- cieszyć się słońcem;
- oglądać młode listki;
- bałwanić się trochę
czyli zamiast śniadania zjeść tosta w mcdonald's (tfu! nie dość, że kompletny upadek dietetyczny, to jeszcze paskudztwo, poza tym nie pamiętam kiedy ostatnio upadłam tak bardzo, by zażyć cokolwiek w tej sieci),
zwiać na dwie godziny z pracy i mieć z tego dużą frajdę,
czytać kiepską biografię polańskiego zamiast tysiącstronnicowej kobyły o jave, że wymienię dzisiejsze bałwaństewka, które przyszły mi do głowy jako pierwsze;
- uczyć tylko ciut;
- nie sprzątać prawie wcale;
a byłoby co...
- uśmiechać do mijanych ludzi;
- mieć ochotę wytarzać się na trawniku jak szczeniak;
- nie przejmować się nic, a nic
a byłoby czym... chociaż może wcale nie?
- cierpliwie wygłaskać marudnego kota, niech i on ma coś z życia.
powyższe + jeszcze trochę zrobiłam dzisiaj i nie miałabym nic przeciwko powtarzaniu tego częściej, oczywiście poza wybrykiem dietetycznym, bo to akurat było umiarkowanie przyjemne...
środa, 15 kwietnia 2009
rzeczy które można robić wiosną
Autor:
magdandena
o
20:56:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz