wtorek, 27 listopada 2007

materiał mi się zmęczył

czyli mam już po kokardę kaszlu, gruzu, bałaganiącej sarenki i kociego dziecka.

dzisiaj wywlokłam się na trochę z łoża boleści, żeby umieścić z powrotem w łazience wszystkie tubki, buteleczki i słoiki, które musiałam ewakuować w piątek.

w tym czasie siksa (tak, tak, nasza tymczasowa lokatorka dostała imię) zrzuciła z parapetu skrzynkę z rukolą, nie oderwałam jej ogona, chociaż rozważałam taką ewentualność zamiatając rozniesioną po pokoju ziemię, bo oczywiście zwalić skrzynkę to nie jest pełnia szczęścia - do kompletu trzeba jeszcze wytarzać się w ziemi i poturlać grudki pod szafę na przykład.

jakby tego było mało skończyły mi się czekoladki buuuu, a przecież jak człowiek jest chory, to należy mu się coś od życia, czyż nie?

Brak komentarzy: