wtorek, 29 września 2009

tym razem nieco eschatologiczne

czyli 4:52.
nie przepadam za tą porą i chętnie darowałabym sobie senne międzylądowania, ale chyba nie bardzo mam na to wpływ.
więc przewracam się z boku na bok i myślę.
czasem także o śmierci.
że naprawdę każda godzina może być tą ostatnią i gdyby się nagle okazało, że umieram, to nie żałowałabym niczego.
oczywiście zawsze zostanie coś, czego nie zdążę zrobić, ale gdzieś tam w środku siedzi sobie myśl, że umierałabym spełniona i pogodzona.
nawet jeśli nie za kilkadziesiąt lat, tylko właśnie dzisiaj.
każda godzina to prezent, bezsenna 4:52 również...

piosenka nie tylko na 4:52 - apteka, płyta apteka, utwór 10

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Jej - jeżeli słuchasz Apteki w środku nocy to niedziwota że łapiesz doły... :-(