzeniem - wściekle fioletowe wdzianko, a w ramach bonusu cartiera i krizię, oba zapachy są dość ciężkie, ale chyba będą pasowały;
- k - czereśniowe krzesło, niech ci dobrze służy, gdybym była na twoim miejscu, też bym je chciała, tylko nie sztukuj mu oparcia, niech zostanie tak, jak jest;
- małemu m - moje ukochane jabłuszkowe burberry;
- s - watermana, którego dała mi w prezencie urodzinowym, przynosi szczęście na egzaminach, więc przyda ci się przy pisaniu magisterki;
- sz - oba albumy nan goldin;
- tym, którzy będą potrzebowali - wszystko, co da się przeszczepić;
o reszcie niech zadecyduje cz, w sumie jest moją jedyną spadkobierczynią, jeśli zechce oddać to, co zostanie akademii medycznej, nie mam nic przeciwko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz