zarazili mnie skutecznie...
mam temperaturę, obolałe gardło i ból istnienia. brak we mnie zgody na powyższe objawy albowiem dookoła wydarza się mnóstwo inspirujących rzeczy, a ja zamiast z ochotą dać w to wszystko nura, leżę z kurczakiem na kolanach przykryta gumowymi misiami...
zwlokłam się tylko zrobić karczemną awanturę rurowymieniaczom, jutro ciąg dalszy sztuki (w nie wiadomo ilu aktach niestety) pt. "wymiana pionów - reaktywacja".
wtorek, 20 listopada 2007
wreszcie im się udało!
Autor:
magdandena
o
12:45:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz