czyli miał być spokojny wieczór i fondue, a skończyło się na live act minimal w wykonaniu m.in. osobnika w przebraniu terrorysty palestyńskiego, że o królu lwie nie wspomnę...
człowiek wychodzi z domu nie mając bladego pojęcia, że już kilka godzin później będzie straszył na parkingu pewnego supermarketu uzbrojony w złoty spray (pozdrawiam pana o oczach jak pięciozłotówki:))
a potem powiesi się na nim jakieś zadropsione dziecko nadające non stop o zaletach piercingu i implantów i posypujące wszystkich brokatem, brrrrr...
niedziela, 17 lutego 2008
zaskakujące zwroty akcji
Autor:
magdandena
o
20:03:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Czy Ty pod iluzjonem byłaś, że panowie przebrani za terrorystów Cię nachodzili? W zeszłym tygodniu takowi tam urzędowali.
ja dementuje, to byl jakis super hiper dj imporzowany niewiadomo_skad!!!
Prześlij komentarz