czyli proces decyzyjny czas zacząć.
chatynkowa pralka od jakiegoś czasu popłakiwała sobie w kąciku, nie da się ukryć, moja doń niechęć mogła być przyczyną depresji.
ale ostatnio trochę przesadziła, nie dość, że próbowała kilka razy uciec z łazienki, to jeszcze dokumentnie zalewa łzami podłogę. nawet cz, pomna mego zrzędzenia na temat stanu finansów poczuła grozę sytuacji, bo po powrocie do domu znalazłam taką oto kartkę:
a najgorsza w tym wszystkim wcale nie jest konieczność uruchomienia rezerw budżetowych, tylko wybranie spośród powodzi marek i modeli, a potem zorganizowanie płynnej zamiany, co wcale nie będzie takie proste, bo trzeba wcześniej wyciąć kilka drobiazgów, żeby zmieściła się taka otwierana z boku, bo to właśnie przez ładowanie od góry nabawiłam się niechęci do pralki obecnej...
niedziela, 11 maja 2008
to była powódź nieduża
Autor:
magdandena
o
22:21:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz