poniedziałek, 26 listopada 2007

khe, khe

czyli trzy ćwierci do śmierci...
leżę (zazwyczaj) i rzężę - z przerwami na wycieczki tu i ówdzie, bo mimo wszystko świat trwa nadal, nie oglądając się na to czy mam siłę go gonić.

kociczka owinęła nas sobie wokół pazurka, oczywiście szukamy jej nowego domu, bo nikt się niestety do tej pory nie zgłosił, ale panna dostała już imię, co jest dosyć niepokojącym objawem i może wróżyć powiększenie rodziny.
zwłaszcza, że wygląda uroczo wyciągając się na kanapie i nawet leżakowanie w skrzynce z rukolą uchodzi jej płazem...

podobno rurowymieniacze zakończyli działalność w chatynce, teraz tylko upolować muszę ofiarę, która doprowadzi do ładu zryty zakątek łazienki - ot zagipsować narożnik i przykleić parę kafelków, ale przecież sama tego nie zrobię. ale jakoś to będzie, chyba że wcześniej zejdę i nie będzie to już mój problem

Brak komentarzy: