poniedziałek, 24 marca 2008

czekając na jedenaście

coraz bardziej już niecierpliwie.

– Wprawdzie mówiłam, że nie wrócę na noc, ale to wcale nie znaczy, że musisz mi od razu brukać łóżko, siostrzyczko. Naturalnie pobrudziliście mi pościel? – ciągnęła zimno Marlena.
– Nie, chyba nie – odpowiedziała Greta i zaczęła nerwowo przyglądać się prześcieradłu.
– To nie ja, to on – wskazała z przerażeniem miejsce, gdzie nic specjalnego nie było, ale co do którego jakieś tam drobne podejrzenia można od biedy byłoby żywić.
– Maryjo… – uniosła ręce ku sufitowi Marlena.
– Jezusie… – pomyślał całkowicie zeszmacony Mężczyzna Incognito.
– Jak ty to w ogóle zrobiłaś, siostrzyczko? Jak i kiedy on tu wszedł?
Usiłowała się stawiać:
– Nie twoja sprawa.
– Mój pokój. Moje łóżko. Moja pościel. Moja naiwna siostra. Moja sprawa.
– Bo to niesprawiedliwe. My nie mieliśmy gdzie. On mieszka z dwojgiem starszych państwa i podstawową komórką społeczną. Wy wszystkie jakoś sobie radzicie.
– Bo trzeba wybierać właściwych mężczyzn. Albo z mieszkaniem, albo z samochodem, albo żeby przynajmniej mieszkał w domu z windą.*


dużo radości mam z tej lektury...
* Marianna G. Świeduchowska, Katecheci i frustraci, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, str. 229

Brak komentarzy: