czyli mam już po kokardę kaszlu, gruzu, bałaganiącej sarenki i kociego dziecka.
dzisiaj wywlokłam się na trochę z łoża boleści, żeby umieścić z powrotem w łazience wszystkie tubki, buteleczki i słoiki, które musiałam ewakuować w piątek.
w tym czasie siksa (tak, tak, nasza tymczasowa lokatorka dostała imię) zrzuciła z parapetu skrzynkę z rukolą, nie oderwałam jej ogona, chociaż rozważałam taką ewentualność zamiatając rozniesioną po pokoju ziemię, bo oczywiście zwalić skrzynkę to nie jest pełnia szczęścia - do kompletu trzeba jeszcze wytarzać się w ziemi i poturlać grudki pod szafę na przykład.
jakby tego było mało skończyły mi się czekoladki buuuu, a przecież jak człowiek jest chory, to należy mu się coś od życia, czyż nie?
wtorek, 27 listopada 2007
materiał mi się zmęczył
Autor:
magdandena
o
16:43:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz