czyli kto zeżarł mój obiad ja się pytam??
pastując senne zęby pomyślałam, a może by tak rybę na obiad rozmrozić? dobyłam zatem z zamrażalnika dwa urodziwe rybiszony, chytrze zamknęłam w podręcznym piekarniczku (oczywiście wyłączonym, chodziło o futrzastych wyłącznie) i grzecznie poszłam spać. rano przywitały mnie otwarte drzwiczki i pusta miseczka. nie wiem jak oni to zrobili, obaj udają niewiniątka.
w ramach działań odwetowych nie wydano śniadania, ale nie zrobiło to chyba na panach większego wrażenia, bo biały spaśluch wygrzewa się z błogą miną na kanapie, a czarny histeryk marudził nad wyraz krótko...
piątek, 25 kwietnia 2008
przezorny nie zawsze ubezpieczony
Autor:
magdandena
o
10:02:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz