czyli ona potrafi człowieka zaskoczyć...
znowu nie znalazłam wjazdu na parking na okęciu (no dobra nie przyłożyłam się specjalnie) za to parkując metodą "przez lejek" poczułam się jak w paryżewie - facet, który chciał tam wjechać po mnie wytrzeszczył tylko oczy i zrezygnował.
siedzę, czytam gazetę, dookoła kłębi się tłum. uff, wreszcie wylądowała.
dzwonię żeby wiedziała, że jestem, czort wie ile czasu zajmie znalezienie walizki, a nie chce mi się wytrzeszczać przy wyjściu.
masz może dla mnie buty? pierwsze pytanie d zwala mnie z nóg, no tak, w delhi wywaliła te w których poleciała, dobrze, że nie pada śnieg tak jak wczoraj - fajnie by wyglądała mknąc przezeń w takich klapersach
chichocząc mkniemy do chatynki, patroszenie walizki, prezenty, po łyku buthańskiej brandy (d na żołądek, ja dla towarzystwa :)
i pędem zamówić biusthalter do pani hani, którą jak się okazało, znają nawet w azji!
a potem gnamy na dworzec, d co i raz wykrzykuje jak tu czysto! wprawiając w osłupienie mijających nas podróżnych. trudno im zrozumieć entuzjazm wywołany m.in. brakiem krów na peronie.
4 godziny snu + tak intensywne wrażenia robią swoje - wracam i odcina mi zasilanie...
piątek, 21 marca 2008
wiosna przylatuje w różowych klapkach
Autor:
magdandena
o
23:43:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
ładne Buciki. A Pani dobra i kochana psjapsjuła jest. Całuski i Dziękuję
Prześlij komentarz