czyli s przybywa z odsieczą.
nie da się ukryć, sklęsłam wczoraj emocjonalnie. i to na tyle poważnie, że zawezwałam s na ratunek. odginała mnie dzielnie do wczesnych godzin porannych, gdzieś między świtem astronomicznym, a żeglarskim.
kiedy w końcu udałyśmy się spać, morświn zajął pozycję strategiczną, tzn. czerwoną poduszkę i się zaczęło. nie wiem jakim cudem podzespół mruczący tego kota przeszedł kontrolę techniczną, przecież są chyba jakieś normy hałasu, a on przekracza je zdecydowanie!
ciekawe co śniło się s, może baza transportowa zimą, kiedy nie gasi się silników, żeby nie zamarzły?
nie, właśnie przecknęła się i popatrzywszy z wyrzutem na źródło dźwięku wymamrotała z kombajnem na głowie...
rano zadowolony z siebie futrzasty wyglądał tak
po prawej śniąca kombajny s, po lewej dopiero co opuszczone misie gumowe
czwartek, 20 marca 2008
z zetorem w łóżku
Autor:
magdandena
o
12:51:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz