niedziela, 16 marca 2008

jednak trochę mnie sfilcowało

miało być inaczej. a może jednak spodziewałam się tego jakoś podskórnie? nie wiem, nie zastanawiam się nad tym. próbuję jakoś dożyć do jutra.
może gdybym nie przeczytała listu?
to był katalizator. coś znowu pękło w środku. nie wiem dlaczego. wcześniej tak nie było. 16 marca mijał gdzieś niepostrzeżenie. a tu nagle jakieś dziwne mentalne skurcze przepowiadające od prawie tygodnia.
a dzisiaj ten list. i łzy gdzieś w ściśniętym gardle.
i tylko nie wiem czy dlatego, że równo 30 lat temu porwano aldo moro (dopiero niedawno zrozumiałam dlaczego tak dobrze pamiętam ten fakt...), a pewien samolot pasażerski nie doleciał do celu zabierając kogoś na zawsze i bez pożegnania?
czy dlatego, że ponad dwa lata temu utknęłam w korku i nie zdążyłam pożegnać kogoś innego?

Brak komentarzy: